Paradoksalna nostalgia za komunizmem

Paradoksalna nostalgia za komunizmem

Publikacja: 15 października 2021

TAGI DO ARTYKUŁU

DO LISTY ARTYKUŁÓW

Jedną z najbardziej zaskakujących lekcji, jaką otrzymałem w dziedzinie nostalgii, jest to, że jej korzenie nie tkwią wyłącznie w przeszłości, jak to sobie przez długi czas wyobrażałem. Nie doceniałem roli, jaką odgrywa przyszłość. A ściślej mówiąc – sposób, w jaki prezentuje się przyszłość.

„Jestem komunistyczną babą!”

W chwili upadku dyktatury miałem dwadzieścia lat. Pochodziłem z rodziny, w której duch antytotalitaryzmu przejawiał się latami w codziennym domowym życiu. Odkąd sięgam pamięcią mój ojciec był zagorzałym antykomunistą, a matka próbowała, bez zbytniego przekonania, utemperować go, byśmy nie popadli w kłopoty. W końcu, po euforii upadku reżimu i zastrzeleniu małżeństwa Ceaușescu, wszyscy mieliśmy nadzieję na nowy świat, czysty i sprawiedliwy, zrodzony w jedną noc. Oczywiście, tak się nie stało. Nie tylko do tego nie doszło, ale w ciągu kilku lat pojawił się gatunek, w moim odczuciu dziwny, który więcej gderał i szemrał, niż mówił: nostalgicy. Ci, którzy twierdzili, że żałują Ceaușescu, że za dyktatury żyło im się lepiej. Początkowo nie brałem ich na poważnie. Sądziłem, że wywodzili się z byłej nomenklatury, Securitate lub po prostu byli psychicznie chorzy. Nie potrafiłem znaleźć żadnego rozsądnego powodu, dla którego człowiek zdrowy na umyśle może tęsknić za okresem, kiedy był zmuszony stać w kolejkach po jedzenie, cierpiał zimno i bał się każdego słowa, które wychodziło z jego ust. Pewnego dnia spotkałem starszą panią, która opowiedziała mi z entuzjazmem – rzecz jasna, nie podzielałem go – spójnie i szczerze o swoich tęsknotach, o swoim życiu w czasach komunizmu. Wspomnienia, od których z emocji dostawała wypieków na twarzy, mnie przerażały i oburzały…

Uświadomiłem sobie, że zamieszkiwaliśmy dwie różne planety. Nie było między nami żadnego porozumienia, postrzegałem rzeczy zasadniczo inaczej. I nagle jedna myśl zmieniła moje nastawienie: czy gdybym przeszedł przez to, co przeszła stojąca przede mną starsza pani – ale dokładnie przez to samo – nie myślałbym tak jak ona? Czy to, że ścieżka mojej biografii biegła inaczej, a lata spędzone w czasach dyktatury były mniej liczne, uprawnia mnie do osądzania jej lub pogardzania nią? Postanowiłem uważnie posłuchać tej kobiety i postarać się ją zrozumieć. Kilka lat później zacząłem pisać powieść opartą na tym doświadczeniu, próbując, między innymi, zrekonstruować mechanizmy paradoksalnej nostalgii. (Tak powstała książka Jestem komunistyczną babą![1], która ukazała się w 2006 roku). Wiele zrozumiałem na temat totalitaryzmu podczas pisania tej powieści, ale jeszcze więcej wyjaśniło mi się w trakcie rozmów z czytelnikami z różnych krajów, w których ukazał się przekład. Nie będę kontynuować historii emerytki opowiedzianej w tej książce, lecz postaram się podsumować dyskusje o nostalgii, jakie w ciągu kilku lat wywołała moja powieść. Oczywiście najbardziej interesowały mnie korzenie tej jakże dziwnej nostalgii – o nich zatem będę mówić dalej.

Figury nostalgii

Być może najpowszechniejsze i najczęściej przywoływane „wyjaśnienie” tego zjawiska odnosi się do nostalgii za latami własnej młodości. Patrząc wstecz, ludzie bezrefleksyjnie przeplatają stan wzburzenia młodości lub okresu dorastania ze społeczno-kulturalnym kontekstem epoki. Użyczają jednocześnie temu ostatniemu niewłaściwego światła, tak jak Księżyc pożycza światło słoneczne. Według emocjonalnej logiki (auto)biografia zaciera historyczność, skupia się na tym, co indywidualne, zamazuje społeczne i polityczne tło. Stan osłabienia, bezradności, ewentualnie zależność od innych, które pojawiają się nieuchronnie wraz z postępującym wiekiem, kontrastują z dawną witalnością oraz wigorem, i nadają przeszłości intensywnie różową barwę. Ironia polega na tym, że zdrada epistemologii materialistyczno-dialektycznej, jedynej pielęgnowanej przez system, który przedkładał kolektyw nad jednostkę, jest tym, co teraz może jeszcze ten system uratować za sprawą mechanizmów nostalgii.

