Konieczność zapominania, czyli jak sobie radzić z ars oblivionis

Konflikty pamięci

Konieczność zapominania, czyli jak sobie radzić z ars oblivionis

Publikacja: 26 października 2021

NR 13 2013

TAGI DO ARTYKUŁU

DO LISTY ARTYKUŁÓW

Zapominanie, podobne jak zapamiętywanie, może być skuteczne, a nawet pożyteczne, ale tylko w ograniczonym czasie. Wymaga ciągłego redefiniowania i poszukiwania optymalnej przestrzeni funkcjonowania, by nie stać się nakazem ideologicznego myślenia, lecz jedynie wpływać doraźnie na pozytywne identyfikacje wspólnoty z przeszłością.

Konflikty pamięci wpisane są w procesy zbiorowego pamiętania / zapominania. Wszystko z powodu tożsamościowo twórczej roli, jaką odgrywa pamięć zbiorowa. Z punktu widzenia biologicznego pamięć zbiorowa nie istnieje. Dla każdej jednak grupy społecznej, definiującej się jako my, potrzebny jest kanon odniesień do przeszłości, żeby tworzyć własną spójność zakorzenioną w czasach minionych i skierowaną ku przyszłości. Ona służy konsolidacji grupy w teraźniejszości i udowadnia racje przyszłej egzystencji. W tym zjawisku nie byłoby jeszcze podstaw do konfliktów, gdyby nie fakt, że świat społeczny składa się z niezliczonej ilości my (od rodziny począwszy), których interesy wzajemnie się uzupełniają, konkurują, wykluczają. Jeśli traktujemy pamięć zbiorową – w odróżnieniu od biologicznych, naturalnych pamięciowych czynności mózgu – jako proces społecznego konstruowania, w którym dochodzi do przemocy symbolicznej (Pierre Bourdieu), zawłaszczania symbolicznej przestrzeni itp., musi ona również generować konflikty.

Do „zewnętrznego” wymiaru konfliktów pamięci zdążyliśmy się przyzwyczaić. Z perspektywy najnowszej historii Europy Środkowej, po roku 1989, towarzyszą one stale sąsiedzkim relacjom, począwszy od wzajemnego zawłaszczania dziedzictwa kulturowego na pograniczach państw narodowych, po interpretacje przeszłości politycznej i konkurencję „prawd historycznych”. Często te konflikty są wypadkową wewnętrznych sporów o pamięć. Negocjowanie pamięci wewnątrz „własnej” grupy przybiera czasami o wiele bardziej dramatyczny wyraz, stając się w skrajnych przypadkach (Jugosławia) jednym z impulsów do otwartych, bratobójczych walk.

 Nakaz zapominania

Często pomijamy fakt, że nie rewersem, lecz immanentnym fragmentem pamięci jest zarówno pamiętanie, jak i wypieranie / zapominanie. W procesie negocjowania „wspólnej” pamięci wszystkie trzy elementy odgrywają równie ważną rolę. Nakaz zapominania brzmi nieprawdopodobnie. A jednak… Ponieważ pamięć zbiorowa jest konstruowana na potrzeby doraźnych (i przyszłych) potrzeb wspólnoty, dominujących w niej grup politycznych, zbiorowe wypieranie z pamięci i następnie zapominanie jest jak najbardziej możliwe.

