Drago Jancar.

Drago Jančar: „Obawiam się tych, którzy mówią nam, jak powinniśmy myśleć i żyć”

Publikacja: 23 marca 2026

TAGI DO ARTYKUŁU

DO LISTY ARTYKUŁÓW

„Istota i znaczenie Europy w jej obecnej formie polega właśnie na tym, że jesteśmy bezpieczniejsi – zarówno pod względem kulturowym, jak i tożsamościowym – niż kiedykolwiek wcześniej” – powiedziałeś mi wiosną 2019 roku. Pomimo pewnych niepokojących procesów, które już wtedy zachodziły w poszczególnych krajach naszego regionu, ogólnie rzecz biorąc, nadal dość optymistycznie spoglądaliśmy w przyszłość. Patrząc z perspektywy czasu, wydaje się, że świat obecnie zmienia się całkowicie i nieodwracalnie. Jak postrzegasz to dzisiaj?

„Bezpieczniejsi niż kiedykolwiek wcześniej?” To wręcz niewiarygodne, że powiedziałem ci to zaledwie pięć lat temu. Najwyraźniej nadal wtedy żyłem nastrojem szczęśliwego czasu, kiedy mówiliśmy sobie, że w ostatnich stuleciach nie spotkało nas nic lepszego niż Europa jako wspólna przestrzeń demokracji, otwartych granic i praw człowieka.

Chociaż ktoś mnie kiedyś nazwał „sejsmologiem” wstrząsów kulturowych i społecznych, w swoim zamyśleniu najwyraźniej nie zauważyłem wówczas, że ziemia pod naszymi stopami już drży. Wojna w Jugosławii wydawała mi się ostatnim epizodem szalonego pod względem ideologicznym i nacjonalistycznym XX wieku. Teraz jednak, w obliczu okropnej wojny w Ukrainie, strasznych wydarzeń na Bliskim Wschodzie, podzielonej Ameryki, Europa również staje się coraz bardziej zdezorientowana, wszyscy debatują o zbrojeniach, a pokój oddala się w siną dal. Jak to możliwe, że w tak krótkim czasie znaleźliśmy się w tak niepewnej sytuacji? Wydaje mi się, że w latach, które nastąpiły po upadku muru berlińskiego, o wiele łatwiej było mówić o przyszłości – tak jakbyśmy wtedy wszyscy wiedzieli, czego chcemy. Teraz nie jest to już wcale takie oczywiste.

Kultura jest tym czymś, co określa, kim właściwie jesteśmy. Ostatnio coraz częściej słyszymy wszędzie gromkie frazesy o „bohaterskiej historii” lub „wielkości narodu”. I to głównie od polityków, którzy mają bardzo powierzchowną wiedzę o przeszłości, o ile w ogóle ją rozumieją. Większość twoich książek opiera się na historii – historii, która dzieje się również dzisiaj, cytując nasze poprzednie rozmowy. Jaka dokładnie „historia” twoim zdaniem „dzieje się dzisiaj”? Czy może niekiedy jej koło się zamyka i powracamy do znanych nam już wydarzeń i doświadczeń?

Nie wiem, czy to jest koło. Sądzę raczej, że historia to „ślepy niepokój ludzkości”, jak twierdził słoweński pisarz Edvard Kocbek. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że oto właśnie wielkie prawicowe i lewicowe ruchy polityczne i kulturowe, które zalewały ulice europejskich miast w latach trzydziestych ubiegłego wieku, odradzają się w nowych szatach. Jednak dziś wszystko dookoła też jest zupełnie inne. Nowe technologie, Internet, sieci społecznościowe, upadek tradycyjnych mediów, które służą partiom politycznym lub interesom lobbystów – wszystko to sprawia, że czujemy się zagubieni, niemalże pogrążeni w chaosie i pozbawieni spokoju, gdyż stoimy przed niepewną przyszłością. Po wielkiej integracji europejskiej wielokrotnie pisałem i mówiłem o tym, że Europa będzie silna i zjednoczona, jeśli odnajdzie wizję, która obejmie również przeszłość. Nie tylko swoją wielowiekową kulturę, ale także dychotomiczny świat po obu stronach żelaznej kurtyny. Przegapiliśmy okazję, aby Zachód głębiej i najpełniej zrozumiał, co oznacza życie w komunistycznych dyktaturach. Aby Wschód pojął, że z dyktatur nie wkroczymy do szczęśliwej Arkadii demokracji – sam tak myślałem – ale że obudzimy się w kapitalizmie, gdzie wolność nie jest wcale aż tak do końca oczywista; że posiadacze kapitału mogą podporządkowywać sobie media, politykę, a nawet wymiar sprawiedliwości. Brakuje nam na tym polu wspólnych doświadczeń i wzajemnego zrozumienia, dlatego wydaje się, że przechodzimy właśnie przez kolejny historyczny cykl. Mimo wszystko nadal pozostaję optymistą i uważam, że to nie może skończyć się tak, jak burzliwe i chaotyczne lata trzydzieste ubiegłego wieku.

„Światu grożą trzy plagi, trzy epidemie. Pierwsza to plaga nacjonalizmu. Druga to plaga rasizmu. Trzecia to plaga fundamentalizmu religijnego” – powiedział kiedyś Ryszard Kapuściński. Czy w dzisiejszym społeczeństwie, które pod wpływem populistów wymaga od wszystkich jednoznacznych, czarno-białych decyzji, ludzie kultury wciąż mogą jeszcze coś zrobić, żeby temu wszystkiemu się przeciwstawić?

