O idei jugosłowiańskiej przed i po Jugosławii

Chorwacja w Europie

O idei jugosłowiańskiej przed i po Jugosławii

Publikacja: 14 października 2021

NR 11 2013

TAGI DO ARTYKUŁU

DO LISTY ARTYKUŁÓW

Gdyby urzeczywistnił się cel sojuszu europejskiego, razem z innymi krajami południowosłowiańskimi moglibyśmy – poza tym, co udało nam się już wcześniej osiągnąć w Jugosławii – uzyskać coś znacznie lepszego: bardziej nowoczesne i trwałe relacje ze światem oraz kontakt z całą pozytywną spuścizną dorobku ogólnoludzkiego, która bynajmniej nie umniejsza niczyjej samodzielności i odrębności.

Idea jugosłowiańska była niegdyś dla Słowian Południowych głównym kierunkowskazem prowadzącym ich po bezdrożach dziejów, a czasem nawet rozświetlała im ich mrok. Rodziła się, rozwijała i upadała – zarówno jako idea kulturowa i polityczna, jak i państwowotwórcza. Stwarzała nadzieję na to, że możemy być wolni, bardziej samodzielni i silniejsi niż pod obcym jarzmem. Sposób, w jaki doszło do rozpadu Jugosławii, oraz jego skutki zepchnęły tę ideę bezpowrotnie w głęboką przeszłość…

Zapisała się ona jednak w pamięci wielu obywateli.

Nie należą do rzadkości ci, którzy twierdzą dzisiaj, że w Jugosławii żyło nam się lepiej. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych zeszłego stulecia poziom życia był relatywnie wysoki, bezrobocie ledwo zauważalne, ubezpieczenia społeczne powszechne, emerytury zapewnione, szkolnictwo bezpłatne, służba zdrowia dostępna dla wszystkich. Mimo rozmaitych ograniczeń wiedliśmy żywot bardziej godny niż w Europie Wschodniej, która ledwo dyszała pod jarzmem stalinowskiego reżimu totalitarnego. Z roku na rok odczuwalna była poprawa, rosło zaufanie i mobilizacja. Działalność artystyczna otwarta była na różne tendencje i wyrażała rozmaite poglądy. Niektóre treści oficjalnie uznawano za niepoprawne, ale najczęściej udawało się znaleźć sposób, aby uniknąć cenzury lub ją przechytrzyć. Liczba zakazanych tematów z czasem się jednak kurczyła. Karano przede wszystkim krytyków reżimu i państwowej ideologii. Większość twórców miała zazwyczaj zapewniony byt materialny, część z nich była wspierana przez różne instytucje i komisje, które – po spełnieniu określonych warunków, nie bardzo wygórowanych – pomagały w nawiązywaniu współpracy i udzielały niezbędnego wsparcia.

W następstwie konfliktu, który narastał od dawna, aby ostatecznie dać o sobie znać na początku lat dziewięćdziesiątych, Jugosławia przepadła. Jak się wydaje – bezpowrotnie. Jakakolwiek próba stworzenia nowego państwa Słowian Południowych zdaje się dzisiaj niemożliwa i nierealna. Nikt jednak nie przyznaje się do winy za to, co się wydarzyło – ani w sensie materialnym, ani moralnym czy historycznym. Jeszcze trudniej akceptuje się własne błędy. Wszystkie strony konfliktu próbują swoją odpowiedzialność zminimalizować, udział innych zaś – uwypuklić i spotęgować.

Według każdej strony za wszystko, co złe, winni są „oni”.

W okolicznościach, jakie nastały po rozpadzie Jugosławii, zostaliśmy skonfrontowani, i to w różnych sferach życia, z grabieżą majątku i korupcją na wielką skalę, z bezprecedensową prywatyzacją, z zadłużaniem, którego nie możemy spłacić, z rosnącym z dnia na dzień bezrobociem, dotykającym przede wszystkim młode pokolenie. Do przeszłości nie ma jednak powrotu. Myli się wszakże ten, kto myśli, że surowość wypowiedzianych tutaj sądów jest apelem na rzecz odnowy tak bestialsko rozbitego państwa jugosłowiańskiego. Gdyby jednak, wbrew wszystkiemu, zwyciężył w odpowiednim momencie zdrowy rozsądek i gdybyśmy mieli więcej szczęścia, można było przynajmniej uniknąć najgorszego – tak licznych ofiar w ludziach. Fundamenty się osunęły, mury popękały, dach się zawalił, budynek runął. Wylewanie łez z tego powodu nie pomoże; nie można odbudować tego, co zostało zniszczone, lub powrócić do tego, co bezpowrotnie przepadło.

