
Imperialna rekonkwista putinowskiej Rosji skłania do poszukiwania odpowiedzi na pytania o materialne i mentalne podstawy rosyjskich ambicji mocarstwowych. Ważnego tropu dostarcza książka Alice Lugen (prawdziwe nazwisko autora/autorki jest nieznane), poświęcona „zamkniętym jednostkom administracyjno-terytorialnym”, zamieszkiwanym przez ponad milion osób. Samo istnienie tych ośrodków stanowiło przez dziesięciolecia starannie ukrywany sekret. Wiadomo jednak, że wciąż odgrywają one kluczową rolę w budowie potencjału militarnego i – szerzej – technologicznego Rosji.
Książka prezentuje stan wiedzy o ZATO, bazujący na źródłach oficjalnych, materiałach reporterskich oraz stosunkowo nielicznych opracowaniach tematyki, zarówno rosyjskich, jak i zachodnich. Autorka pisze w zajmujący sposób, a staranna redakcja pozwoliła jej uniknąć większych wpadek erudycyjnych, wyjąwszy wplatane w tekst bałamutne uogólnienia historyczne oraz drobne potknięcia terminologiczne. Potoczysty styl zbliża książkę do reportażu, choć – jak można wnioskować z treści – autorka nie zdołała zobaczyć żadnego z tytułowych zamkniętych miast na własne oczy.
Wskazanie początku historii miast zamkniętych obarczone jest ryzykiem błędu. Wiadomo jednak, że już w latach trzydziestych XX wieku powstawały miasteczka naukowe (naukogrady), których funkcjonowanie było całkowicie podporządkowane potrzebom wojska. Niekiedy przyjmuje się inną wykładnię: dopiero budowa tajnych ośrodków w Nowouralsku i Sarowie, pracujących nad skonstruowaniem bomby atomowej po 1945 roku, wyznacza cezurę powstania ZATO. Wznosili je od zera więźniowie łagrów – dziesiątki tysięcy niewolników.
W pewnym sensie zamknięte jednostki administracyjno-terytorialne przypominały więzienia. Mieszkańcy byli zobowiązani do zachowania bezwzględnej tajemnicy, dotyczącej nie tylko charakteru zatrudnienia, lecz także samej nazwy miasta. Ba, niekiedy nawet korespondencja z bliskimi była zabroniona, a jeśli się odbywała, to podlegała obowiązkowej perlustracji. Zmieniło się to wraz z nastaniem chruszczowowskiej odwilży. Niezmiennie jednak nad wszystkim czuwał kontrwywiad cywilny i wojskowy.
Aby uświadomić sobie sekretny status tych lokalizacji (ich liczba przekroczyła setkę), trzeba pamiętać, że zamknięte ośrodki nie były nanoszone na mapy, nie informowało o nich oznakowanie drogowe, nie wymieniały ich żadne publikacje. Nawet nadawane im nazwy miały charakter dezinformujący, sugerując inną lokalizację, nie wspominając już o dokumentach mieszkańców zawierających fałszywe dane. Istnienie ZATO potwierdzono oficjalnie dopiero w 1992 roku.
Wszystkie te kamuflujące zabiegi niewiele dały, ponieważ wywiad amerykański dysponował rozległą wiedzą o tajnych ośrodkach. Zawdzięczał ją najpierw zwiadowi lotniczemu (misje U-2 aż do 1960 roku, gdy obrona przeciwlotnicza zestrzeliła samolot szpiegowski i wtrąciła do więzienia pilota Francisa Gary’ego Powersa), następnie – obrazowaniu satelitarnemu (program Corona).
Stopa życiowa mieszkańców ZATO znacząco odbiegała od tej w innych miastach. Ciężar finansowania tych ośrodków ponosiły ministerstwa, w których pieczy znajdowały się kwestie przemysłu zbrojeniowego i technologii wojskowych. W rezultacie rezydenci miast zamkniętych nie znali z doświadczenia problemów aprowizacyjnych, mieszkaniowych czy ograniczeń w dostępie do świadczeń medycznych. Ich pensje były znacznie wyższe niż gdzie indziej. Nic w tym zresztą dziwnego, skoro ZATO nie musiały na siebie zarabiać.
Jednym z najbardziej upiornych ZATO był Aralsk-7 na Wyspie Odrodzenia (wielbiciele gier komputerowych znają to miejsce z „Call of Duty”). Ulokowano tam poligon doświadczalny broni biologicznej, gdzie szczególnie intensywnie testowano wąglika. Radziecka pogarda dla ekologii sprawiła, że Jezioro Aralskie w Azji Centralnej – lokalizacja wyspy – wyschło. Zresztą skażenia wód, gleb i powietrza były plagą ZATO. Niszczenia ekosystemów dokonywano niejednokrotnie, jeśli nie z premedytacją, to w pełni świadomie. Dla przykładu w Majaku (Ural) wylewano odpady radioaktywne do okolicznych zbiorników wodnych. Atomowe poligony i kosmodromy przypieczętowywały los fauny i flory.
Książka Alice Lugen pozwala dostrzec motywacje militarystycznie zorientowanych grup społecznych, w tym inteligencji technicznej pracującej dla rozbudowanego przemysłu zbrojeniowego. Otóż dla rzesz ludzi zaangażowanych w wojenny sektor gospodarki osłabienie napięcia zimnowojennego, na przykład w dobie pieriestrojki, wywoływało niepewność i obawę o własny los. A cóż dopiero upadek projektu radzieckiego! Autorka obrazowo i trafnie zauważa, że „z perspektywy ZATO [rozpad ZSRR] była to istna apokalipsa, gorsza od wojny atomowej, do której szykowały się przez wiele lat” (s. 135).
