Kresy jako miejsce pamięci – historia długiego trwania

Narody - historia i pamięć

Kresy jako miejsce pamięci – historia długiego trwania

Publikacja: 1 września 2021

NR 8 2012

TAGI DO ARTYKUŁU

DO LISTY ARTYKUŁÓW

Zainteresowanie Kresami przekroczyło barierę terytorialności. Kresy są wszędzie, zarówno ze względu na rozproszenie ich byłych mieszkańców, jak i na status Kresów jako jednej z centralnych kategorii definiowania kultury polskiej. W Polsce istnieją bezgraniczni apologeci Kresów, istnieją też krytycy nurtu sentymentalno-nostalgicznego. Trudno byłoby jednak wskazać grupę społeczną, partię polityczną, organizację, która programowo się od nich odcina.

Czy może nastąpić kres mitu Kresów Wschodnich? Apel francuskiego historyka – Daniela Beauvois z początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku, który wyznaczył jedną z osi sporu o polską pamięć po 1989 roku, ciągle wraca i pozostaje otwarty. Dzisiaj jedno jest pewne: Kresy są polskim miejscem pamięci, żywo pulsującym, pełnym indywidualnych emocji i jednocześnie mitotwórczego przesłania. Tęsknota za utraconą ziemią ojczystą uruchamia indywidualne wspomnienia, wpisując je w pamięć kulturową kolejnych pokoleń Polaków. Trwa też proces poszukiwania alternatywnego języka opowieści o Kresach. Próby uhistorycznienia dyskursu kresowego wcale nie muszą oznaczać zniknięcia ich z mozaiki polskich miejsc pamięci. Wydaje się, że jeszcze długo będziemy obserwowali spór o definicyjny potencjał Kresów w kontekście polskich identyfikacji narodowych.

Utrata

Historia Kresów jako polskiego miejsca pamięci przypomina proces konstruowania narodowej wspólnoty wyobrażonej. Do tożsamościowej opowieści ex post dodaje się fakty, wydarzenia, postaci z przeszłości, tak by dopełniały poczucie wspólnotowości i ciągłości tradycji. Kresy nabierają cech miejsca pamięci od lat sześćdziesiątych XIX wieku. Potencjału historycznego i emocjonalnego, potrzebnego do wykreowania kresowości jako nowej wartości można by się doszukiwać już w XVII wieku; z pewnością istniał od początku XIX. Wśród elit politycznych tworzyła go atmosfera poczucia niesprawiedliwości i upokorzenia z powodu utraty niepodległości w 1795 roku. Ten stan pogłębiły ustalenia francusko-rosyjskiego pokoju w Tylży (1807), przypieczętowane rozstrzygnięciami kongresu wiedeńskiego (1815). Z jednej strony powstała nadzieja na ponowne odzyskanie niepodległości w wyniku utworzenia pod egidą Napoleona Księstwa Warszawskiego (1807–1815), z drugiej kolejne poczucie niesprawiedliwości z powodu wcielenia ziem wschodnich dawnej Rzeczypospolitej (późniejszych geograficznych Kresów) do Rosji. Z powodu oddzielenia ich kordonem granicznym wśród Polaków zyskały nazwę Ziem Zabranych.

Wincenty Pol jako pierwszy nazwał i zdefiniował Kresy. Wcześniej, wzorem pierwszego Słownika języka polskiego Samuela Bogumiła Lindego (1815), istniała liczba pojedyncza rzeczownika pospolitego „kres”, „krys”, oznaczającego „granicę” i „naznaczony koniec”. Wywodzący się z rodziny warmińskiej, gdzie w domu mówiono po polsku, niemiecku i francusku (ze względu na pochodzenie matki), wychowywał się Pol w atmosferze polskiego patriotyzmu. Należał do najpopularniejszych polskich romantyków. W opublikowanym w połowie XIX wieku rapsodzie rycerskim Mohort opisał historię życia i śmierci „rycerza kresowego”, walczącego przeciw wrogom Polski. Ponadstuletni Szymon Mohort uosabiał polskość, której istotą była „miłość i obowiązek wobec Boga i Ojczyzny”. Krajobrazowym tłem poematu uczynił Pol przestrzeń między Dniestrem a Dnieprem, uzbrojoną w wojskowe umocnienia broniące Rzeczypospolitej przed najazdami Tatarów. Tak właśnie Pol wyobrażał sobie Kresy: nie jako mityczną krainę, lecz konkretne jednostki terytorialne położone na obrzeżach Rzeczypospolitej.

To jednak on funkcjonuje, czasami również w studiach literaturoznawczych, jako ojciec mitu fundacyjnego Kresów. Zdaniem polskiego literaturoznawcy Jacka Kolbuszewskiego celem Pola było natomiast „wskrzeszenie tylko jednej postaci” – legendarnego, niezwyciężonego rycerza Mohorta. Odwołując się do ideałów obrony Polski i chrześcijaństwa, wpisywał się Pol w zapotrzebowanie społeczne kilku generacji Polaków marzących o odzyskaniu niepodległej ojczyzny. Przykładem popularności Mohorta było włączenie utworu do kanonu lektur w polskich szkołach w Galicji, edycje w zaborze rosyjskim oraz w Sankt Petersburgu i Wiedniu. W sumie do 1922 roku poemat doczekał się dwunastu wydań, utrzymana w podobnym duchu Pieśń o ziemi naszej jedenastu, a Pieśń Janusza recytowana była na pamięć przez młodzież nie tylko w Galicji, lecz również w Królestwie Kongresowym. Niektórzy twierdzą, że popularnością utwory te (wszystkie napisane przez Pola) konkurowały nawet z polską epopeją narodową – Panem Tadeuszem Adama Mickiewicza.

Aksjologia zawłaszcza terytorium

Kulturowe tło zapisywania Kresów w pamięci stworzył romantyzm. Nawet krytycy idei romantycznej przejmowali jej centralne kategorie: walka o wolność, poświęcenie dla ojczyzny, miłość do utraconej ziemi ojczystej. Wszyscy stawali się „synami Ojczyzny” zarówno w Wilnie i we Lwowie, jak również w Warszawie i Krakowie. Polski romantyzm był nie tylko kategorią epoki literackiej, lecz także zrytualizowanym przekazem pamięci kulturowej. Poprzez społeczną obecność tworzył jeszcze „za życia” symboliczną ikonosferę, w której opisywano i definiowano nowoczesną narodową tożsamość. Siła ukształtowanego wówczas kodu tożsamościowego polegała na tym, że wysoka jakość literatury oraz inicjacyjna siła narodzin mitu (wydarzenia przełomu XVIII i XIX wieku) spotkały się z brakiem równie silnej alternatywnej narracji i oczekiwaniami elit społecznych. W szczególną formę polskiego romantyzmu rozwinął się mesjanizm, który przedstawiał Polskę jako „Chrystusa narodów”. Był próbą, przez związek z religią, nadania sensu sakralnego poniesionym ofiarom i cierpieniom.

W ciągu półwiecza (do początku lat dwudziestych XX wieku) nastąpił proces intensywnego zapisywania, ekspansji znaczeniowo-terytorialnej Kresów. Zdobywają one coraz bardziej centralne miejsce w transmisji popularnych idei narodowych do szerokiego społeczeństwa. Jako „ziemie utracone”, „zabrane” uosabiają polityczny mit Polski, która dzięki gorliwemu patriotyzmowi i „boskim wyrokom” ma znowu się odrodzić. Są nie tylko tłem (jak u Pola), ale też coraz bardziej podmiotem narracji narodowej. Atrybutu kresowości post factum nabywają też zjawiska bądź wcześniej już funkcjonujące mity polityczne, szczególnie sarmatyzm, antemurale christianitatis (przedmurze chrześcijaństwa).