Obecnie mało kto powołuje się publicznie na doświadczenia jugosłowiańskie, a wynika to ze strachu przed zakwalifikowaniem jako „jugonostalgik”, z chęci uniknięcia oskarżeń, które formułuje najbardziej nieprzejednany odłam nacjonalizmu. Na krytyczne opinie pod adresem przeszłości i historii patrzy się na ogół z brakiem zrozumienia, a nawet z nieufnością. Podejrzani wydają się zwłaszcza ci, którzy skłonni są zauważać pozytywne doświadczenia minionej epoki. Zamiast nazwy „Jugosławia” coraz częściej słyszymy mgliste słowo „region”. Ale o jaki region chodzi? Gdzież on miałby się znajdować?

Trzeba powiedzieć, że w dziedzinie kultury, mimo niesprzyjających okoliczności, czynione są wysiłki, chociaż wciąż niezbyt częste i ostrożne, które dowodzą, że – w ślad za akceptacją nowych granic państwowych i przezwyciężeniem niepotrzebnych ograniczeń – możliwe są cywilizowane porozumiewanie się i współpraca, ze wzajemną korzyścią dla każdego. Możliwe są swobodny obieg myśli i kontakty, które nie kwestionują niczyjej tożsamości ani odrębności; wprost przeciwnie – oddziaływają na rzecz zapładniającego przepływu idei i intensyfikują wymianę doświadczeń. Takie dążenia należy koniecznie oczyścić z przesądów zakorzenionych w kulturach małych narodów. „Nasza sztuka będzie narodowa dopiero wtedy, kiedy będzie europejska” – nawoływał już dawno Antun Gustav Matoš. Podobnie myśleli również inni ważni twórcy działający w różnych środowiskach południowosłowiańskich. W swoim czasie Krleža[1] przywoływał przykłady „ciągłego i wytrwałego wzlotu i porywu południowosłowiańskiej świadomości kulturowej, która nie ogranicza się wyłącznie do poszczególnych regionów czy prowincji, lecz – tląc się pod balastem rzeczywistości wzdłuż i w poprzek całego kraju i nie gasnąc nawet na moment – płonie jako jedyna moralna światłość i radość”. Te ustępy zostały zapisane znacznie wcześniej, przed wybuchem kryzysu wspólnoty jugosłowiańskiej. Czy rzeczywiście musimy dezawuować i skrywać istnienie takich poglądów tylko po to, żeby zadośćuczynić staroświeckiej ideologii narodowej? Czyż nie można traktować kultur południowosłowiańskich w taki sposób, w jaki traktuje się na przykład kultury i literatury nordyckie, środkowoeuropejskie czy latynoamerykańskie, nie odbierając przy tym żadnej z nich najmniejszej choćby cząstki ich odrębności?

Niewiele jest kultur, które jak kultura chorwacka – zwłaszcza w warunkach niewoli – otworzyły się na ludzi pochodzących z zewnątrz. Znaleźli oni w jej obrębie własne miejsce, stając się zarówno głosicielami, jak i krzewicielami jej rozkwitu. Obco brzmiące nazwiska mają między innymi: Strossmayer, Šenoa, Gaj, Demeter, Štoos, Vraz, Zajc, Lisinski, Šulek, Bukovac (naprawdę nazywał się Faggione), Medulić (Mendola), Papandopulo, Gavella, Ružička (nasz pierwszy noblista, z pochodzenia Czech) czy Sorkočević (Sorgo – z rodziny albańskiej, która w Dubrowniku sprzedawała rośliny sorgo)[2], itd. Pochodzenia serbskiego jest zupełnie zapomniany dzisiaj Harambašić, podobnie jak Tesla, Preradović czy Desnica[3]. Listę można by rozszerzać i uzupełniać. Wydaje się, że zobowiązuje nas ona do, nazwijmy tak, „ekumenicznej otwartości”, którą w chorwackiej kulturze autoryzują i sankcjonują wspomniane postacie. Każda pozostaje w sprzeczności z poglądami tych, którzy nie potrafią się wyzwolić z jałowego samouwielbienia i prowincjonalnej zaściankowości. Już dawno, bo w roku 1890, zrozumiał to Vatroslav Jagić i powierzył Franjo Račkiemu[4]: „Im ktoś mniej się uczy i mniej wie, tym bardziej zaciekłym jest Chorwatem lub Serbem”.