Wiedzieli o tym starożytni Ateńczycy. Tak jak Mnemosyne była boginią pamiętania, tak Lete stała się patronką zapomnienia. Fakt, że w Hadesie była jednocześnie rzeką / wodą, rozwinęli po wiekach Carl Gustav Jung i Umberto Eco! Chodziło o metaforę płynności między pamiętaniem a zapominaniem. Procesy zapominania to letotechnika albo ars oblivionis. O ile jednak pamiętanie dla Ateńczyków było kreatywne i nadawało sens kultywującej go tradycji, o tyle w indywidualnym wymiarze zapomnienie było bolesne. Przywołał to chyba najdobitniej Homer w Odysei. Grecy (poza orfikami) nie wierzyli w życie duszy po śmierci w sensie judeochrześcijańskim. Na jednym z etapów swojej wędrówki Odyseusz zszedł do Hadesu. Tam między innymi spotkał się z cieniem Achillesa, który zostawił po sobie sławę największego wojownika Hellady. W Hadesie jednak Achilles cierpiał. Nie odczuwał bowiem nic z tego, o czym pamiętali ludzie na ziemi. Homer wprowadził nas tym samym w paradoks nie tylko antycznej pamięci. Z jednej strony Grecy nadawali wielkie znaczenie heroicznemu czynowi i bohaterskiej śmierci w młodym wieku, bo według ich wierzeń tylko wówczas mogli żyć po śmierci, czyli być pamiętani. Z drugiej strony była to tylko pamięć dla świata zewnętrznego, dla potomnych, której nie czuła dusza przebywająca w Hadesie.

Kult bohaterów w celu utrwalania wspólnoty należał jednak do najbardziej rozpowszechnionych rytuałów publicznych. Pamiętać należało afirmatywnie, bo tylko takie pamiętanie, poprzez utrwalanie bohaterskich czynów, miało mobilizować wspólnotę. Tak jak opowieść Symonidesa z Keos (556468 p.n.e.) o miejscach pamięci (loci memoriae) po katastrofie, opisana przez Cycerona i Kwintyliana, stała się pierwszym zapisem mnemotechniki, tak opowieść o Frynichu (Frynichos) i Milecie konstytuuje mit fundacyjny praktyk zbiorowego wypierania przeszłości i zapominania. W latach 499–494 p.n.e. wybuchło w Azji Mniejszej tak zwane powstanie jońskie obywateli greckich polis przeciw panowaniu perskiemu. Mimo wsparcia macierzystych miast z Hellady powstanie zostało krwawo stłumione. Najpierw w 494 roku Persowie rozgromili flotę jońską pod Lade, a następnie dla całkowitego zduszenia ducha walki zrównali z ziemią Milet, brutalnie zabijając jego mieszkańców. Resztkę ocalałych surowo ukarano i zmieniono w niewolników. Wieść o masakrze, w atmosferze rosnącego zagrożenia przez monarchię Dariusza, budziła nie tylko współczucie dla ofiar, lecz również trwogę o przyszłość. W niecałe dwa lata po wydarzeniach jeden z najwybitniejszych greckich tragików, Frynich (VI/V w. p.n.e.), opisał je w sztuce Zdobycie Miletu. Należał on do współczesnych Ajschylosa i już przed nim wyznaczał nowe kierunki rozwoju teatru greckiego. Między innymi, inaczej niż było przyjęte, swoje sztuki poświęcał nie tyle tematom sacrum i ich związkom z człowiekiem, ile głównie problemom osadzonym we współczesnym życiu, również w polityce. Zdobycie Miletu nie zachowało się. Znamy jednak relacje Herodota z Dziejów (VI, 21). Sztuka, opisująca przede wszystkim tragedię mieszkańców, była tak sugestywna i poruszająca widzów, że w trakcie jej przedstawiania ludzie mieli ulegać ogromnym wzruszeniom. Obudziły się wyrzuty sumienia za nieudzielenie pomocy. Władze Aten zakazały wystawiania sztuki z dwóch powodów: z obawy przed interwencją perską, ale jeszcze bardziej dlatego że bały się wpływu negatywnych emocji na postawy mieszkańców. Ponieważ nie było cenzury prewencyjnej, restrykcyjnie ukarano autora tysiącem drachm grzywny. Jest to pierwszy udokumentowany akt cenzury, skazujący na zapomnienie opowieść o minionych wydarzeniach poprzez wyparcie ich z publicznego życia (pamięci kulturowej). Nie znamy skutków tego zakazu. Można sobie wyobrazić, że kolejne dramatyczne wydarzenia wojen grecko-perskich mogły wesprzeć proces spychania dramatu mieszkańców Miletu z pamięci funkcjonalnej do pamięci archiwizującej.

