Chorwacja w Europie

Przyszłość przeszłości w Chorwacji

Publikacja: 14 października 2021

NR 11 2013

TAGI DO ARTYKUŁU

DO LISTY ARTYKUŁÓW

Chociaż demokratyczna Chorwacja powstała ledwie dwadzieścia trzy lata temu, trudno doprawdy mówić o niej jako o państwie młodym. Już od pierwszych momentów swego istnienia doświadczyła bowiem zarówno radości, jak i cierpienia. Można powiedzieć, że zrodziła się z metryką sprzeczności, ponieważ jako jedno z dzieci, które przyszły na świat w rezultacie procesów emancypacji w Europie Wschodniej po roku 1989, musiała się skonfrontować z tragicznymi zdarzeniami wojennymi. Wymogły one na niej konieczność szybkiego dojrzewania. Nie było to bynajmniej łatwe. Na początku lat dziewięćdziesiątych wielu obywateli Chorwacji obawiało się o życie swoich bliskich, choć jednocześnie z powodu psychozy wojennej ulegali oni pokusie, aby obwiniać czy niesprawiedliwie traktować swoich najbliższych sąsiadów.

W ciągu ostatnich dwudziestu trzech lat, czyli od momentu zaprowadzenia rządów demokratycznych, obywatelom chorwackim wciąż towarzyszą emocje polityczne, których źródła tkwią w bliższej i dalszej przeszłości. Chociaż rok 1990, w którym odbyły się pierwsze demokratyczne wybory, można uznać za punkt zwrotny na miarę upadku muru berlińskiego, to w dzisiejszej Chorwacji wciąż aktualne pozostają następujące pytania: gdzie przebiega granica między „przeszłością” a „współczesnością”? Czym jest tożsamość narodowa i czy w ogóle ma sens mówienie o nie? Które zabytki w Chorwacji są po 1990 roku „właściwe”, a które – jak pisze Norbert Huse – „niepożądane”? W ciągu ostatnich kilku lat, które można uznać za okres powolnej transformacji i terapii po wojnie, pytania te zaczęto zadawać bardziej otwarcie. Nie są one jednak łatwe, gdyż trudno jednoznacznie sformułować sądy ogólne na temat jakiegokolwiek narodu, nawet jeśli jest to naród liczebnie niewielki. Należy jednak w tej sytuacji przyjąć tezę Maurice`a Halbwachsa, w myśl której o wspólnotach mających własną pamięć można mówić jako o pewnych całościach.

W Chorwacji pokutuje frapujące przekonanie, że tam, gdzie znajdzie się dwóch Chorwatów, tam od razu powstaną trzy partie polityczne. Jest to teza pouczająca, zasługująca na pochwałę i zarazem krytyczna. Jeśli jednak przyjąć – za Cyceronem i Frances Yates, Pierrem Norą i Paulem Ricoeurem – że pamięć jest powiązana z jakimś konkretnym obszarem, wówczas w zrozumieniu tego rodzaju podziałów nie można pominąć faktu, iż wszystkie społeczności, które kiedyś przyjęły chorwackie imię jako własne, są również dzisiaj podzielone za sprawą banalnego na pierwszy rzut oka powodu: geografii. Podziały te można potraktować jako dowód potwierdzający istnienie bogactwa różnorodności kulturowej. Równocześnie otwierają one wiele problemów natury interpretacyjnej. Każdy, kto podróżuje przez Chorwację (nie tylko przez najbardziej turystycznie interesujący obszar nadbrzeżny), zauważy niecodzienną różnorodność w obrębie relatywnie niewielkiego terytorium. Tak jak rzeki pełniły w czasach historycznych funkcję granic oddzielających światy o odmiennych kulturach i religiach, tak górski pas Welebitu – ciągnący się od regionu w okolicach Rijeki do Zadaru – oddzielił dialekty, klimat i zwyczaje Chorwacji nadmorskiej od jej części lądowej. Z tego właśnie powodu w połowie XIX wieku konserwator Ivan Kukuljević dostrzegał konieczność zjednoczenia politycznego i gromadzenia dokumentów historycznych po obu stronach tego mitycznego – opiewanego już w literaturze szesnastowiecznej – pasma górskiego.