Współcześni badacze (historyczka literatury Maria Janion, historyk idei i filozof Marcin Król) są zgodni, że nie tylko przesłanie romantyków było ważne dla Polaków, lecz również jego interpretacje. Historia Polski od lat dwudziestych XIX wieku stanowi w przeważającej mierze kontynuację, reinterpretację, zbanalizowanie i potępienie romantyzmu[1]. Nic więc dziwnego, że prawie równolegle do mitotwórczego nurtu kreowania Kresów, który nadawał im charakter miejsca pamięci, pojawia się zneutralizowana emocjonalnie ich legenda:

„W życiu codziennym w ostatnich latach XIX w. traciło ono [pojęcie „kresy” – RT] swą wartość, gdyż tradycyjne elementy kresowego mitu były sprzeczne z realiami rzeczywistości. W coraz też większym stopniu stawały się one jakąś idealną kategorią historyczną – już tylko legendą o wspaniałej przeszłości, ale nie mitem zdolnym inspirować do działań i mającym moc integracyjną”[2].

Już w 1860 roku Jan Zachariasiewicz nawoływał, żeby Kresy przenieść znad Dniepru i stepów ukraińskich nad Wartę i Noteć, gdzie „toczyła się rzeczywista walka o polskość”. Proces rozmywania znaczeniowego Kresów dopełniali politycy. Jan Ludwik Popławski, jeden z ojców ideologii narodowej demokracji, Kresy dostrzegał wszędzie tam, gdzie „żywioł polski” ścierał się z innymi grupami etnicznymi i narodowymi, czyli na Bukowinie, Śląsku Cieszyńskim, Górnym Śląsku, w Prusach Wschodnich i na Pomorzu. Próba uniwersalizacji i przeniesienia mitu Kresów na wszystkie pograniczne terytoria odradzającej się po pierwszej wojnie światowej Drugiej Rzeczypospolitej, mimo celowych działań propagandowych – zdaniem Jacka Kolbuszewskiego – nie przyniosła spodziewanych rezultatów.

Okolicznością sprzyjającą mitologizacji Kresów był spór o postawę społeczeństwa polskiego wobec obcej władzy, próba definiowania nowoczesnego patriotyzmu w okolicznościach, gdy realne szanse odzyskania niepodległości wydawały się odległe. Ten spór dominował w publicznych debatach od lat siedemdziesiątych XIX wieku do wybuchu pierwszej wojny światowej. Nabierał szczególnej wagi wobec rozwoju ruchów narodowych Ukraińców i Litwinów. W odpowiedzi na wyraźne, ale nie dominujące, tendencje samoasymilacyjne („scalenie z Rosją, aby tą drogą […] odrodzić się w Słowiańszczyźnie”) z inspiracji inteligencji polskiej różnych orientacji politycznych powstał niepisany kodeks nowoczesnego Polaka, wytyczający granice między patriotyzmem a zdradą narodową[3]. Jednym z jego ideowych filarów było odwoływanie się do czasów chwały, wielkości Rzeczypospolitej i bohaterstwa Polaków. Kresy – przestrzeń „ziemi utraconej” – były idealnym polem ekspiacji takich wartości. Na rozległych obszarach Podola, Rusi Halickiej, Wołynia, później również Litwy oraz Inflant rozgrywała się większość polskich powieści narodowych.

Archetyp kresowości tworzyły głównie cztery motywy: bohaterska obrona twierdzy polskości przed hordami innowierców i wrogami Rzeczypospolitej (mit antimurale christianitatis), idyllizacja krajobrazu i sielskości życia (mit Arkadii i sarmatyzmu), egzotyka odległej, tajemniczej krainy, typ odważnego, dobrego, trochę sentymentalnego bohatera „oddanego Bogu i Ojczyźnie”.

Ukształtowały się dwa uzupełniające się typy wizerunku Kresów. Pierwszy stworzył Henryk Sienkiewicz. Akcja i sposób narracji wydanej w latach osiemdziesiątych XIX wieku Trylogii stały się „metaprzestrzenią przygody”, gdzie rycerskość bohaterów w połączeniu z dzikością krajobrazu i dynamiką akcji tworzyły specyficzny rodzaj wschodnioeuropejskiego westernu (Kolbuszewski). Niezależnie od artystycznych walorów prozy laureata Nagrody Nobla zgodzić się trzeba z niepodważalną w fachowej literaturze tezą, że Sienkiewicz zawładnął wyobraźnią kilku generacji Polaków. Akcja najpopularniejszych jego utworów rozgrywa się w bezkresnych ukrainnych krajobrazach Dzikich Pól (współczesne Zaporoże), podolskich stepów, kozackich stanic nad Dnieprem. Jego ukraińskie kreacje literackie, począwszy od bohatera narodowego Ukraińców, hetmana Bohdana Chmielnickiego (1595–1657), poprzez atamanów kozackich, do postaci ukraińskich legend ludowych, stały się również częścią polskiej mitologii narodowej. W tych kreacjach można odnaleźć nawiązanie do popularnego nurtu romantycznej fascynacji ukraińskością (rusińskością) jako składnikiem słowiańskiej wspólnoty, ukraińskością jako fascynującym folklorem dawnej Rzeczypospolitej. Ukraińcy są w nich częścią „naszej”, polskiej wspólnoty. Wielkie siedemnastowieczne bitwy z Turkami, Tatarami, Moskalami i Kozakami przekraczały za sprawą Sienkiewicza historyczny kontekst i nabywały znaczenia literacko-artystycznego mitu, który upowszechniał się jako prawda historyczna i w ten sposób wchodził do kanonu pamięci kulturowej.

Ten typ recepcji Kresów geograficznych, wpisany w żywe dziewiętnastowieczne tradycje sarmatyzmu, sprzyjał dalszemu rozszerzeniu ich znaczenia: chronologicznego i semantycznego. Sarmatyzm był typem ideologii szlacheckiej popularnej od XVII wieku, z którego ukształtowała się własna formacja kulturowa. Jej rdzeniem ideowym stało się przekonanie, że „prawdziwym Polakiem” jest mówiący po polsku katolik, który walczy za „Boga, Ojczyznę i Wolność”. To przesłanie budziło z jednej strony sprzeczności i konflikty w wielowyznaniowym i wieloetnicznym otoczeniu, z drugiej było czynnikiem sprzyjającym mobilizacji specyficznej formy polskiego narodu politycznego. Częścią ideologii sarmackiej był mit prapoczątku narodu polskiego, stworzonego przez starożytnych Sarmatów, zamieszkałych stepy na północ od Morza Czarnego – najdalszych kresach Rzeczypospolitej. Kresy utożsamiały w ten sposób mit założycielski narodu polskiego, którego częścią byli również historyczni Rusini i Litwini, „ramię w ramię walczący w obronie Krzyża Świętego przed poganami i schizmą moskiewską”[4]. Idea przedmurza chrześcijaństwa sprzyjała sakralizacji misji dziejowej Kresów. Znajdowało to wyraz w rozszerzaniu i dominacji wpływów Kościoła rzymskokatolickiego konfrontowanego z prawosławiem i Kościołem unickim (od unii brzeskiej w 1596 roku). W XIX wieku, pod zaborem rosyjskim, Kościół rzymskokatolicki znalazł się pod naciskiem władz carskich i musiał bronić swojego stanu posiadania, co sprzyjało umacnianiu idei Polaków jako „narodu powierzonego szczególnej opiece Bożej”. Szerokim zaufaniem społecznym, również w okresie międzywojennym, cieszył się kult maryjny, wyrażający się pielgrzymkami do sanktuariów z „cudownymi Madonnami” kresowymi i do znanych w całej Polsce kalwarii. Rozpowszechniał się kult świętych – bohaterów poległych na Kresach za wiarę.