Transformacja ekonomiczna Rosji odbiła się na miastach zamkniętych mocniej niż na reszcie kraju. Wprawdzie dotknęły je te same problemy (na przykład pojawienie się bezrobocia), ale odczuto je boleśniej, gdyż – wbrew konstytucji – mieszkańców wciąż obowiązywały zakazy swobodnego przemieszczania się i wyboru miejsca zamieszkania. Redukcja finansowania budżetowego uderzyła w grupę dotąd uprzywilejowaną (w 1994 roku było to wciąż półtora miliona osób). W skrajnych przypadkach nie wypłacano pensji i świadczeń socjalnych całymi miesiącami. Miało to daleko idące reperkusje, z rozpadem więzi społecznych włącznie. Elita naukowo-badawcza zamkniętych ośrodków, dotknięta postępującą degradacją ekonomiczną, emigrowała na Zachód, gdzie zarobki były kilkadziesiąt razy wyższe (tzw. drenaż mózgów).
Wszystko to wyjaśnia, dlaczego ZATO pokładały tak wielką nadzieję w nowym przywódcy Rosji, którym z początkiem 2000 roku został Władimir Putin. Następca Borysa Jelcyna od samego początku deklarował wsparcie dla przemysłu nowych technologii – i nie były to czcze słowa. Konflikty zbrojne angażujące Rosję (w tym druga wojna czeczeńska, która wywindowała Putina do władzy) odwróciły trend rozbrojeniowy. Ośrodki zamknięte nastawione na produkcję wojskową ożyły. Z tego punktu widzenia wojna z Ukrainą, toczona faktycznie od 2014 roku, daje rękojmię dalszego rozwoju ZATO.
Skądinąd warto pamiętać, że właśnie na terytorium Ukrainy rozlokowano szereg ośrodków zamkniętych, w tym absolutnie newralgiczne zakłady Piwdenmasz w Dniepropietrowsku (obecnie: Dniepr). Bez produkowanych tam rakiet nośnych rosyjski przemysł kosmiczny nie jest w stanie efektywnie realizować swoich zadań. To częściowo tłumaczy obsesyjne dążenie Rosji do odebrania Ukrainie silnie uprzemysłowionej wschodniej części kraju. Nieprzypadkowo eksperymentalny pocisk hipersoniczny Oriesznik Rosja wystrzeliła właśnie w kierunku Dniepru (listopad 2024 roku).
Książka Alice Lugen dostarcza także wiadomości porządkujących chaotyczny przekaz medialny o konsolidacji władzy w putinowskiej Rosji. W polskiej mediasferze bardzo wiele mówiono i pisano o tak zwanej aferze Jukosu oraz uwięzieniu jej szefa, Michaiła Chodorkowskiego, który stał się osobistym wrogiem Putina. Do opinii publicznej nie przebił się jednak merytoryczny „szczegół”: w tle oskarżeń o gigantyczne oszustwa na szkodę budżetu państwa znajdowały się specjalne preferencje podatkowe oferowane firmom przez ZATO – po to, by przyciągnąć kapitał i zapobiec ruinie finansowej tych ośrodków. Nie zmienia to oczywiście politycznej oceny prezydenckiej wendety wobec znienawidzonego biznesmena, ale wskazuje jedną z systemowych luk umożliwiających malwersacje finansowe oligarchom powiązanym z władzą.
I jeszcze jeden wątek przewijający się przez książkę, niezwykle istotny dla zrozumienia imperialnych resentymentów Rosjan, w przypadku ZATO odwołujących się do dziedzictwa radzieckiego. To zamknięte ośrodki zapisały się złotymi zgłoskami w historii wyścigu kosmicznego ZSRR z Zachodem. To one wzięły na siebie badawczo-wdrożeniowy ciężar rywalizacji w opracowywaniu technologii zbrojeniowych. Nic więc dziwnego, że nostalgia za epoką radziecką jest w nich tak silna. Przybiera ona niekiedy postać karykaturalną i upiorną, jak w przypadku Sarowa, gdzie do dziś istnieje ulica Pawlika Morozowa.
W propagandzie stalinowskiej uosabiał on ideał człowieka radzieckiego, stawiającego dobro państwa ponad więziami rodzinnymi (w okresie kolektywizacji rolnictwa miał zadenuncjować przed władzami własnego ojca – „kułaka”, co oznaczało dla tego ostatniego śmierć). Fakt, że postać ta przetrwała w panteonie bohaterów ZATO, pozwala domniemywać istnienie swoistej świadomości historycznej wśród mieszkańców zamkniętych ośrodków, wciąż definiujących się przez walkę z zewnętrznym wrogiem.
Autorka zamyka książkę stwierdzeniem, że ZATO uśmierciły więcej własnych obywateli niż domniemanych wrogów z Zachodu. To pomyłka: zarówno technologia wojskowa rozwijana w tych ośrodkach, jak i zimnowojenna mentalność ich mieszkańców przyczyniają się wszak do wykrwawiania społeczeństwa ukraińskiego – społeczeństwa, które płaci straszną cenę za opowiedzenie się po stronie wartości zachodnich.
Alice Lugen, „ZATO. Miasta zamknięte w Związku Radzieckim i Rosji”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025, 309 s.
Mikołaj Banaszkiewicz
Copyright © Herito 2020