Polifonia między pamiętaniem a zapominaniem

Christian Meyer w błyskotliwym eseju Das Gebot zu vergessen und die Unabweisbarkeit des Erinnerns (Monachium 2010) przywołuje wiele innych praktyk zapominania w celu zapobieżenia eskalacji konfliktów, od starożytności aż do współczesności. Strategię rozrachunku z przeszłością „świata zachodniego” wyznaczały po drugiej wojnie światowej zwycięskie mocarstwa. „Pamięć o morderczych sporach powinna zostać zatarta przez wieczne zapomnienie” po to, by zapanował pokój. Na tę samą formułę, wygłoszoną przez Cycerona po zabójstwie Cezara, powołał się w Zurychu prawie dwa tysiące lat później Winston Churchill (1946) w fundamentalnej mowie głoszącej potrzebę jedności europejskiej. Jej podstawą miał być „błogosławiony akt zapomnienia” (blessed act of oblivion), czyli amnestia przypominania niemieckich zbrodni w imię pokoju i dobra przyszłej Europy. Anna Wolff-Powęska, analizując różne psychologiczne warianty wychodzenia Niemców z sytuacji zbiorowego załamania się ich tożsamości „po katastrofie” (Friedrich Meinecke), zdaje się przychylać do tezy wybitnego niemieckiego intelektualisty Jörna Rüsena (A. Wolff-Powęska, Pamięć – brzemię i uwolnienie). W indywidualnym wymiarze świadomość klęski i atmosfera po 1945 roku uniemożliwiły włączenie do pamięci oraz uznanie uwikłania i winy za część historii własnego życia. Zabrakło wewnętrznej wolności do podjęcia samokrytycznego wysiłku. W wymiarze indywidualnym była to nie tyle „niezdolność Niemców do żałoby”, ile ograniczone możliwości psychicznego przetrwania w obliczu zbiorowego załamania się tożsamości. W wymiarze społecznym zastosowano dwie różne strategie wychodzenia z takiej sytuacji. W NRD wykreowano paradygmat „dobrych Niemców” – antyfaszystów – i w ten sposób, dzięki sprawnej machinie propagandowej, uprzątnięto problem z publicznych debat. W RFN zastosowano wobec pamięci politykę polegającą na wypieraniu i „eksterytorializacji pamięci” jako nieuniknioną cenę za skuteczną demokratyzację. Spory na ten temat trwają do dzisiaj, ale sam fakt uruchomienia świadomego działania państwa nie podlega dyskusji. Milczenie pierwszych lat służyło – konkluduje Wolff-Powęska – jako kordon sanitarny, a „blokada mentalna” była również skutkiem złożonej psychologicznie sytuacji.

Skrajną wersję zbiorowego zapominania w celu legitymizacji systemu komunistycznego przeżyły kraje Europy Środkowej i Wschodniej. Po 1989 roku nastąpił proces przywoływania do pamięci kulturowej „zapomnianych faktów”, „białych plam”. Dzisiaj, po prawie ćwierćwieczu od obalenia komunizmu, wiemy, że również Zachód, mimo nieprzerwanego istnienia pluralistycznej platformy negocjowania pamięci, potrzebuje podniesienia własnej kurtyny zasłaniającej scenę wypartych i niewygodnych zdarzeń. Zapominanie, podobne jak zapamiętywanie, może być skuteczne, a nawet pożyteczne, ale tylko w ograniczonym czasie. Wymaga ciągłego redefiniowania i poszukiwania optymalnej przestrzeni funkcjonowania, by nie stać się nakazem ideologicznego myślenia, lecz jedynie wpływać doraźnie na pozytywne identyfikacje wspólnoty z przeszłością.