Czwarta plaga, dodałbym, to plaga ludzkiej głupoty. Najgorsza ze wszystkich wymienionych. Żyjemy w czasach, w których dzięki powszechnej dostępności informacji wydaje się, że dotarliśmy na szczyt demokracji: każdy może powiedzieć, co chce, na dowolny temat. To prawda, ale jednocześnie widzimy, ile brutalności i prostactwa rozlewa się po portalach społecznościowych i różnych internetowych „forach”. Czasami mówię sobie: przed pojawieniem się Internetu nie miałem pojęcia, wśród jakich ludzi żyję. Ale wyrażane w ten sposób opinie są oczywiście dość atrakcyjne i wcale nieodosobnione. I ciągną nas w dół. Co mogą zrobić ludzie kultury, skoro ta wszechobecność informacji opanowała świat, w którym giną hierarchie wartości myślenia i etyki, a kryteria ulegają rozpadowi? Ktoś, kto napisał dziesiątki książek, w tej powodzi internetowych opinii znaczy tyle co ten, który w najlepszym przypadku przeczytał może jedną.

Pisanie to dla ciebie refleksja, odpowiedź na pewne wydarzenia polityczne czy kulturalne, ale także zapis wrażeń z podróży w różne miejsca – i tym właśnie są „Archipelagi…”, książka zawierająca twoje eseje w polskim tłumaczeniu, wydana niedawno w Krakowie. Teksty te przenoszą czytelnika w czasie i przestrzeni – od początku lat dziewięćdziesiątych i oblężenia Vukovaru w 1991 roku po rosyjską agresję na Ukrainę w lutym 2022 roku, od Korčuli i Triestu po mgliste pola Flandrii, pełne tragicznej pamięci o I wojnie światowej, i dzisiejszą Katalonię, która wciąż walczy o swoją tożsamość. Czy mógłbyś wskazać jakiś esej z tego zbioru, którego pisanie wiązało się dla ciebie z jakimiś konkretnymi przemyśleniami?

Nie sądzę, abym odkrył jakąkolwiek fundamentalnie nową prawdę o czasach, przez które podróżuję, czyli czasach wielkich przemian, kryzysów społecznych i ludzkich nadziei na inne życie. Nawet w swoich esejach jestem po prostu pisarzem, który śledzi zjawiska i ludzi, obserwuje i zastanawia się, jak bezwładność trudnej historii naszej części świata wpływa na nasze życie: moje, twoje, nas wszystkich. A najmniej jest w nich jakiejkolwiek zbawczej idei na przyszłość. Osobiście obawiam się myślicieli, którzy wiedzą dokładnie, jak należy zorganizować społeczeństwa, i mówią nam, jak powinniśmy myśleć i żyć. Cieszy mnie różnorodność kulturowa i jeśli moje pisarstwo niesie za sobą jakieś przesłanie, to najwyżej takie, że musimy z tą różnorodnością żyć i akceptować ją z otwartymi ramionami i błyszczącymi z zaciekawienia oczami. Oczywiście, także z nadzieją, że z rzeczy, które zrobiliśmy w dobrej wierze, jak piszę w „Archipelagach…”, Jugosławia i scenariusz jej rozpadu się już nie powtórzą.

„Losy wszystkich małych narodów w Europie są ze sobą w wyjątkowy sposób splecione. Kiedy gdzieś w Europie zaczynają dziać się złe rzeczy, kiedy pojawiają się próby przejścia do dyktatury, wpływa to na wszystko, powiedziałbym, że to jak efekt domina” – powiedziałeś mi podczas jednego z naszych wcześniejszych spotkań. Często rozmawiamy o tym, co niegdyś popularna – a teraz już niezbyt – idea Europy Środkowej oznacza dzisiaj. Czy nadal potrafimy wyrwać się z błędnego koła skupiania się wyłącznie na sobie i zacząć być razem – Słoweńcy, Polacy, Chorwaci, Czesi, Litwini, Węgrzy i inni?

Europa Środkowa lat osiemdziesiątych była ideą otwartości, wzajemnego kulturowego przenikania się, wolności osobistej i otwartych granic. To prawda, że była też silnie związana z tradycją, bo w tamtych czasach przeszłość wydawała się o wiele lepsza niż ówczesne zamknięte społeczeństwa Wschodu i cała Europa podzielona drutem kolczastym i wieżami strażniczymi. Nie była to idea małych czy wielkich nacjonalizmów politycznych. Wydawało nam się wówczas, że prawdą jest to, co napisał Joseph Roth: Galicja jest północną siostrą Słowenii. Myśl o otwartości kulturowej została dziś przejęta przez politykę, która opanowała również każdą wyspę naszego środkowoeuropejskiego „archipelagu”. Chociaż widzimy pewne wyraźne oznaki, że politycy o poglądach prawicowych lub lewicowych wszędzie na tych ziemiach próbują podporządkować sobie nawzajem systemy społeczne, byłbym dość ostrożny z wysuwaniem niepoważnych stwierdzeń, że stoimy u progu dyktatury. Jeśli powiedziałem wcześniej o „kostkach domina”, było to tylko kolejne ostrzeżenie, memento, których w moich esejach rzeczywiście jest sporo. Ale pomimo uzurpowania sobie władzy, manipulowania opinią publiczną, a nawet podżegania do konfliktów – myślę jednak, że dyktatura nigdzie nie zapanuje. Wciąż mamy demokrację, mamy naszą Europę, mamy kulturę i sztukę, a przede wszystkim mamy jednostkę, obywatela nowego pokolenia, który nie pozwoli, by mu to wszystko odebrano.

 

Przełożył ze słoweńskiego Nikodem Szczygłowski

Copyright © Herito 2020