Historia a polityka historyczna

Narody - historia i pamięć

Historia a polityka historyczna

Publikacja: 1 września 2021

NR 8 2012

TAGI DO ARTYKUŁU

DO LISTY ARTYKUŁÓW

Dzieje mitologizacji postaci i spraw Aleksandra Jarosławicza (i bynajmniej nie tylko jego) odzwierciedlają zarówno historię, jak i samą istotę sytemu władzy rosyjskiej. Gwałtowna, oderwana w swej samoistności od własnego, narodu tworzyła dlań fałszywych idoli, aby składając im hołdy, tym sam czcił ją samą, ślepo podporządkował się jej autorytetom, posłusznie wyznając wiarę w jej zasady jako wartości najwyższe.

„Przeszłość Rosji jest piękna – pouczał w czasach Mikołaja I najbliższy dygnitarz Jego Cesarskiej Mości, szef żandarmów hrabia Aleksander von Benckendorff – jej teraźniejszość wspaniała, a przyszłość przekracza ludzką wyobraźnię. Pod takim kątem powinna być opisywana przez Rosjanina historia Rosji”.

Takie wytyczne polityki historycznej władzy rosyjskiej są absolutnie jasne i nie wymagają komentarza. (Jak to jeszcze trzysta lat temu stwierdził w Nowych Atenach ksiądz Benedykt Chmielowski: „Koń jaki jest, każdy widzi”). Pozostaje tylko podziwiać tych historyków rosyjskich (jak na przykład Wasilij O. Kluczewski), którzy zajmowali się historią, opierając się na źródłach, nie zaś na wytycznych ideologii oficjalnej. Natomiast od zaprzestania dalszych rozmyślań powstrzymuje mnie wypowiedź polskiego męża stanu: „Nie każda prawda jest wychowawcza. Czasami trzeba ugryźć się w język”[1]. Ale co wyniknie z tego, kiedy etyka zawodowa albo po prostu zwykła przekora nie pozwalają ugryźć się w język, niech rodacy Lecha Wałęsy (bo to jego wypowiedź) osądzą sami.

Z oczywistych powodów ograniczam się do materiałów rosyjskiej historii i polityki historycznej, które jednak mogą ilustrować nie tylko rosyjski stan rzeczy.

Ostatnimi czasy w świecie naukowym i poza nim dużo się mówi o polityce historycznej. Spojrzenie na tę kwestię przez pryzmat dziejów ujmowania historii uwidacznia oczywisty fakt, że ta nowa nazwa w gruncie rzeczy służy do określenia znanej od dawna praktyki wykorzystywania historii do kształtowania określonych postaw i poglądów. Intencja ta jest całkiem zrozumiała z pragmatycznego punktu widzenia, natomiast z logicznego sam sposób jej realizowania budzi wątpliwość, gdyż w praktyce to się odbywa nie według lekcji historii jako takiej, lecz wizji światopoglądowych lub doktryn politycznych, które zostały uznane za słuszne i potrzebne w konkretnych państwach i w konkretnym czasie. Dlatego w różnych kulturach narodowych ta sama historia Rodzinnej Europy (że posłużę się formułą Czesława Miłosza) uzyskuje różne naświetlenia, z których równocześnie wyprowadza się odmienne wnioski dla kolejnych teraźniejszości narodowych. Dlatego również w obrębie każdej kultury narodowej kolejna reinterpretacja własnej historii służy wysnuwaniu aktualnie potrzebnych wniosków, które kształtują nowe wzorce dla każdej następnej współczesności. Ilustruje to kazus Aleksandra Newskiego.

Rządy księcia według historii a dzieje kultu świętego i wzorca bohatera narodowego według „polityki historycznej” Cerkwi i państwa

Reprodukowany do dzisiaj oficjalny obraz rosyjskiej historii i państwowotwórczy panteon jej wzorcowych postaci sięga początków samodzierżawia moskiewskiego. Był on konsekwentnie kontynuowany, pogłębiany i aktualizowany w czasach Imperium Petersburskiego, totalitaryzmu radzieckiego oraz obecnej Federacji Rosyjskiej. Wymownym przykładem takiego ciągu wynajdywania i umacniania wirtualnej tradycji jest wykreowanie księcia nowogrodzkiego, a od 1252 roku wielkiego księcia moskiewskiego Aleksandra Jarosławicza (1220–1263) na świętego przez Cerkiew i na standardowego bohatera narodowego przez państwo.

To był ten sam książę, który po zawarciu separatystycznego pokoju z Batu-chanem już nie brał udziału w walce Rusi z najeźdźcą; uzyskując poparcie Ordy, walczył z wrogim jej Zachodem. Został nie tylko wiernym i oddanym sojusznikiem Mongołów, lecz również przeobraził się w chańskiego krewniaka. W czasie gdy Ruś wykrwawiała się, tracąc suwerenność, Aleksandr wraz z chańskim synem Sartakiem nacięli sobie dłonie i rytualnie zmieszali krew, stając się pobratymcami.