Grecy, chociaż poszukiwali letotechniki, byli jeszcze bardziej sceptyczni wobec zapominania. Simonides opowiada o zwycięskim wodzu w bitwie pod Salaminą (480 r. p.n.e.), Temistoklesie (524–459). Pewnego razu Simonides zwrócił się do niego z propozycją nauczenia go sztuki pamiętania. Temistokles odmówił, ale w zamian zażądał nauczenia sztuki zapominania tego, o czym sam nie chciałby pamiętać. Jego osobowość obciążała bowiem niezwykła zdolność pamiętania wszystkiego, co kiedykolwiek słyszał lub widział. Simonides nie znalazł odpowiedniego środka dydaktycznego, by nauczyć Temistoklesa sztuki zapominania. W wymiarze społecznym ars oblivionis jest konieczna, by znaleźć równowagę między skrajnościami. Jej nadmierna trwałość może się jednak przerodzić w koszmar bratobójczej walki.

Powszechnie twierdzi się, że ostatniej tragedii w byłej Jugosławii winna jest pamięć, ciągłe przywoływanie urazów z przeszłości. A może jednak bardziej wyreżyserowane zapomnienie? Całe dziesięciolecia okłamywania pamięci, prób jej zacierania przez narzuconą ideologię braterstwa, spychania jej w sferę ciemnego tabu. Gdyby przez te lata spróbowano zmierzyć się z pamięcią, dać jej ujście, choćby miała poróżnić ludzi, może wtedy nie byłoby tak gwałtownego jej nawrotu, niszczycielskiego w swej tłumionej sile? Takie sztuczne tabuizowanie, a następnie koniunkturalne odtabuizowywanie ma miejsce również w społeczeństwach demokratycznych.

Trzeba szukać „dobrej”, ale wypartej pamięci. Dotyczy to szczególnie zbiorowego pamiętania sąsiadujących państw i narodów, których terytoria tworzyły przez stulecia nakładające się na siebie kultury hybrydowe. Nie znaczy to, by „na zawsze” zapominać „złe” wydarzenia. „Wiecznej pamięci” nie ma. Pamięć (pamiętanie i zapominanie) konstruuje się świadomie poprzez różne formy kultury politycznej: politykę historyczną, oddolnie kreowane reprezentacje przeszłości w teraźniejszości. I paradoksalnie jest to pozytywne zjawisko, bo daje nadzieję, że niszowa dzisiaj polifonia różnych pamięci, a także świadomy balans między pamiętaniem a zapominaniem mogą kiedyś tworzyć dominującą narrację w Europie. Być może przyniesie też praktyczne i pozytywne upowszechnienie ars oblivionis (i ars memoriae), z czym nie mógł sobie w wymiarze indywidualnym poradzić Simonides.

O autorach

Robert Traba

Profesor historii, politolog, kulturoznawca, założyciel olsztyńskiego Stowarzyszenia Wspólnota Kulturowa „Borussia” i redaktor kwartalnika „Borussia”. Działalność naukową rozpoczynał w Stacji Naukowej Polskiego Towarzystwa Historycznego w Olsztynie. W latach 1995–2003 pracował w Niemieckim Instytucie Historycznym w Warszawie. Od roku 2006 dyrektor Centrum Badań Historycznych Polskiej Akademii Nauk w Berlinie. Współprzewodniczy Polsko-Niemieckiej Komisji Podręcznikowej. Profesor honorowy Freie Universität w Berlinie. Autor wielu publikacji, m.in. Kraina tysiąca granic. Szkice o historii i pamięci (Borussia, Olsztyn 2003), „Wschodniopruskość”. Tożsamość regionalna i narodowa w kulturze politycznej Niemiec (1. wyd. PTPN, Poznań 2005, wyd. niem.: Ostpreußen – die Konstruktion einer deutschen Provinz. Eine Studie zur regionalen und nationalen Identität 1914–1933, Fibre Verlag Osnabrück 2010), Historia – przestrzeń dialogu (Instytut Studiów Politycznych PAN, Warszawa 2006), Przeszłość w teraźniejszości (Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2009).

INNE ARTYKUŁY TEGO AUTORA

Copyright © Herito 2020