Drugi wizerunek Kresów najpełniej wyrażała proza Marii Rodziewiczówny, najpopularniejszej pisarki polskiej pierwszych czterdziestu lat XX wieku. Jej Kresy obejmują obszar Polesia i Żmudzi, daleki od geograficznego pierwowzoru. Twórczość pisarki była nie tylko apoteozą sielskiego życia, lecz również przesłaniem ideowo-wychowawczym, którego podstawę tworzył solidaryzm społeczny, kult rodzimej przyrody, obrona polskiej tożsamości narodowej. Kobieta-pisarka kultywowała w swojej prozie postać matki Polki, której synowie giną bądź cierpią dla ojczyny. Osamotniona kobieta przejmuje rolę ostoi życia narodowego i społecznego, stając się filantropką, nauczycielką, obrończynią ogniska domowego. Taki typ matki i społecznicy, osadzony w realiach krajobrazowych Polesia i Litwy, określał model zaangażowanej patriotycznie kobiety w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku. Na antypodach pojawiają się barwne, przemawiające do masowej wyobraźni postaci antybohaterów: „… różnych próżniaków i rozrzutników, karierowiczów wyjeżdżających do Rosji, zmieniających wiarę i żeniących się z Rosjankami […], kosmopolitów, socjalistów kłaniających się »czarnemu bogu«, i Moskali. Także Żydów lichwiarzy i karczmarzy rozpijających chłopów, dzierżawców młynów i gorzelni, handlujących ziemią, lasami i bydłem, kolaborujących z Rosjanami i wyniszczających polskość kresową…”[5].

Koloryt różnorodności społecznej i narodowej Kresów obecny był zarówno u Sienkiewicza, Rodziewiczówny, jak i u dziesiątków pisarzy, poetów, malarzy. Bezkonfliktowość czy wręcz sielskość postrzegania relacji narodowościowych wynikała z szeroko rozpowszechnionej ideologii patronacko-solidarystycznej: wspólnoty ludu, właścicieli ziemskich i inteligencji. W tej interpretacji całkiem znikało klasowe i nakładające się na nie narodowościowe rozwarstwienie stosunków społecznych. Panem był Polak – dobry patron, chłopem – Rusin, Ukrainiec, Litwin – który się wychowywał pod kuratelą sprawiedliwie rządzącego polskiego właściciela ziemskiego. Był to literacki twór, który najlepiej oddaje fraza z poczytnej powieści Marii Dunin-Kozickiej, Burza od Wschodu: „Lubiliśmy […] lud ruski, rozmawialiśmy z nim w jego języku, śpiewaliśmy chętnie różne szumki i dumki ukraińskie i nigdy nie będąc wrogo dlań usposobionymi, nie czuliśmy w nim wroga polskości”[6].

„Inni”, potrzebujący opieki, stawali się celem misji cywilizacyjnej. Pełnili funkcję trochę zapóźnionego rozwojowo, ale dobrego ludu, który w kontaktach ze „światłymi panami” staje się lepszy, z czasem też coraz bardziej polski. Kolonialny charakter tych deklaracji bez istnienia polskiego kolonializmu wpisywał się w popularny nurt zachodnioeuropejskiej „ideologii białego człowieka”.

Rolę „złych”, wykluczonych ze wspólnoty narodowej, często rolę zdrajców, przejmowali socjaliści i Żydzi. Ci pierwsi nie stworzyli alternatywnej opowieści kresowej. Żydzi – z silnymi ośrodkami intelektualno-politycznymi w Wilnie i Lwowie – dominujący w strukturze demograficznej miasteczek kresowych wykreowali nie konkurencyjny, ale własny/osobny świat mityczny, którego uosobieniem było życie w sztetlu, portret mądrego rabina, a epicentrum kultury Wilno – „Jerozolima Północy”.

Ukresowienie Wilna i Lwowa

Działania wojenne na froncie wschodnim w 1915 i 1916 roku, potem wybuch rewolucji bolszewickiej przyniosły Kresom trudny do oszacowania ogrom zniszczeń materialnych i duże straty ludnościowe. Na dramatyczne wydarzenia nałożyła się, szczególnie w latach 1918–1921, walka o granice nowego państwa polskiego oraz wojna polsko-bolszewicka. Kresy stały się, podobnie jak pod koniec XVIII wieku, widownią, a zarazem centralną sceną ważnych dla całej Polski wydarzeń. „Krwawiąca granica” zyskiwała dodatkowy potencjał mitologiczny, była jednak przede wszystkim bolesną i jak najbardziej realną rzeczywistością. „Przez setki lat gromadzone pomniki kultury zmieniły się w kupę popiołu zalanego krwią”[7] – tak sytuację na Kresach po pierwszej wojnie światowej lapidarnie opisał Kornel Makuszyński.

Dotychczas, dalekie od peryferii, centralne w hierarchii kultury polskiej miasta Wilno i Lwów, wskutek dramaturgii wydarzeń zyskały nowy atrybut – zaczęły być identyfikowane z kresowością. Wilno z inspiracji Józefa Piłsudskiego w 1920 roku zostało zbrojnie zdobyte przez wojska generała Lucjana Żeligowskiego i włączone, wbrew interwencjom Litwinów i wielu państwa europejskich, w granice Polski. Marszałek Piłsudski, urodzony niedaleko Wilna, uosabiał wizerunek Polaka kresowego: odważnego, dobrodusznego, oddanego w pełni sprawie dobra ojczyzny. Lwów w latach 1918–1920 stał się areną krwawych walk polsko-bolszewicko-ukraińskich. W ich efekcie również to miasto, razem z Galicją Wschodnią, znalazło się w granicach Polski. Dwa symbole „obrony Lwowa” na trwałe weszły do panteonu bohaterstwa i poświęcenia w walce za ojczyznę: Grób Nieznanego Żołnierza oraz Cmentarz Orląt Lwowskich. W pierwszym wypadku dokonało się to przez akt przeniesienia prochów „nieznanego obrońcy Lwowa” jako symbolicznego kamienia węgielnego do ufundowanego w Warszawie w 1925 roku Grobu Nieznanego Żołnierza. W drugim sam fakt udziału w walce przeciw Ukraińcom i bolszewikom ochotniczych oddziałów składających się z dzieci i młodzieży (najmłodszy uczestnik miał dziewięć lat) – utrwalonych w tradycji jako „orlęta lwowskie” – urósł do rangi bezgranicznego poświęcenia i patriotyzmu. Patos sakralizujący ich postawę oddaje wiersz lwowskiego poety Kazimierza Bukowskiego:

Błogosławieni,
którzy w gwiazdę ojczyzny wpatrzeni,
legli na kresach, broniąc swego grodu
albowiem śmierć ich chlubą najwyższą narodu
i między bohatery będą wyniesieni –
błogosławieni! [8]

Lwów powszechnie zyskał miano miasta bohaterskiego. Symbolizował nowy rodzaj „twierdzy polskości”, utrwalonej wcześniej w poezji romantycznej lub w powieściach Henryka Sienkiewicza.