Jeśli chodzi o zachowanie pamięci i tożsamości kulturowej na obszarze współczesnej Chorwacji, należy podkreślić, że od czasów renesansowych zależały one od współistnienia kultury elitarnej z kulturą ludową. Świadomie podkreślam słowo „współistnienie”, ponieważ od średniowiecza tradycja pisma głagolickiego była zarówno na usługach ludu, jak i dostojników kościelnych. Pisarze renesansowi (na przykład ojciec literatury chorwackiej Marko Marulić ze Splitu) interesowali się zarówno łacińskimi zabytkami piśmiennictwa, interpretując je w swoich tekstach pisanych po łacinie, jak i językiem ludowym, w którym tworzyli  najważniejsze dzieła. Pojawienie się potęgi osmańskiej wywołało u nich egzystencjalny lęk, któremu przeciwdziałali, używając języka ludowego, ludowych podań, modlitw i rozmaitych utworów poetyckich.

Ponadto jednym z ważniejszych pierwiastków chorwackiej historii kultury jest ciągła obecność obcokrajowców, nie tylko agresorów, ale również erudytów. Skupiska Chorwatów – znajdujące się pod wpływem Wenecji, Austrii, Węgier i Turcji i używające różnych dialektów – były od XVII wieku traktowane jako obszar jednolity religijnie i kulturowo, który już w tamtym czasie otrzymał nazwę „ilirskiego”. Ów ujednolicający termin na określenie różnorodnej kultury, zjednoczonej dopiero w późniejszym okresie, stał się swego rodzaju nom de guerre dla katolickich warstw wykształconych, którzy przy wsparciu Rzymu marzyli o rekonkwiście i o nowej organizacji tego obszaru. W czasach romantyzmu był on politycznym instrumentem w rękach antykwariuszy i polityków i ostatecznie otrzymał nazwę „iliryzmu”.

Należy podkreślić, że do momentu pojawienia się pierwszych muzeów kultury ludowej – podczas panowania cesarza Franciszka I i Klemensa von Metternicha – tożsamość narodowa opierała się bez wyjątku na przekazie pisanym. Percepcja widocznych i namacalnych tworów, które straciły wartość użytkową, a zyskały zabytkową, pojawiła się na terytoriach chorwackich już w czasach wczesnego renesansu wraz z przybyciem włoskiego antykwariusza Ciriana d’Ancony. Jednakże aż do lat trzydziestych XIX wieku rozprawy o epigrafice, numizmatyce, topografii i archeologii dotyczyły wyłącznie dziedzictwa antyku, traktowanego w kategoriach wartości uniwersalnych.  Ani Marko Marulić na początku XVI wieku, ani też antykwariusze w wieku XVIII nie odczuwali konieczności eksponowania w swoim środowisku kulturalnym niczego innego poza zabytkami z czasów rzymskich. Od czasów działalności konserwatora Królestwa Chorwacji i Slawonii – wspominanego już Kukuljevicia – pojęcie zabytku obejmowało również piśmiennictwo i rozmaite inne artefakty. Od tego też momentu zaczyna się ich kolekcjonowanie.

Ta krótka podróż w czasie wydała mi się konieczna, aby wytłumaczyć jeszcze jedną okoliczność, która odegrała istotną rolę w percepcji przeszłości we współczesnej Chorwacji. Chodzi o przejmowanie dziewiętnastowiecznego modelu odrodzenia narodowego w projektach chorwackich polityków po roku 1990 oraz o próbę zrealizowania go. Kukuljević, jako twórca narodowej historii sztuki i fachu konserwatorskiego, w gromadzeniu bogactwa kultury ludowej (od powiedzeń i inskrypcji do przedmiotów i architektury) dostrzegał – podobnie jak współcześnie żyjący konserwatorzy w pozostałych częściach Europy – szansę na realizację celów politycznych. Jednakże za specyfikę ówczesnej Chorwacji można uznać ukrytą mentalność kolonialną (aktualną zresztą do dziś), która się wyrażała w braku większej liczby wolnomyślicieli i trzeźwo myślących działaczy, inicjujących wydarzenia kulturalne.