Ci, którzy zawsze z łatwością oskarżają innych o wszystko co złe w Jugosławii lub jako dowód słabości byłego państwa przytaczają to, co dało odwrotne rezultaty niż zakładano, muszą jednak przyznać, że drogę ku „idei jugosłowiańskiej” utorował iliryzm –  chorwackie odrodzenie narodowe. Uznanie pewnych faktów zweryfikowanych przez historię nie oznacza bynajmniej konieczności odstępowania od własnej przynależności narodowej ani tym bardziej wyrzekania się własnego narodu czy państwa. Podczas gdy w Belgradzie utworzono Serbską Akademię Nauk, a w Lublanie słoweńską, w Zagrzebiu w 1866 roku powstała Chorwacka Akademia Nauki i Sztuki. Chorwacki hymn został skomponowany przez Serba z Chorwacji – Josipa Runjanina. Josip Jelačić został podniesiony do godności bana w 1848 roku przez prawosławno-serbskiego patriarchę Josipa Rajačicia[5]. Z kolei słowo „Jugosławia” ukuł w połowie XIX wieku niemal zupełnie zapomniany dubrownicki poeta Matija Ban – w liście z Dubrownika do księcia Aleksandra Karađorđevicia[6]. Serbska idea Piemontu jako macierzy dla Słowian Południowych, wokół której miało dojść do ich zjednoczenia, nie była obca części wykształconej inteligencji chorwackiej. Również nieszczęśliwa Organizacja Nacjonalistów Jugosłowiańskich (Organizacija jugoslavenskih nacionalista, ORJUNA), którą nie powinniśmy się szczycić – popierająca berło Karađorđeviciów – narodziła się na naszych terytoriach, głównie w Dalmacji. Pod adresem naszego byłego państwa i wspólnoty jugosłowiańskiej – z różnych środowisk – formułowane są pewne, mniej lub bardziej jaskrawe, nieścisłe sądy. Zanim zdecydujemy się oskarżać innych i ich obwiniać, powinniśmy spojrzeć na własny wkład w to, co dobre i złe. W praktyce okazało się to trudnym i bolesnym doświadczeniem. Warto tutaj przypomnieć, że Serbia posiadała swe państwo już przed zjednoczeniem Jugosławii w 1918 roku i że zapłaciła za nie wysoką cenę, złożywszy wiele ofiar oraz doświadczywszy wiele cierpień i wyrzeczeń. Wskutek tego miała doń zupełnie inny stosunek niż Chorwaci czy Słoweńcy.

Przeszłość wymaga, abyśmy na pewne doświadczenia historyczne spojrzeli bez uprzedzeń, zwłaszcza w sytuacji, gdy podejmujemy się refleksji nad problematyką dotyczącą narodów i państw oraz łączących ich więzi i sojuszy. Czesi i Słowacy niedawno się rozeszli, chociaż za wszelką cenę próbował ich od tego zamiaru odwieść bezsporny autorytet Vaclava Havla; Rosjanie i Ukraińcy są od siebie coraz bardziej odlegli, a najbardziej ich dzisiaj łączy gaz; Hiszpanie i Katalończycy również coraz bardziej się od siebie oddalają – wspólne państwo ledwo ich utrzymuje w tych samych granicach; Flamandom i Walończykom w męczarniach udaje się powołać wspólny rząd (zupełnie jak naszym bośniacko-hercegowińskim Serbom, Chorwatom i Boszniakom); Szkoci i Anglicy są już od dawna na progu rozejścia się, o czym marzą również liczni Walijczycy i Irlandczycy; Czarnogórcy rozstali się Serbami nagle i nieoczekiwanie, ale nie bez kłopotów; Szwedzi i Norwedzy uczynili to samo już dawno, spokojnie i racjonalnie – jedni w parlamencie wycierali łzy, inni wznosili toasty szampanem; Niemcy i Austriacy dzielili się dwukrotnie w ciągu jednego stulecia; frankofoński Quebec coraz wyraźniej podkreśla swoją odrębność w stosunku do anglofońskiej Kanady; Padania grozi Włochom secesją. A niech to! W epoce wielopłaszczyznowego kryzysu współczesnego świata (Europy i Chorwacji oraz „regionu” – naszych południowosłowiańskich braci) należy omawiany fenomen wziąć pod rozwagę, ale nie można go przeceniać ani też deprecjonować, lecz trzeba mu przyznać należytą rangę. Konieczne jest również przyjrzenie się szansom, jakie stwarza nowoczesność, konieczne jest znalezienie własnego miejsca i sensu istnienia w świecie. Właśnie taka refleksja nam bodaj umknęła w momencie, kiedy szaleńczo daliśmy się wplątać w tę naszą ostatnią wojnę – daj Boże ostatnią.