Literacki wizerunek Kresów Wschodnich zyskał wsparcie ze strony po raz pierwszy od ponad stu lat oficjalnie funkcjonujących na arenie międzynarodowej reprezentantów Polski i prawnie działających partii politycznych. Przestrzeń politycznego definiowania Kresów nie była nowa, ale po raz pierwszy w czasie pierwszej wojny światowej nabrała realnego politycznego wymiaru dzięki konieczności określenia granic państwowych. Jedynym punktem odniesienia były granice Polski przedrozbiorowej (1772), sięgającej po Dniepr na południowym wschodzie, Inflanty polskie na północy i Mińsk białoruski na wschodzie. Zdaniem gdańskiego historyka myśli politycznej, Romana Wapińskiego, wśród liczących się sił politycznych nie było jednak tendencji powrotu do granic Polski przedrozbiorowej. Najdłużej ważnym fragmentem ideologii i praktycznej strategii politycznej były Kresy w programach partii narodowo-demokratycznych, reprezentowanych głównie przez ruch narodowo-demokratyczny Romana Dmowskiego. W przededniu zakończenia wojny wypowiadały się na ich temat wszystkie orientacje polityczne poza komunistami. Kresy występowały w tych dyskusjach jako fragment fundamentalnego sporu okresu międzywojennego między ideą Polski federacyjnej, zwanej też „jagiellońską” (szeroko rozumiane ugrupowania skupione wokół rządzącego obozu Józefa Piłsudskiego), a ideą inkorporacyjną, ideą Polski jako „wielkiego państwa katolickiego narodu polskiego” (silny nurt prawicowych partii opozycyjnych). Ta druga koncepcja nawiązywała również do granic Polski piastowskiej, przesuniętej terytorialnie na zachód. Istotą tego sporu był nie tyle pogląd, jak daleko mają sięgać granice Polski, ile to, jaki ma być stosunek do niepodległości Białorusi, Litwy, Ukrainy oraz mniejszości narodowych zamieszkujących wschodnie terytoria Polski. Silne ruchy emancypacyjne, głównie Litwinów i Ukraińców, powodowały rosnące poczucie politycznej obcości wobec ziem wschodnich Pierwszej Rzeczypospolitej. Nakładające się na to realne poczucie zagrożenia ze strony bolszewickiej Rosji stwarzało dobry grunt do pogłębiania społecznej akceptacji dla wyobrażenia Polski jako przedmurza cywilizacji zachodnioeuropejskiej[9]. W tym duchu rozwijała się „idea prometejska” (wspieranie nierosyjskich narodów ZSRS) polityki zagranicznej obozu rządzącego i polityczna koncepcja Międzymorza, solidarnej współpracy krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Kresy, głównie „zdobyte” Wilno (Litwa) i „obroniony” (Lwów) Galicja Wschodnia, odgrywały ważną rolę w polityce wewnętrznej: jako czynnik narodowo- i państwowotwórczy. Dorobkiem polityków endecji było wpisanie w swoje programy polityczne również Kresów Zachodnich, ziem pogranicza polsko-niemieckiego. Rolę historycznego ekwiwalentu Kresów Zachodnich, wykreowanego w historiografii i publicystyce historycznej, odgrywały „ziemie macierzyste”, które z czasem legły u podstaw mitu Ziem Odzyskanych.

Wśród masowo czytanych lektur w okresie międzywojennym nadal najpopularniejszymi były powieści Marii Rodziewiczówny i Henryka Sienkiewicza. Literacka mitologia przekraczała krąg czytelników poczytnych książek oraz w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy wydawanych broszur i gazetek ludowych. Przede wszystkim tematy kresowe weszły na stałe do programów szkolnych. Dominował w nich obraz Kresów jako obszaru bohaterskiej walki o niepodległą Polskę. Zagrożeniem dla nich były kształtujące się ruchy narodowe Litwinów i Ukraińców, które miały być wynikiem spisku rosyjskiego. Dlatego nowe państwo litewskie traktowano protekcjonalnie i lekceważąco jednocześnie[10]. Utwierdzał się – zdaniem Krzysztofa Buchowskiego – mit „młodszych braci” na wschodzie, którym Polacy nieśli chrześcijaństwo i dobrodziejstwo cywilizacji.

Wyjątkiem na tym powszechnie dominującym tle były, paradoksalnie, dyskusje prowadzone na samych Kresach. Ich tematy określały bardziej problemy codziennej rzeczywistości. Dzięki znakomitym reportażom Józefa Mackiewicza (Bunt rojstów, 1938), drukowanym na łamach popularnej prasy wileńskiej, trafiały też do szerokiego odbioru społecznego. Kresy Mackiewicza odarte są z mitotwórczych wątków: przenika je nędza, apatia, trudne warunki życia, walka o przetrwanie w konfrontacji nie z czarującą, lecz ze złowrogą przyrodą.

Mit – realizm – fantom

W czasie drugiej wojny światowej Kresy stały się obszarem przejściowym między okupacją sowiecką (do czerwca 1941 roku) i niemiecką. W wyniku postanowień jałtańsko-poczdamskich po 1945 roku w całości weszły w skład Związku Sowieckiego. Dla kresowych Polaków, Ukraińców i Litwinów okupacja sowiecka miała szczególnie brutalny przebieg, co w pamięci Polaków symbolizują zwłaszcza zbrodnie popełnione na polskich żołnierzach w Katyniu (1940). Sowietyzacja Kresów spowodowała najpierw, w czasie wojny, masowe deportacje obywateli polskich Drugiej Rzeczypospolitej w głąb ZSRR (szacuje się liczbę wywiezionych na ponad 300 000) i na roboty przymusowe do Niemiec (ponad 400 000), potem emigrację do Europy Zachodniej i wreszcie przymusową migrację na ziemie zachodnie i północne Polski w nowych granicach (łącznie około 1 300 000 osób)[11]. Ponownie, jak na początku XIX wieku, ukształtowały się silne ośrodki intelektualne poza granicami kraju, głównie w Londynie (siedziba rządu emigracyjnego) i Paryżu. Powstały też różne sposoby upamiętniania utraconych Kresów.

Nośnikiem międzywojennego mitu kresowego na emigracji były zarówno środowiska polityczne, jak i intensywnie rozwijająca się kultura. Postulat powrotu do granicy Polski sprzed 1939 roku należał aż do lat osiemdziesiątych XX wieku do programu politycznego rządu polskiego w Londynie. Trwał on na stanowisku „integralności Rzeczypospolitej” i „odzyskania umiłowanych Ziem Wschodnich”.

Środowisko „Kultury” paryskiej istotę przemian po 1945 roku postrzegało w aktywnym dialogu i partnerskim zaangażowaniu w kontakty ze wschodnimi sąsiadami Polski. Jerzy Giedroyc, Juliusz Mieroszewski, Jerzy Stempowski oraz skupiony wokół nich krąg twórców z inspiracji między innymi doświadczeniami międzywojennych Kresów i dyskursu kresowego ukształtowali nowy, krytyczny program polityczny i kulturalny dla Polski, który do dzisiaj przetrwał w skrócie ULB (Ukraina, Litwa, Białoruś). W odróżnieniu od dominującej pamięci nostalgicznej, sentymentalnej, prowadzącej do bezradności politycznej, proponowali „pamięć aktywną”, która powinna się stać tworzywem przyszłej świadomości demokratycznej Polski. Sensem „aktywnej pamięci” było pogodzenie się z koniecznością utraty przy jednoczesnym kultywowaniu kresowości oraz zrozumieniu dla odrębności innych grup narodowościowych i aspiracji państwowych Białorusi, Litwy i Ukrainy. Przesłanie ULB weszło na trwałe do politycznych koncepcji polityki zagranicznej Polski po 1989 roku[12].