Marzenia osamotnionego entuzjasty i polihistora Kukuljevicia o emancypacji i odrębności narodowej w habsburskim superpaństwie – podobnie jak Jàna Kollàra, Carla Cattaneo i Františka Palackiego – są charakterystyczne dla ówczesnej sytuacji narodów środkowoeuropejskich. W przeciwieństwie do Francji, Prus i Anglii, gdzie kultura romantyczna zaskarbiła sobie przychylność urzędników państwowych i dostojników kościelnych, przekonując ich do pracy na rzecz zbierania pamiątek historycznych i opracowywania ich zgodnie z ówczesną wyobraźnią historyczną, Chorwacja jeszcze przez całe dekady – i to z licznymi przerwami – była skazana na działalność jednostek bezskutecznie próbujących przekonać polityków do znaczenia ochrony dziedzictwa kulturowego. Chorwaci – tak samo jak Austriacy, Włosi, Francuzi, Anglicy, Czesi, Polacy czy Niemcy – mają w gronie historyków i konserwatorów cały panteon działaczy i działaczek, pełniących funkcję pośredników między elitami politycznymi a masami. Pokoleniu Aloisa Riegla, Maxa Dvořàka, Camilla Boita, Gustava Giovannoniego, Paula Léona, Williama Morrisa, Georga Dehia i Corneliusa Gurlitta z przełomu XIX i XX wieku odpowiadają w Chorwacji Gjuro Szabo, Emil Laszowski, Viktor Hoffiller i Josip Brunšmid. Nie przyjmowali oni jednak biernie nowatorskich poglądów epoki fin de siècle’u, dzięki którym poszerzono pojęcie dziedzictwa i utrzymano stylistyczną spójność miejsc historycznych. Przed pierwszą wojną światową  –  za tezami Aloisa Riegla, dla którego kategoria „człowiek” była ważniejsza niż „naród” – byli oni zwolennikami tolerancji. Chorwaccy specjaliści, podobnie jak czescy i polscy, mieli szczęście współpracować bezpośrednio z austriackimi mistrzami nowej teorii konserwacji, Riglem i Dvořàkiem, na przykład w Pałacu Dioklecjana w Splicie. Ich przekonania, wespół z teorią niemiecką, którą najlepiej oddaje slogan Konservieren, nicht restaurieren, były przez chorwackich konserwatorów praktykowane aż do ostatniej ćwierci XX wieku.

W ramach relacji  łączącej elitę polityczną, warstwę wykształconą i naród – traktowanej po rewolucji francuskiej jako rodzaj umowy społecznej – dochodziło w XX wieku do ciągłej zmiany w układzie sił. Bez przesadnego uogólniania można powiedzieć, że po upadku Austrii w 1918 roku ów układ  był pod ciągłą kontrolą władzy. Do roku 1945 chorwaccy historycy i konserwatorzy pracowali w słabo rozwiniętych instytucjach szkolnictwa wyższego i w urzędach państwowych, w których tożsamość narodowa podlegała represji policyjnej i politycznej, a w czasach Holokaustu stała się ona elementem mitycznej narracji stworzonej przez kolaborantów. W systemie socjalistycznym, który z dumą podkreślał swoją rewolucyjną naturę, nastąpił osobliwy splot modernizacji z najbardziej dotąd ambicjonalnym programem ochrony dziedzictwa kulturowego. Kiedy komponent narodowy próbowano pogodzić z komponentem ponadnarodowym (czyli z jugosłowiańską wersją égalité i fratenité), konserwatorstwo rozkwitło, łącząc w podejściu do dziedzictwa – pierwszy raz w historii Chorwacji – ujęcie historyczno-topograficzne z restauracyjnym. Dzięki temu rekonstruowano zabytki, które w myśl wówczas obowiązującej doktryny uznawano za antyludowe. W zupełnie zniszczonym bombardowaniami Senju odbudowano katedrę, a w Szybeniku renesansowy ratusz z czasów panowania weneckiego. Odbywało się to w tym samym czasie, kiedy rekonstruowano miasta polskie, a towarzyszyło temu prześladowanie Kościoła i oczernianie w oficjalnej historiografii poprzednich systemów sprawowania władzy.