Znaczenia, jakie przypisywano idei jugosłowiańskiej w różnych okresach historycznych, były jaskrawo odmienne. W wieku XIX i na początku XX stulecia opierała się ona na fundamencie ideologii słowianofilskiej, a zwłaszcza na zrodzonych w Pradze koncepcjach, z którymi Chorwaci byli najściślej powiązani (Rosja przed październikiem 1917 r. była raczej wszechsłowiańskim punktem odniesienia aniżeli jakimkolwiek rzeczywistym wzorcem, pomimo inspiracji, którą pozostawił nam w spadku Juraj Križanić[7]). W następstwie zjednoczenia politycznego idea jugosłowiańska otrzymała sankcję państwowo-prawną; w rezultacie ideologia dążąca do jej utrzymania nie stroniła od integralizmu. Zamachy na Stjepana Radicia[8] w Belgradzie i na króla Aleksandra w Marsylii głęboko nadwyrężyły już i tak kruchą wspólnotę, która rozpadnie się w czasie drugiej wojny światowej, pozostawiwszy po sobie tragiczne wspomnienia z tamtego okresu. Opór przeciwko faszyzmowi oraz rozliczenie się z ruchem ustaszowskim i czetnickim wprowadziły na scenę historyczną jugoslawizm innego już rodzaju, usankcjonowany przez decyzje Antyfaszystowskiej Rady Wyzwolenia Narodowego (Antifašističko veće narodnog oslobodjenja Jugoslavije, AVNOJ) oraz, po zakończeniu drugiej wojny światowej, przez federacyjną organizację państwa. Taka idea jugosłowiańska, formułując pogląd wspólny, umożliwiła nam rozejście się ze Stalinem i Związkiem Sowieckim. Pozwoliła także uznać odrębność poszczególnych narodów (w ówczesnym języku – „narodowości”), takich chociażby jak narodu macedońskiego, czarnogórskiego, muzułmańskiego w Bośni (dzisiaj Boszniaków), jak również różnych mniejszości, w tym między innymi mniejszości albańskiej z Kosowa, w rezultacie – po finale ponownych starć i prześladowań – doszło do ustanowienia serbskiej mniejszości w Chorwacji. Jest oczywiste, że idea jugosłowiańska oznacza coś zupełnie innego w różnych – wymienionych wyżej – okresach historycznych. Błędem byłoby zatem utożsamianie jej niedawnej formy z epokami wcześniejszymi, pierwszych faz jej istnienia z ostatnimi.

Idea jugosłowiańska nie musi automatycznie zakładać koncepcji państwowej lub narodowej, lecz jednocześnie nie powinna przekreślać i eliminować wspólnego dziedzictwa przeszłości i historii, w której byłe pokolenia dostrzegały łączące je idee i ideały, nadzieje i gorycz porażek, zachwyty i rozczarowania. Koncepcje południowosłowiańskie i jugosłowiańskie bywały, poza wszystkim innym, oparciem dla naszego rozwoju, gwarancją przetrwania. Ale teraz już nie są.

„Jugonostalgia” z największą jaskrawością uwidacznia się pośród mniejszych narodów byłej Jugosławii; aprobują ją też potomkowie tych, których rodzice mieli odmienne pochodzenie narodowe: kimże bowiem jesteś, jeśli twoim ojcem jest Chorwat, a matką Serbka, jak w przypadku „ojca narodu” Ante Starčevicia[9] (który starał się o posadę nauczyciela w serbskim gimnazjum w Zagrzebiu)? Albo odwrotnie: jeśli ojciec jest Serbem, a matka – Chorwatką? Czy musisz się wyrzekać połowy siebie samego? Ogarnia mnie żal, kiedy patrzę na moich przyjaciół, członków starej i nowej mniejszości serbskiej, którzy z dezaprobatą widzą pewne oznaki nacjonalizmu w swoim otoczeniu.