Obok literatury również historiografia odgrywała istotną rolę w tworzeniu świadomości historycznej emigracji polskiej. Myśl historyczna pełniła funkcje kompensacyjne. Wpisywała się w określone zapotrzebowanie społeczne, w wielu aspektach idealizowała narodową przeszłość. Podobnie jak w polityce Kresy traktowano jako integralną część polskiego obszaru cywilizacyjnego. Polskie prawa do tej jego części wynikać miały z wielowiekowej pracy i daniny krwi. W takiej interpretacji Kresy Wschodnie traciły swoją wewnętrzną specyfikę: Wileńszczyzna stapiała się z Grodzieńszczyzną, Polesie z ziemią lwowską. Differentia specifica Kresów spychana była na margines, zatracając swoje oryginalne cechy[13].

W Polsce do połowy lat pięćdziesiątych XX wieku tematyka kresowa była nieobecna z powodu wcielenia dawnych ziem wschodnich Drugiej Rzeczypospolitej do Związku Sowieckiego. Po 1956 roku stopniowo wracał do szkół narodowy kanon lektur szkolnych z Mickiewiczem i Sienkiewiczem. Samo pojęcie „kresy” pozostało jednak na indeksie. Kilka milionów Polaków w różny sposób związanych było z tym obszarem, ale nie mogło o tym oficjalnie mówić. Nastąpiła fantominizacja „kresów”. Jej sens najlepiej ilustruje przypadek Słownika mitów i tradycji kultury wybitnego polskiego leksykografa Władysława Kopalińskiego. W napisanym przez niego w 1985 roku (sic!) opus magnum (1360 stron) oprócz nawiązań do tradycji antycznej i nowożytnej kultury europejskiej odnaleźć można wśród haseł zarówno MohortaPieśń ziemi naszej Wincentego Pola, jak i motywy wschodnie z tekstów Mickiewicza, Słowackiego czy Sienkiewicza. Na próżno szukalibyśmy Kresów[14]. Autor opisał wszystkie atrybuty kulturowego fenomenu kresowości w polskiej tradycji, pomijając samą nazwę. Przypadek ten ilustruje mechanizm tworzenia fantominicznej rzeczywistości w systemie zmonopolizowanej historii przez ideologię „socjalistycznego państwa”: wszyscy wiedzieli, że Kresy istnieją, tylko nikt o tym publicznie, oficjalnie nie mówił. Podobnie było z wileńską i lwowską tradycją dwóch renomowanych uniwersytetów polskich: w Toruniu i we Wrocławiu. Nie tylko społeczność studencka była świadoma kontynuacji uniwersytetów w Wilnie i we Lwowie, ale oficjalnie tradycja uniwersytetów w Toruniu i we Wrocławiu zaczynała się po 1945 roku. Nikomu jednocześnie nie przychodziło do głowy, by w przypadku Uniwersytetu Wrocławskiego używać oficjalnej nazwy „im. Bolesława Bieruta”.

W PRL pozorna (nie-)obecność Kresów wyrażała się w powszechnej percepcji problematyki patriotyczno-narodowej w życiu publicznym (w szkole, uroczystościach państwowych, działalności organizacji młodzieżowych) przy jednocześnie dominującej formalnie doktrynie „internacjonalistycznego państwa socjalistycznego”. Ten paradoks mógł być możliwy wyłącznie dlatego, że z narodowego dorobku kultury przymusowo wycięto pasaże, interpretacje naruszające „bratni sojusz” ze Związkiem Sowieckim (automatycznie Kresy geograficznie i politycznie znajdujące się w jego granicach), pozostawiając jednocześnie najwybitniejszych twórców kultury, immamentnie związanych z historią Kresów: Mickiewicza, Słowackiego, Moniuszkę, Szymanowskiego, Sienkiewicza… Z podręczników szkolnych i szerzej – z pamięci kulturowej – wyparto brutalną sowietyzację Kresów, ukraińskie zbrodnie na Wołyniu.

W wąskim zakresie tematyka wschodnich ziem Drugiej Rzeczypospolitej mogła być jednak obecna w przestrzeni publicznej. Sprzyjała temu ucieczka do świata wyobraźni. Był to nurt wybitnej prozy polskiej, który polegał na ucieczce w przeszłość, w wyobraźnię i na odnajdywaniu własnej tożsamości w pamięci o szeroko rozumianych Kresach (Litwa, Ukraina, Galicja)[15]. Często stosowany autobiografizm w tego rodzaju twórczości pozwalał na przywoływanie ziem wschodnich (nienazywanych Kresami) w formie idealizacji ziemi rodzinnej, powrotu do mitu arkadyjskiego, opisywaniu braterstwa różnych narodowości, religii, języków i kultur, a jednocześnie kreowaniu narodowej tożsamości Polaków. Ten nurt, zdaniem Jana Błońskiego, istniał zarówno wśród pisarzy emigracyjnych (m.in. Czesław Miłosz, Stanisław Vincenz), jak i krajowych (m.in. Tadeusz Konwicki, Andrzej Kuśniewicz, Leopold Buczkowski).

Jarosław Iwaszkiewicz, najbardziej wpływowy kreator życia literackiego w PRL, wybitny prozaik i poeta, w cyklu Elegie w lirycznej formie wyraził zerwanie z dawnym mitem, odcięcie i potrzebę tworzenia nowego obrazu Polski:

Przeminęło. Zamknięte. Skończone. Na wieki!
Nie wstrzymuje tej wody. Odpływa, odchodzi.
Niechże bieży, gdzie giną wszystkie, wszystkie rzeki,
Stary świat się pochylił, inny dzień się rodzi.

Za sprawą galicyjskiej trylogii (głównie Austeria) Juliana Stryjkowskiego oraz powieści Kuśniewicza świat kresowy uzupełniony został o wielobarwny wizerunek życia społeczności żydowskiej, daleki od zadomowionego powszechnie mitu Marii Rodziewiczówny.

Lata siedemdziesiąte XX wieku przyniosły prawdziwy boom przygody i bohaterstwa wkomponowanego w piękne i zarazem surowe krajobrazy ukraińskiego Podola i Zaporoża. Sprawcą tego zainteresowania był reżyser Jerzy Hofmann i jego ekranizacje klasyków polskiej literatury narodowej. Niespotykany (poza Krzyżakami Aleksandra Forda) sukces przyniosły mu przede wszystkim ekranizacje trzeciej i drugiej części Trylogii Henryka Sienkiewicza: Pana Wołodyjowskiego (premiera 1969) i Potopu (premiera 1974). Największe produkcje filmowe okresu PRL-u biły rekordy frekwencji w kinach i były dziesiątki razy wznawiane w dwóch wówczas programach Telewizji Polskiej. Hoffman podjął się później adaptacji kolejnych klasyków przedwojennej powieści kresowej, w tym Trędowatej, najpopularniejszej w okresie międzywojennym (szesnaście wydań do 1939 roku), autorstwa Heleny Mniszkówny.

Coraz więcej czytelników w Polsce uzupełniało obraz Kresów dzięki publikacjom tak zwanego drugiego obiegu, głównie z kręgu „Kultury” paryskiej oraz Instytutu Literackiego w Paryżu. W powielaczowych wydaniach i w słuchowiskach Radia Wolna Europa szczególną popularnością cieszyły się tematy, które były oficjalnie zakazane przez peerelowską cenzurę, między innymi sowiecka okupacja Kresów, deportacje i zbrodnie na żołnierzach polskich. Książka Józefa Czapskiego Na nieludzkiej ziemi (1949) powielona została w Polsce poza cenzurą dziewięciokrotnie między rokiem 1982 a 1987. W legalnym obiegu ukazała się w roku 1990. Popularnością cieszył się też Inny świat wybitnego pisarza, mieszkającego we Włoszech, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Po 1990 roku książka ta stała się lekturą szkolną. Obie, choć należą do gatunku literatury obozowej (gułag), uzupełniały obraz losów Polaków mieszkających na Kresach.