Kiedy ludzie badają własną przeszłość, zostają zmuszeni do zarządzania własnym wizerunkiem i poczuciem własnej wartości. Brutalny wybuch szczerości jednej z czytelniczek pozwolił mi spojrzeć na tę sprawę zupełnie inaczej niż tylko na poziomie teoretycznym. „Co mam teraz zrobić z prawie czterdziestoma latami mojego życia? Wyrzucić je do kosza? –spytała. – Jeśli absolutnie wszystko było złe, to znaczy, że żyłam na próżno. Nie mogę wyciąć czterdziestu lat ze swojego życia, jakby nic się nie stało. Nie możesz przyjąć, że twoje życie było równe zeru. Radości, których kiedyś doświadczałeś, domagają się swojego prawa do uznania”. Radości – mniej lub bardziej liczne, ile by ich nie było – nie tylko domagają się, by być uznawane, ale nawet by zostać wyolbrzymione, a czasami wręcz wymyślone. One nadają sens życiu w niepewnych czasach, kontrolowanemu w dużej mierze przez system, sens zrekonstruowany z punktu widzenia teraźniejszości. Jest on konieczny po to, aby ludzie nie załamali się emocjonalnie albo żeby mogli komunikować się z innymi.

Inna ciekawa metafora, z jaką się spotkałem, nawiązuje do zatrucia. Jeśli totalitaryzm jest szkodliwą substancją, której homeopatyczne dawki wdychasz codziennie z powietrzem, wypijasz z wodą lub aplikujesz sobie z jakiegokolwiek innego źródła przez czterdzieści lat, jesteś tylko chorym człowiekiem, który po upadku reżimu potrzebuje okresu detoksykacji i specjalistycznej opieki. Nostalgia jest sprzeciwem wobec wysiłku uleczenia. Jest normalną reakcją pacjenta, który przyzwyczaił się do trucizny, reakcją grzesznika, który nie może wyrwać się z nałogu. Ta metafora wydaje mi się bardziej interesująca wtedy, gdy ludzie mówią o sobie, a nie wtedy, gdy stosują ją, by piętnować innych. Wtedy, gdy mówią o sobie, zdradzają walkę, jaką toczą wewnątrz, walkę, w której postkomunistyczny system zostawia ich raczej samych sobie. Zatem w fazie rehabilitacji fachowa opieka jest wyczekiwana.

Nostalgia postrzegana jako porażka adaptacji występuje dość często w prostej lub bardziej skomplikowanej postaci. Uważam, że jest bardzo ciekawa, gdy oglądamy ją przez lupę codziennego życia. Ludzie, którzy żyli w społeczeństwie totalitarnym, potrzebowali kilku lat, by się dostosować, by się nauczyć, jak sobie radzić, by korzystać z zasad tego systemu i zapewnić sobie środki do życia. Skroili sobie aspiracje i kariery zawodowe, bazując na danych, jakie mieli pod ręką. Tak jak rośliny rosną w kierunku słońca, rozwinęli się, podążając za „słońcem tamtego świata”. Było to społeczeństwo skrzywione, zdominowane przez strach i niedostatek, lecz którego zasady były im znane. Zbudowali sobie normalność i żyli w jej komforcie, nawet jeśli był on niski. Reżim upadł, a świat fundamentalnie zmienił swoje współrzędne. Radość z obalenia dyktatury pociąga za sobą dyskomfort przystosowania się do nowego świata. Następują nowe zasady, możliwości i zasoby. Młodym ludziom jest dużo łatwiej dostosować się z marszu, lecz osoby starsze są zdezorientowane, niezdolne do nauki i pozbawione tego, co powszechnie nazywamy doświadczeniem życiowym, a z którego szczególnie ludzie starsi są bardzo dumni. Reakcją na ten newralgiczny stan jest powrót do poprzedniej stabilnej tożsamości. Ta pozycja nie jest możliwa, społecznie rzecz ujmując, dlatego jest rekonstruowana wirtualnie za pośrednictwem wspomnień. Nostalgiczny dyskurs tworzy równoległy świat, w którym nieprzystosowani i przegrani spotykają się i przez kilka chwil czują się bezpiecznie.

W ślad za tą interpretacją poznałem objaśniającą wersję, nieco ryzykowną w mojej opinii, ale kuszącą w swoim wyszukanym rozumowaniu na temat nostalgii starszych osób. Wiadomo, że społeczeństwa totalitarne są silnie zhierarchizowane i gerontokratyczne. Wiek jest jednym z głównych kluczy dostępu do decyzji, zasobów i społecznych zaszczytów. Zaawansowana starość kojarzy się z doświadczeniem, kompetencją, mądrością i zaufaniem lub lojalnością. Kiedy ludzie są wychowani w tym systemie wartości, oczekują, że wraz z postępującym wiekiem przyjdzie pełne społeczne uznanie. Wyobraźmy sobie, że na ostatnich stu metrach procesu akumulacji społecznego uznania zmienia się całkowicie system odniesienia i teraz uprzywilejowanym wiekiem nowego świata staje się młodość kojarzona z witalnością, kreatywnością oraz zdolnością do zmian. Życie skrywanego oczekiwania – oczekiwania prawie mimowolnego, niejako wpisanego w kod kulturowy – zostaje zdradzone przez historię. Nostalgia pojawia się, aby na poziomie psychologicznym zrównoważyć oszukane oczekiwania na poziomie społecznym.