Czasy kryzysu nie oferują obecnie żadnych nowych rozwiązań w kwestii dobrych relacji między narodami, będących jeszcze do niedawna w obrębie tego samego państwa. Unia Europejska, do której po Słowenii wchodzi teraz Chorwacja, likwiduje sztywne granice między państwami członkowskimi, nakłania je, aby znalazły odpowiednie środki i formy na rzecz współpracy w sferze kultury, polityki i gospodarki. Nawiązywanie tego rodzaju kontaktów nie ma jednak – jak straszą ideolodzy, nęcąc swoją polityczną klientelę – nic wspólnego ani z dawną postacią unitaryzmu, ani też z jakimikolwiek próbami asymilacji. Gdyby urzeczywistnił się cel europejskiego sojuszu, razem z innymi krajami południowosłowiańskimi moglibyśmy – poza tym, co udało nam się już wcześniej osiągnąć w Jugosławii – uzyskać coś znacznie lepszego: bardziej nowoczesne i trwałe relacje ze światem oraz kontakt z całą pozytywną spuścizną dorobku ogólnoludzkiego, która bynajmniej nie umniejsza niczyjej samodzielności i odrębności.

Nie skreślam tutaj tych słów po to, aby się pocieszyć czy usprawiedliwić – nie mam się czym pocieszać, a usprawiedliwiać się nie zamierzam. Idea jugosłowiańska nie ma dobrej opinii na stronicach naszej historii. To, co z niej pozostało, można wykorzystać w ramach struktur europejskich lepiej niż uprzednio. Jugosławia zaskarbiła sobie szacunek w stosunkach międzynarodowych przede wszystkim dzięki walce z faszyzmem, oporowi wobec stalinizmu i polityce ruchu niezaangażowanych, wokół którego skupiło się ponad miliard mieszkańców naszej planety. W sojuszu tym nasze państwo zajmowało naprawdę ważne miejsce, ważniejsze niż kiedykolwiek w całej historii Słowian Południowych.

Wyrzucanie tego wszystkiego na śmietnik historii jest szkodliwe i niegodne. Ta sama historia bowiem może ukarać każdego, kto tego dokona.

Z chorwackiego przełożył Maciej Czerwiński

***

[1] Antun Gustav Matoš (1873–1914) – prozaik i poeta chorwackiej moderny, krytyk literacki. Miał ogromny wpływ na kształtowanie się poetyki modernistycznej w literaturze chorwackiej. Był zwolennikiem niepodległościowej Chorwackiej Partii Prawa (wszystkie przypisy pochodzą od tłumacza).

Miroslav Krleža (1893–1981) – najbardziej płodny pisarz chorwacki XX w. (pozostawił przeszło 5o tomów), jeden z najwybitniejszych przedstawicieli chorwackiej literatury. Uprawiał wszystkie rodzaje literackie, pisał przełomowe eseje, był zjadliwym krytykiem rodzimej kultury i literatury. W ciągu całego życia pozostawał wierny ideologii lewicowej, był w bliskich relacjach z Josipem Brozem-Tito. Matvejević jest autorem legendarnych rozmów z Krležą.

[2] Josip Juraj Strossmayer (1815–1905) – biskup katolicki, działacz kulturalny, największy mecenas w historii kultury chorwackiej. Twórca Akademii Nauk i Uniwersytetu w Zagrzebiu. Zwolennik idei jugosłowiańskiej – tzw. chorwackiej Toskanii, której celem było zjednoczenie Słowian Południowych wokół Zagrzebia, propagator zjednoczenia kościołów chrześcijańskich wokół Watykanu. Aktywny uczestnik Soboru Watykańskiego I.

August Šenoa (1838–1881) – najwybitniejszy pisarz literatury chorwackiej XIX w., prozaik i eseista, piewca stołecznego miasta Zagrzebia. Autor zaangażowanych w sprawę narodową powieści i nowel historycznych.   Ljudevit Gaj (1809–1872) – polityk i filolog, przywódca chorwackiego odrodzenia narodowego – iliryzmu, zwolennik zjednoczenia ziem chorwackich i wszystkich Słowian Południowych. Stworzył podwaliny pod nowoczesny język literacki Chorwatów, skodyfikował jego pisownię.    

Dimitrija Demeter (1811–1872) – poeta, dramaturg, tłumacz i działacz kulturalny iliryzmu. Przyczynił się do rozwoju teatru chorwackiego.

Pavao Štoos (1806–1862) – poeta, duchowny katolicki, działacz kulturalny iliryzmu.

Stanko Vraz (1810–1851) – z urodzenia Słoweniec, poeta i tłumacz literatury klasycznej i literatur słowiańskich, krytyk literacki, działacz kulturalny iliryzmu.

Ivan Zajc (1832–1914) – dyrygent i kompozytor, autor zaangażowanych oper sławiących bohaterów narodowych.