Powrót do tradycji i spór o nadawanie nowych sensów

Po 1989 roku kresowość i Kresy nie od razu, ale stopniowo zaczęły odzyskiwać swój mitotwórczy wymiar. Od ponad dwudziestu lat Polacy są świadkami i aktorami skutków procesu entuzjastycznego odblokowania tęsknoty do utraconych Kresów. Naturalne ludzkie potrzeby wspominania, sentymentalnych powrotów, idealizowania swojej przez dziesięciolecia „zakazanej” ziemi rodzinnej wpisane zostały w wielkie narracje ideologiczne i programy polityczne. Na skutek zniesienia cenzury, demokratyzacji systemu politycznego, odnowienia związków z polskimi środowiskami za granicą powstało zapotrzebowanie na tematy do niedawna wyparte – w najlepszym wypadku do rodzinnych tradycji – z publicznych debat. Odblokowanie tęsknoty przybrało z czasem różnego rodzaju formy zorganizowanej obecności: powstanie i rozwój towarzystw dawnych ziem wschodnich, wpisanie Kresów w programy partii politycznych, organizacja festiwali i spektakli kresowych. W krótkim czasie Kresy stały się ponownie częścią polskiej pamięci kulturowej. Pomniki poświęcone „poległym na Wschodzie”, „Sybirakom”, „utraconym Kresom” znajdują się dziś w centralnych miejscach cmentarzy i placów w większości polskich miast. To wokół nich organizowane są najczęściej uroczystości patriotyczne i obchody świąt narodowych. Dziesiątki towarzystw miłośników Grodna, Wilna czy Lwowa inicjują podróże sentymentalne do „miejsc rodzinnych”, konferencje i festiwale Kresowiaków. Pamięci przywracane są stare, zapomniane zwyczaje, obrzędy i pieśni. O ile w okresie międzywojennym mogły istnieć mentalne różnice międzyzaborowe, które rzutowały na recepcję Kresów, o tyle dzisiaj – ze względu na niespotykane w historii Polski transfery ludności podczas drugiej wojny światowej i po niej oraz na socjalistyczną politykę migracji wewnętrznej – zainteresowanie Kresami przekroczyło barierę terytorialności. Kresy są wszędzie, zarówno ze względu na rozproszenie ich byłych mieszkańców, jak i na status Kresów jako jednej z centralnych kategorii definiowania kultury polskiej. W Polsce istnieją bezgraniczni apologeci Kresów, istnieją też krytycy nurtu sentymentalno-nostalgicznego. Trudno byłoby jednak wskazać grupę społeczną, partię polityczną, organizację, która programowo się od nich odcina.

Współczesny polski pisarz, Włodzimierz Odojewski, jednym tchem wyliczył nazwiska twórców pochodzących z Kresów. Pisarze i poeci: Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Antoni Malczewski, Władysław Syrokomla, Seweryn Goszczyński, Wincenty Pol, Ignacy Kraszewski, Henryk Sienkiewicz, Eliza Orzeszkowa, Maria Rodziewiczówna, Stanisław i Józef Mackiewiczowie, Melchior Wańkowicz, Sergiusz Piasecki, Jarosław Iwaszkiewicz, Joseph Conrad (sic!); kompozytorzy: Stanisław Moniuszko, Karol Szymanowski; malarze: Artur Grottger, Józef Brandt, Juliusz Kossak, Leon Wyczółkowski[16]. Tę listę można by kontynuować: Jerzy Giedroyc, Witold Gombrowicz, Bruno Schulz, Stanisław Ignacy Witkiewicz, Józef Wittlin, Czesław Miłosz, Jerzy Stempowski, Stanisław Lem, Witold Wirpsza, Tadeusz Konwicki, Ryszard Kapuściński, Adam Zagajewski, Czesław Niemen… Ludzi tych łączy to, że urodzili się we wschodnich krainach Rzeczypospolitej. Przede wszystkim należą jednak do najwybitniejszych twórców kultury polskiej XIX i XX wieku, którzy w oryginalny sposób wkomponowali wątki autobiograficzne do wybitnych utworów artystycznych. Większość z nich spędziła część życia na emigracji, daleko od ziemi rodzinnej, co w sposób naturalny wzmocniło emocjonalny stosunek do „ojczyzny utraconej” i upodmiotowiło ją. Wartości, którymi wypełnili Kresy były/są bardzo zróżnicowane, zależne od ich losów czy poglądów politycznych. W jakimś sensie daje temu wyraz selektywna lista Odojewskiego. Pojemność znaczeniowa „kresów” przekroczyła jasno definiowalne granice. Politycznej selektywności (wykluczania postaci, wydarzeń niepasujących do tradycji przedwojennego mitu) towarzyszy do dzisiaj proces zawłaszczania „wszystkiego, co ze wschodu” dawnej Rzeczypospolitej, do poetyki „kresowości”.

Zasadnicze spory wokół Kresów wyrażają dwie opozycyjne pary pojęć: sakralizacja versus demitologizacja oraz poczucie tęsknoty i komercjalizacja. Dopiero suma tych narracji składa się na współczesną hybrydową treść „kresów”. Mimo dominującego nurtu sakralizującego trwa proces nadawania nowych znaczeń, kreowania alternatywnych opowieści o Kresach wpisanych nie tylko w historię Polski, lecz również sąsiednich państw. A może powstaje kilka na tyle osobnych opowieści, że jesteśmy świadkami kreowania wielu alternatywnych miejsc pamięci, których rdzeniem są Kresy? Z nurtu demitologizacyjnego powstało kilka propozycji. Może Kresy staną się „rodzinną Europą” (Czesław Miłosz, Andrzej Mencwel)? A może zostaną wchłonięte do szerszego pojęcia Europy Środkowej versus Europy Środkowo-Wschodniej (Krzysztof Czyżewski), gdzie spotkają się z ukraińskim mitem Galicji (Andrzej Stasiuk, Jurij Andruchowycz)? Może przekształcą się w mityczne, wielokulturowe pogranicze? Może wreszcie, wraz z kolejnymi pokoleniami, Kresy staną się po prostu jednym z atrakcyjnych regionów wielokulturowej Europy, gdzie przed wiekami bizantyjski świat Wschodu spotykał chrześcijański Zachód, tworząc przestrzeń dla żydowskiego, muzułmańskiego i ormiańskiego orientu?

Te pytania tworzą realne byty wskutek przywoływania ich w publicystyce („Gazeta Wyborcza” contra „Rzeczpospolita”), w ruchach obywatelskich (sejneńskie „Pogranicze”, olsztyńska „Borussia”, lubelski kwartalnik „Kresy”), licznych publikacjach naukowych oddziałujących pośrednio na dość szerokie środowiska inteligenckie (np. Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie). W poetyckiej formie trafnie oddaje zmęczenie zmitologizowaną interpretacją Kresów wiersz-skarga do Elizy Orzeszkowej nieżyjącego poety Zbigniewa Dominiaka, redaktora łódzkiego „Tygla Kultury”:

Nie Pani Elizo Rzućmy w kąt te mity
Misja skończona Oto stoi nad Niemnem
Żałosny kulturtreger z torbą ciuchów
I słodyczami w kolorowych papierkach
Zwolnij tę kobietę z trwania na placówce
Rozumiem Kłamałaś w szlachetnej sprawie
Niech mój cukierek osłodzi jej gorycz
A Niemen niechaj płynie Daleko[17].