Chociaż chorwackich historyków konserwacji dopiero czekają poważniejsze badania dotyczące tamtych czasów, już teraz widać, że okoliczności przypominają sytuację w Europie do 1789 roku. Chodzi o niedostatek prawdziwej publicznej recepcji i brak dyskusji na temat nowych wartości oraz dyskusji o ochronie wartości już istniejących. Do pierwszych wielopartyjnych wyborów w 1990 roku stan był następujący: w obrębie istniejącego systemu politycznego specjaliści pełnili przypisane im funkcje, obdarzeni byli nawet autorytetem, ale w przestrzeni publicznej nie było żadnej swobodnej wymiany poglądów, co uniemożliwiło kształtowanie się wrażliwości społeczeństwa na różne aspekty dziedzictwa. Co więcej, w debacie publicznej sukcesy konserwatorskie niemal zupełnie przechodziły bez echa. Inaczej było w Polsce, w Niemczech czy we Włoszech, gdzie specjalistom – na przykład Janowi Zachwatowiczowi, Hansowi Döllgastowi czy Alfredo Barbacciemu – wmontowano tablice pamiątkowe w mury odnowionych przez nich obiektów.

Zmiany paradygmatu w konserwacji, które pojawiły się w Europie około roku 1900, a które zostały powstrzymane przez wojny i systemy totalitarne, podążały w kierunku wyznaczanym przez transformacje społeczne i polityczne. Doświadczenia były jednak rozmaite. W Rosji, jak pisze Natalia Duszkina, wydobywanie z przeszłości zapomnianego dziedzictwa wyrosło z fazy „romantycznej”, a zakończyło się na etapie „barbarzyństwa”. Rekonstrukcje dawno zniszczonych zabytków (przypominające wskrzeszenia Łazarza) jako rezultat tego, co Wolfgang Pehnt nazwał „pragnieniem przeszłości”, a jednocześnie bezwzględne niszczenie świętości religijnych i narodowych od Kaukazu po południowo-wschodnią Europę dowodzą, że nowe społeczeństwa w ostatnich dwóch dekadach intensywnie zmieniały swój stosunek do własnego dziedzictwa kulturowego. W Chorwacji powstaniu nowego państwa towarzyszył renesans nowego historyzmu, który bezkrytycznie dążył do syntezy przeszłości z teraźniejszością. Archaizacja języka, wymyślone historyczne mundury oraz eklektyzacja nowej symboliki narodowej miały na celu przypisanie nowinkom jeszcze większą wartość. Jednakże jednym z głównych problemów tego małego kraju była autocenzura samych obywateli, którzy tak przywykli do stawiania oporu obcym autorytetom, że zachowali brak zaufania również w stosunku do nowych doświadczeń w sferze odbioru wartości. W dużej mierze jest za to odpowiedzialny system edukacji, który po 1990 roku nie podjął dyskusji na temat obszarów pamięci i krytycznego skonfrontowania się z traumami przeszłości. Tym samym nie stworzył obywatelom szansy na zbudowania własnej dumy i etosu społecznego, które w rezultacie doprowadziłyby do przyjęcia przez nich postawy altruizmu.