Vatroslav Lisinski (1819–1854) – kompozytor.

Boguslav Šulek (1816–1895) – z urodzenia Słowak, językoznawca, historyk i leksykograf.

Vlaho Bukovac (1855–1922) – malarz, wybitny portrecista, autor przedstawień patriotycznych.

Andrija Medulić Sciavone (ok. 1510–1563) – malarz renesansowy i manierystyczny.

Boris Papandopulo (1906–1991) – dyrygent i kompozytor.

Branko Gavella (1885–1962) – reżyser teatralny, teatrolog.

Lavoslav Ružička (1887–1976) – chemik, laureat Nagrody Nobla.

Sorkočević (Sorgo) – jedna z najznamienitszych rodzin patrycjatu dubrownickiego.

[3] August Harambašić (1861–1911) – pisarz, publicysta, polityk, wyznania prawosławnego. Zwolennik Chorwackiej Partii Prawa.

Nikola Tesla (1856–1943) – światowej sławy naukowiec, elektrotechnik.

Petar Preradović (1818–1872) – poeta i tłumacz, działacz kulturalny iliryzmu.

Vladan Desnica (1905–1967) – pisarz, scenarzysta, dramaturg i wydawca.

[4] Vatroslav Jagić (1838–1923) – slawista i językoznawca.

Franjo Rački (1828–1894) – duchowny katolicki, bliski współpracownik biskupa Strossmayera, historyk i slawista.

[5] Josip Runjanin (1821–1878) – żołnierz austriacki, kompozytor muzyki do hymnu chorwackiego.

Josip Jelačić Bužimski (1801–1859) – chorwacki ban, generał, jeden z dowódców wojsk austriackich w czasie Wiosny Ludów.

Josip Rajačić (1785–1861) – duchowny i patriarcha Serbskiej Cerkwi Prawosławnej, metropolita w Serbskich Karłowicach.

[6] Matija Ban (1818–1903) – poeta, dramaturg. Jako katolik z Dubrownika swoją narodowość określał jako serbską.

Aleksandar Karađorđević (1888–1934) – król Serbii (do 1918), Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców (do 1929) i Jugosławii (do 1934). W 1929 r. wprowadził dyktaturę. Zabity w Marsylii przez chorwackich i macedońskich emigrantów politycznych, sprzeciwiających się jego centralistycznym rządom w Jugosławii.

[7] Juraj Križanić (ok. 1617–1683) – pisarz, polityk, językoznawca, prekursor panslawizmu.

[8] Stjepan Radić (1871–1928) – polityk, literat, publicysta. Przywódca wpływowej Chorwackiej Partii Chłopskiej (Hrvatska seljačka stranka, HSS). Zabity w Belgradzie przez posła serbskiego.

[9] Ante Starčević (1823–1896) – przywódca Chorwackiej Partii Prawa (Hrvatska stranka prava, HSP), której celem była niepodległość Chorwacji, przeciwnik koncepcji austroslawizmu, pisarz, publicysta. Wrogo odnosił się do Serbów. Jeden z późniejszych odłamów jego partii, tzw. frankowcy, dał początek ruchowi ustaszowskiemu. Choć Starčević był antyklerykałem, to wszystkie współczesne odwołania do niego powołują się na katolicyzm.

O autorach

Predrag Matvejević

Pisarz, romanista, znawca kultury i literatury francuskiej. Doktorat, habilitację i profesurę zwyczajną otrzymał na Sorbonie w Paryżu. Wykładał literaturę francuską w Zagrzebiu (1951–1991). Od 1991 roku na emigracji we Francji, następnie we Włoszech. Od 1994 roku do 2008 był profesorem zwyczajnym na slawistyce rzymskiego uniwersytetu La Sapienza. Gościnnie wykładał w New York University (1982), Ecole des langues orientales (1991), Collège de France (1997), Université catholique de Louvain (2000). Jest doktorem honoris causa uniwersytetów w Genui, Trieście, Mostarze, autorem kilkunastu książek, między innymi rozmów z Miroslavem Krležą. Opublikował również tłumaczone na wiele języków – w tym na język polski – Brewiarz śródziemnomorski i Inną Wenecję. W czasach jugosłowiańskich, mimo otwarcie zdeklarowanego poglądu socjalistycznego, bronił pisarzy i działaczy oskarżonych przez reżim komunistyczny o nacjonalizm.

INNE ARTYKUŁY TEGO AUTORA

Copyright © Herito 2020