Mottem wielu krytyk stała się spopularyzowana w publicystyce fraza o konieczności „położenia kresu mitowi Kresów”, którą po raz pierwszy opublikował w 1992 roku francuski historyk, znawca dziejów Polski i Ukrainy, Daniel Beauvois. Jej przesłanie wynikało z jednej strony z krytycznej oceny stosunków społecznych, szczególnie postawy polskiego ziemiaństwa wobec ukraińskich chłopów, z drugiej z potrzeby szukania nowej perspektywy interpretacji wieloetnicznego regionu, bliskiej idei ULB. Napięcia emocjonalne w interpretacji Kresów odsłoniła emisja serialu Izabelli Cywińskiej Boża podszewka (1997/1998 i 2003). Obraz Kresów, powstały w najlepszej tradycji filmu telewizyjnego, pokazany został z perspektywy życia codziennego. Daleki świat podwileńskiej wsi bliższy był atmosferze naturalistycznych reportaży Józefa Mackiewicza niż idyllicznym wyobrażeniom, które ukształtowała tęsknota duszona wewnętrznie przez lata PRL-u. W czasie wielomiesięcznej edycji filmu toczyła się najgorętsza dyskusja kresowa Trzeciej Rzeczypospolitej, która umocniła podziały interpretacyjne.

Tłem najważniejszych debat kresowych jest spór o „koniec Kresów”. Istnieje konsensus, że datę przełomową stanowi 17 września 1939 roku – dzień agresji sowieckiej na Polskę. Dla jednych Kresy przestają istnieć, stając się paralelnymi historiami Polski, Ukrainy, Litwy, Białorusi oraz wieloetnicznego pogranicza kulturowego. Dla innych jest to „zagłada”, po której pozostaje tylko obowiązek upamiętniania polskości[18]. Trzecią, realistyczno-nostalgiczną, postawę sformułował Tadeusz Chrzanowski[19]: „Żegnajcie Kresy. Ale nie formułuję tego pożegnania jako czegoś ostatecznego, pragnę bowiem powracać do was fizycznie i psychicznie, i pragnę mieć tę świadomość, że wytyczone po drugiej wojnie światowej granice nie dzielą, ale łączą, że nie dzieli, ale łączy historia – jakkolwiek byłby krwawa i okrutna”.

Obecnie dyskusja spolaryzowana jest głównie przez nurt sakralizujący Kresy. Odwołam się do jednego przykładu, który pokazuje stopień ideologizacji i emocjonalności. 18 kwietnia 2010 roku, dziesięć minut po pogrzebie polskiej pary prezydenckiej w krypcie królów polskich na Wawelu, w komentarzu dla ogólnopolskiego programu Telewizji Polskiej ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zalewski (jeden z głównych orędowników odnowy ruchu kresowego) połączył mord polskich oficerów w lesie katyńskim (1940) z katastrofą samolotu pod Smoleńskiem. W tym kontekście przywołał potrzebę nowego mitu Kresów, którego kamieniem węgielnym byłoby ufundowanie „kaplicy kresowej” na Wawelu. W ten sposób miałoby nastąpić symboliczne spełnienie polskiej „idei jagiellońskiej”, czyli bohaterskiej idei Polski mocarstwowej w granicach z dawnymi ziemiami wschodnimi. Kresy stałyby się Golgotą polskości. Nurt sakralizujący jest bliski ideologii środowisk definiujących się jako narodowo-katolickie, które od kilku lat w sejmie reprezentuje partia Prawo i Sprawiedliwość, a w przestrzeni publicznej katolickie Radio Maryja i wysokonakładowy „Nasz Dziennik”. Kresowiaków próbuje się wpisać w mit jedności narodowej i posłannictwa wszystkich etnicznych Polaków rozrzuconych po świecie. Przodują w tym niektóre programy państwowej telewizji „Polonia”, nadawanej dla Polaków za granicą. W sakralizującej narracji występuje coś w rodzaju – by odwołać się francusko-polskiego literaturoznawcy Michała Masłowskiego – kulturowej schizofrenii, „rozdarcia między romantyczną i mesjanistyczną tradycją, która chce łączyć w oryginalny i specyficzny sposób Polskę z europejskim uniwersalizmem i światem XX wieku, rozbitym przez wojny i ludobójstwa”[20].

Tęsknota wyzwala emocje bez politycznych intencji, idealizując odległy świat ziemi rodzinnej. W tej narracji spotyka się mozaika wyobrażeń i postaw – zdawałoby się – z perspektywy światopoglądowej zupełnie różnych orientacji. Odnalazłbym tu i Czesława Miłosza, i Ryszarda Kapuścińskiego, należących do krytyków polskiej megalomanii narodowej. Miłosz sam nie definiował się przez kresowość, lecz kulturowe związki z Litwą – „moją prawdziwą duchową ojczyzną”, „moją rodzinną marchią europejską” oraz Europą Wschodnią. Dolina Issy włącza go jednak w krąg literatury kresowej poprzez poetycki, uduchowiony wręcz pejzaż rodzinnych stron nad litewską Niewieżą. Ryszard Kapuściński, podobnie jak idealizująca „duszę wschodniopruską” Marion hrabina Dönhoff, powoływał się na etos kresowy: „Ukształtowało mnie wszystko to, co kształtuje tzw. człowieka kresowego. Człowiek kresowy zawsze i wszędzie jest człowiekiem międzykulturowym – człowiekiem »pomiędzy«. To człowiek, który od dzieciństwa […] uczy się tego, że ludzie są różni i że inność jest po prostu cechą człowieka”[21].

Na popularnej stronie internetowej prawicy polskiej odnajdziemy natomiast głosy przeciwne sentymentalizacji Kresów i wspierające uracjonalnienie ich postrzegania: „Nie zgadzam się na opłakiwanie tzw. Kresów, bowiem wymienione przez Pana nazwiska [wybitnych twórców urodzonych na Kresach – R.T.] funkcjonują w kulturze i tradycji polskiej nie dlatego, że są kresowe, ale dlatego że to wielkie nazwiska i w dodatku polskie. Podobnie ma się rzecz z Polakami tworzącymi od dwóch stuleci polską kulturę na emigracji”[22].

Takie stanowisko mogłoby się ukazać również na łamach liberalnych gazet w Polsce. Podziały interpretacyjne na temat Kresów nie odzwierciedlają wprost politycznych zapatrywań.

Podobnie różnorodne przekazy dotyczą komercyjnej mody na Kresy. Przejawem merkantylnego wymiaru „kresów” jest rozwój sentymentalnej turystyki kresowej, pamiątkarstwo, sieć obiektów gastronomicznych i popularna kuchnia kresowa. Tęsknota i mitotwórcza siła „kresów” dała impuls fali wydawnictw wspomnieniowych, albumów, przewodników. Towarzyszą im różnego rodzaju pamiątki i gadżety dla turystów. Około 1 110 000 wejść odnotowano na kresowych portalach internetowych, ale już tylko ponad 9000 w Wirtualnym Muzeum Kresy – Syberia, chociaż do dzisiaj nie ma ogólnopolskiej placówki muzealnej poświęconej problematyce kresowej. Niespodziewanie w neutralnym duchu Kresy i Ziemie Odzyskane połączył w kampanii prezydenckiej 2010 roku Bronisław Komorowski, odwołując się do geograficznego miejsca pochodzenia swojej rodziny na Litwie i własnego miejsca urodzenia na Dolnym Śląsku. W tej frazie nie było ideologii, raczej próba potocznego, komunikatywnego określenia własnej rodzinnej genealogii, tak by być swojskim dla większości Polaków. Obserwacja mediów elektronicznych, lektura codziennych gazet oraz nasłuchiwanie semantyki dnia codziennego pozwalają bez większego ryzyka postawić tezę, że taka potoczność definiowania Kresów jest dzisiaj w Polsce dominująca.