Jedną z najbardziej zaskakujących lekcji, jaką otrzymałem w dziedzinie nostalgii, jest to, że jej korzenie nie tkwią wyłącznie w przeszłości, jak to sobie przez długi czas wyobrażałem. Nie doceniałem roli, jaką odgrywa przyszłość. A ściślej mówiąc – sposób, w jaki prezentuje się przyszłość. Nostalgicy według starego reżimu, to ci, którzy nie potrafią znaleźć dla siebie miejsca w powstającym świecie, nie umieją wyobrazić sobie przyszłości dla siebie. Nie widzą, jaka mogłaby być ich rola, nie potrafią sformułować projektu w nowym kontekście. Czując, że nie ma dla nich przyszłości, wycofują się do przeszłości. Bardzo często w takiej sytuacji znajdują się osoby starsze, ale także osoby społecznie newralgiczne, na przykład długotrwali bezrobotni. Postkomunistyczny świat był bardziej pochłonięty tym, jak podzielić zasoby, niż jak wytworzyć wspólny projekt społeczny, bardziej tym, by piętnować, niż się komunikować, dlatego liczba nostalgików była zawsze dość wysoka, osiągając szczyt w okresach kryzysu gospodarczego.

Kilka cyfr na koniec

Szczegółowej analizy lat dziewięćdziesiątych dokonał Christian W. Haerpfer[2]. Według niego w przybliżeniu połowa Rumunów żałowała scentralizowanej gospodarki komunistycznej. Nie było to dużym wynikiem w porównaniu z Węgrami, gdzie odsetek niezadowolonych obywateli przekraczał 70 procent, lub, w porównaniu z Ukrainą, gdzie osiągał on 90 procent. Odsetek osób odczuwających nostalgię za komunizmem jako reżimem politycznym w Rumunii osiągał w latach dziewięćdziesiątych około 20 procent, a więc było to poniżej średniej wschodnioeuropejskiej, podczas gdy na Węgrzech i w krajach dawnego Związku Radzieckiego – 50 procent.

Wraz z nadejściem kryzysu gospodarczego liczba nostalgików znacznie wzrosła. Z sondażu Rumuńskiego Instytutu Badań i Strategii IRES z 2010 roku dowiadujemy się, że 63 procent populacji uważa, że w Rumunii za czasów Ceaușescu żyło się lepiej niż dzisiaj, a 68 procent twierdzi, że reżim komunistyczny był dobrą ideą, ale źle zastosowaną. 49 procent jest zdania, że Nicolae Ceaușescu był dobrym przywódcą, a 67 procent, że Elena Ceaușescu była złym przywódcą. Wreszcie, 37 procent szczerze żałuje upadku komunizmu. Według sondażu Centrum Badania Opinii i Rynku (CSOP), także z 2010 roku, 49 procent populacji w wieku piętnastu lat i więcej jest zdania, że przed 1989 rokiem żyło się lepiej niż dzisiaj.

Z rumuńskiego przełożyła Joanna Kornaś-Warwas

***

[1] Dan Lungu, Jestem komunistyczną babą!, przeł. Joanna Kornaś-Warwas, Wołowiec 2009.

[2] Christian W. Haerpfer, Democracy and Enlargement in Post-Communist Europe. The democratisation of the general public in fifteen Central and Eastern European countries, 1991–1998, [eBook], London and New York 2002.

O autorach

Dan Lungu

Rumuński pisarz, dyrektor Muzeum Literatury Rumuńskiej w Jassach. Ukończył studia postdoktoranckie z socjologii na Sorbonie i był redaktorem paryskiego magazynu „Au Sud de l’Est”. Za powieść Jestem komunistyczną babą! został dwukrotnie nominowany do Europejskiej Nagrody im. Jeana Monneta. Za polski przekład książki autor znalazł się wśród półfinalistów Literackiej Nagrody Europy Środkowej „Angelus 2010”. Na podstawie powieści powstał film w reżyserii Sterego Gulei, którego rumuńska premiera miała miejsce 23 sierpnia 2013 r. Wykłada socjologię na Uniwersytecie im. A.I. Cuzy w Jassach. Pomysłodawca i organizator Międzynarodowego Festiwalu Literatury i Przekładu w Jassach.

INNE ARTYKUŁY TEGO AUTORA

Copyright © Herito 2020