W następstwie ogromnych zniszczeń, podziałów narodowych i tragicznych migracji przybysz, podobnie jak i sami obywatele chorwaccy z początku przemian w 1990 roku, dozna mieszanych uczuć. Będzie zachwycony pięknie zachowanym Dubrownikiem, obecnie zagrożonym przez modernizację i przerażony opustoszałymi obszarami Liki i Banoviny. Dyskurs polityczny w Chorwacji po zdarzeniach wojennych nazbyt łatwo odniósł zwycięstwo nad dyskursem specjalistycznym i publicznym. Specjaliści zostali spacyfikowani przez nowe formy systemu biurokratycznego, a opinii publicznej zaproponowano nienaukowy dyskurs o przeszłości, w którym idea nacji – a było to ledwie przed dekadą – odsunęła na plan dalszy inne formy pamięci. W ostatnich latach do szkodliwej polityzacji systemu doszła jeszcze nowa narracja – o zbawiennej roli obcych inwestycji. Narracja ta, zupełnie jak we Włoszech Salvatorego Settisa i Silvia Berlusconiego, zagroziła naukowej refleksji nad przeszłością i ochronie – dla dobra publicznego – obszarów historycznych.

Chorwacja u wejścia do Unii Europejskiej ma jednak obiecujący potencjał: niezadowolonych obywateli, rekrutujących się przede wszystkim z młodego pokolenia, którzy zaczęli zadawać wspomniane wyżej pytania o granice między „nami” a „nimi” oraz, ogólnie, o sensowność tworzenia takich granic. Podczas gdy w kręgach akademickich dyskutuje się o etyce i nietendencyjności w rozważaniach na temat historii, podczas gdy w dwudziestu konserwatorskich urzędach zorganizowanych według zasady divide et impera odczuwalny jest brak zainteresowania interesem publicznym, w kraju – z dnia na dzień – rośnie liczba organizacji pozarządowych. Kto choć trochę zna historię konserwacji, będzie mógł przewidzieć, że te nowe społeczności, które łączy „pragnienie przeszłości”, wymuszą na opinii publicznej mobilizację i zmiany. Tak jak prowadzi się działania na rzecz konserwacji zaniedbanych zabytków narodowych czy miast ogarniętych ostatnią wojną, do których wciąż nie jest łatwo wrócić, w Chorwacji równocześnie odkrywane są nowe krajobrazy, takie jak na przykład obszary poprzemysłowe (coraz częściej spotykane w tym postindustrialnym kraju) oraz austrowęgierskie koszary i fortyfikacje. Studenci zaczęli realizować projekty „muzeum dzielnic miejskich” i zwiedzania porzuconych obiektów niedawno rozbitego państwa, odtwarzając życie codzienne modernistyczno-socjalistycznych kwartałów i poddając dyskusji zjawisko zapominania, które pojawiło się po niedawnych zmianach społecznych i politycznych. Ekscytujące krajobrazy oraz nowe systemy wartości świadczą o istnieniu zainteresowań, o których pisali David Lowenthal, Salvador Muñoz Viñas i Marion Wohlleben. Te nowe zjawiska należy przyswoić, bo rozwijający się obecnie kult zabytków może pomóc w propagowaniu wrażliwości w chorwackiej opinii publicznej, która trzeźwego obrazu swojej przeszłości potrzebuje równie mocno jak wolności.

Z chorwackiego przełożył Maciej Czerwiński 

O autorach

Marko Špikić

Absolwent Wydziału Nauk Humanistycznych i Społecznych na Uniwersytecie w Zagrzebiu, gdzie ukończył historię sztuki i literaturę porównawczą. Od grudnia 1999 wykładowca Historii i teorii konserwacji architektury europejskiej od renesansu do czasów współczesnych w Zakładzie Historii Sztuki. Adiunkt od marca 2010 roku. Jego badania naukowe skupiają się na historii i teorii konserwacji w Chorwacji i w Europie. Autor publikacji: Humanisti i starine. Od Petrarke do Bionda (Humaniści i starożytność: od Petrarki do Bionda, 2006) oraz Francesco Carrara, polihistor, antikvar i konzervator (1812–1854) (Francesco Carrara, polihistoryk, antykwariusz i konserwator, 2010). Prezes ICOMOS Chorwacja od września 2011 roku.  

INNE ARTYKUŁY TEGO AUTORA

Copyright © Herito 2020