 

Literatura

Daniel Beauvois, Trójkąt ukraiński. Szlachta, carat i lud na Wołyniu, Podolu i Kijowszczyźnie 1793–1914, Lublin 2005.

Krzysztof Buchowski, Litwomani i polonizatorzy. Mity, wzajemne postrzeganie i stereotypy w stosunkach polsko-litewskich w pierwszej połowie XX wieku, Białystok 2006.

Dziedzictwo kresów – nasze wspólne dziedzictwo?, red. Jacek Purchla, Kraków 2006.

Encyklopedia Kresów, Kraków [b.d.w.].

Europa nieprowincjonalna: przemiany na ziemiach wschodnich dawnej Rzeczypospolitej (Białoruś, Litwa, Łotwa, Ukraina, wschodnie pogranicze III Rzeczypospolitej Polskiej) w latach 1772–1999, red. Krzysztof Jasiewicz, Warszawa 1999.

Bolesław Hadaczek, Historia literatury kresowej, Szczecin 2008.

Jacek Kolbuszewski, Kresy, Wrocław 1996.

Kresy – pojęcie i rzeczywistość. Zbiór studiów, red. Kwiryna Handtke, Warszawa 1997.

Kresy na nowo odkryte. Wspólne dziedzictwo Polski i Ukrainy, Kraków 2007.

Andrzej Romanowski, Prawdziwy koniec Rzeczy Pospolitej, Kraków 2006.

***

[1] Marcin Król, Romantyzm. Piekło i niebo Polaków, Warszawa 1998, s. 4; por. Maria Janion, Płacz generała. Eseje o wojnie, Warszawa 1998.

[2] Jacek Kolbuszewski, Kresy, Wrocław 1996, s. 84–85.

[3] Por. Magdalena Micińska, Inteligencja na rozdrożach 1864–1914, Warszawa 2008, s. 110.

[4]Bolesław Hadaczek, Historia literatury kresowej, Szczecin 2008, s.54 oraz 52–57 i 68–76. Por. też Daniel Beauvois, Nowoczesne manipulowanie sarmatyzmem – czy szlachcic na zagrodzie był obywatelem?, w: Nowoczesność i sarmatyzm, red. Przemysław Czapliński, Poznań 2011, s. 121–140.

[5] B. Hadaczek, Historia literatury kresowej, op. cit., s. 119.

[6] Maria-Dunin Kozicka, Burza od Wschodu. Wspomnienia z Kijowszczyzny, Kraków 1925.

[7] Kornel Makuszyński, Radosne i smutne, Warszawa 1922, s. 78.

[8]Serce wydarte z polskiej piersi. Lwów w poezji, Warszawa 1993, s. 186.

[9] Roman Wapiński, Kresy w polskiej myśli politycznej w XIX i XX wieku, w: Kresy – pojęcie i rzeczywistość, red. Kwiryna Handke, Warszawa 1997, s. 100–101; por. Między Polską etniczną a historyczną, Wrocław 1988 (w serii: Polska myśl polityczna XIX i XX wieku, t. 6, red. Wojciech Wrzesiński).

[10] Hanna Wójcik-Łagan, Litwini i stosunki polsko-litewskie w podręcznikach historycznych lat 1918–1939, w: Między Wschodem a Zachodem, red. Hanna Dylągowa, Mirosław Filipowicz, Lublin 1994, s. 31–42; Karol Sanojca, Obraz sąsiadów w szkolnictwie powszechnym Drugiej Rzeczypospolitej, Wrocław 2003, s. 118–128.

[11] Przesiedlenie ludności polskiej z Kresów Wschodnich do Polski 1944–1947, red. Stanisław Ciesielski, Warszawa 1999, s. 11–12 i 48–49.

[12] Por. Leszek Szaruga, Kresowa lekcja „Kultury” paryskiej, w: Tematy polsko-białoruskie, red. Robert Traba, Olsztyn 2003, s. 162–171.

[13] J. Kolbuszewski, Legenda Kresów w literaturze polskiej XIX i XX w., op. cit., s. 52; por. Rafał Stobiecki, Obraz Kresów Wschodnich w historiografii polskiej na uchodźstwie po 1945 r., w: Wielokulturowe środowisko historyczne Lwowa w XIX i XX w., t. 4, red. J. Maternicki, L. Zaszkilniak, Lwów–Rzeszów 2006, s. 77–92.

[14] Wydawca (renomowany Państwowy Instytut Wydawniczy) również w wydaniu piątym, „poprawionym” z 1996 roku nie uzupełnił tego ewidentnego braku!

[15] Jan Błoński nazywa to zjawisko „emigracją wyobraźni”, w: Bezładne rozważania starego krytyka, który zastanawia się, jak napisałby historię prozy polskiej w latach istnienia Polski Ludowej, „Teksty Drugie” 1990, nr 1.

[16] Kresy. Zapomniana ojczyzna, wstęp Włodzimierz Odojewski, fotografie Krzysztof Hejke, Warszawa [2007], b.n.s.

[17] Bohatyrowicze, 23 czerwca 1996, w: Tematy polsko-litewskie, red. Robert Traba, Olsztyn 1999, s. 160–162.

[18] Krzysztof Jasiewicz, Zagłada polskich Kresów: ziemiaństwo polskie na Kresach Północno-Wschodnich Rzeczypospolitej pod okupacją sowiecką 1939–1941, Warszawa 1998.

[19] Tadeusz Chrzanowski, Kresy, czyli obszary tęsknot, Kraków 2001, s. 220.

[20] Michał Masłowski, Problemy tożsamości. Szkice mickiewiczowskie i (post)romantyczne, Lublin 2006, s. 315.

[21] Człowiek z bagna, z Ryszardem Kapuścińskim rozmawia Barbara N. Łopieńska, „Przekrój”, 13 VII 2003.

[22] Jerzy Kałwak na forum dyskusyjnym, w odpowiedzi na: Stanisław Srokowski, Czy polskie KRESY jeszcze coś znaczą?, www.prawica.net/node/4171 (1 V 2011).

O autorach

Robert Traba

Profesor historii, politolog, kulturoznawca, założyciel olsztyńskiego Stowarzyszenia Wspólnota Kulturowa „Borussia” i redaktor kwartalnika „Borussia”. Działalność naukową rozpoczynał w Stacji Naukowej Polskiego Towarzystwa Historycznego w Olsztynie. W latach 1995–2003 pracował w Niemieckim Instytucie Historycznym w Warszawie. Od roku 2006 dyrektor Centrum Badań Historycznych Polskiej Akademii Nauk w Berlinie. Współprzewodniczy Polsko-Niemieckiej Komisji Podręcznikowej. Profesor honorowy Freie Universität w Berlinie. Autor wielu publikacji, m.in. Kraina tysiąca granic. Szkice o historii i pamięci (Borussia, Olsztyn 2003), „Wschodniopruskość”. Tożsamość regionalna i narodowa w kulturze politycznej Niemiec (1. wyd. PTPN, Poznań 2005, wyd. niem.: Ostpreußen – die Konstruktion einer deutschen Provinz. Eine Studie zur regionalen und nationalen Identität 1914–1933, Fibre Verlag Osnabrück 2010), Historia – przestrzeń dialogu (Instytut Studiów Politycznych PAN, Warszawa 2006), Przeszłość w teraźniejszości (Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2009).

INNE ARTYKUŁY TEGO AUTORA

Copyright © Herito 2020