W oficjalnej historii Aleksander Jarosławicz niezmiennie występuje jako Aleksander Newski, bo rzekomo już współcześni nadali mu ten przydomek po rzekomo słynnym zwycięstwie nad Szwedami w „wielkiej bitwie” (1240) nad rzeką Newą. Tymczasem Pierwszy latopis nowogrodzki wspomina o tym zajściu jako o nieznacznej potyczce przygranicznej, w której poległo dwudziestu wojów nowogrodzkich, sam oddział szwedzki zaś po wycofaniu się na przeciwległy brzeg został ostatecznie rozbity przez miejscowe ugrofińskie plemiona sojuszników nowogrodzkich. W kronikach skandynawskich o tej „wiekopomnej bitwie” w ogóle brak jakichkolwiek wzmianek, natomiast Zarys historii ZSRR czasów stalinowskich patetycznie zaświadcza: „Zwycięstwo ruskiego narodu pod przywództwem naszego wielkiego przodka Aleksandra Newskiego już w XIII wieku zapobiegło utracie przez Ruś wybrzeża Zatoki Fińskiej i pełnej blokadzie ekonomicznej”[2]. „Młodsza drużyna” (czyli podrzędna część przybocznego oddziału nowogrodzkiego księcia) została tu utożsamiona z „ruskim narodem”, lokalny dowódca – z przywódcą całego ruskiego wojska, które jako takie naówczas w ogóle nie istniało, ziemie plemion ugrofińskich – z ziemiami całej Rusi, potyczka przygraniczna – z bitewnym zwycięstwem. Co do zapobieżenia „utraty” wybrzeża, to ono jakoś nie kojarzy się z całą dalszą dobrze znaną ekspansją Szwedów w tej części Bałtyku i zakładaniem fortec oraz grodów warownych. (Właśnie na miejscu jednego z nich i wbrew rozpowszechnionej wersji – bynajmniej nie na pustkowiu – Piotr I założył stolicę swojego imperium). Przydomek „Newski” został przydzielony Aleksandrowi Jarosławiczowi co najmniej dwa i pół wieku później – pod koniec XV stulecia, kiedy wraz z wybiciem się na niepodległość zaczęło się wytwarzanie założycielskich i państwowotwórczych mitów Moskowii.

Również w czasach późniejszych i w podobny sposób – na fali mitologicznych zapotrzebowań i w nurcie ideologii mitotwórczej – wyolbrzymiono zwycięskie starcie młodego księcia nowogrodzkiego z Krzyżakami zimą 1242 roku na lodach jeziora Pejpus (Czudskoje oziero). O tej „decydującej bitwie”, „zjednoczonych siłach” Rusi, zwycięstwie ratującym narody „od niemieckiej niewoli”[3], zagrożeniu „katolizacją Rusi, ostatecznym jej rozpadem, utratą narodowej samoistności”[4] ani słowa w Latopisie Ipatijewskim, dopiero pojawiają się wzmianka w Latopisie ławrientijewskim i tylko dwa zdania w Pierwszym latopisie pskowskim. Nieco obszerniej o wyprawie swego księcia wspomina tylko Pierwszy latopis nowogrodzki. Nie dziwi to, jeżeli uwzględnić, jakim zagrożeniem dla całej Rusi były zakony inflacki i teutoński, które razem liczyły około stu rycerzy. Natomiast owe „zjednoczone siły Rusi” to tylko oddziały pskowskie i nowogrodzkie, które – jak podaje tenże Latopis nowogrodzki – rabowały osady plemion bałtyckich (przodków Łotyszy i Estończyków). To na ich ziemi ojczystej (która była kością niezgody pomiędzy Rusią pskowsko-nowogrodzką a jej krzyżackimi i szwedzkimi sąsiadami), nie zaś na ziemi ruskiej odbywało się starcie, w którym Bałtowie wraz z Niemcami walczyli przeciwko ruskim przybyszom. (Przy tym nie wspomina się, że u boku Aleksandra walczyła konnica Batu-chana, z którym uprzednio był zawarty układ separatystyczny, gdy tymczasem inni ruscy książęta jednoczyli się przeciwko najeźdźcy mongolskiemu). Niemiecka kronika rymowana z końca XIII wieku podaje, że w tym starciu na lodzie (stąd ruskie określenie ledowoje poboiszcze) padło dwudziestu rycerzy, a sześciu trafiło do niewoli. Natomiast według Pierwszego latopisu nowogrodzkiego „Czudi [Bałtów – A.L.] padła ilość niezliczona, a Niemców 400, a 50 wzięto do niewoli i przyprowadzono do Nowogrodu”[5]. (Przypuszcza się, że latopisarz podaje ogólną liczbę wojów, autor kroniki zaś uwzględnia tylko rycerzy). A więc to, co w oficjalnej wersji historii kwalifikuje się jako wspólna walka narodu ruskiego przeciwko zagrożeniu ze strony Zachodu, w rzeczywistości stanowiło walkę Nowogrodu i Pskowa z Krzyżakami i Szwedami o strefy wpływów na wybrzeżu bałtyckim. Przy tym Psków nieraz występował również jako rywal Nowogrodu oraz sojusznik rycerzy zakonnych.

Późniejszy – tworzony wraz z formowaniem się Państwa Moskiewskiego – mit pierwszych wiekopomnych zwycięstw nad „wrogim Zachodem” stał się jednym ze stereotypowych składników państwowotwórczej „polityki historycznej”, po dziś dzień żywotnej i aktualizowanej. Ówczesne wojny Moskwy z Rzeczpospolitą, Inflantami i Szwecją oraz powiązana z tym bezpośrednia konfrontacja rosyjskiego prawosławia z „łacinnikami” wymagały – zgodnych z duchem czasu, właściwych mu wyobrażeń i sposobów myślenia – podwójnego podparcia dopiero wytwarzanej idei państwowo-narodowej: historycznego i konfesyjnego. Dlatego po Aleksandrze Jarosławiczu za czasów Iwana III powstaje jego „drugie wcielenie” – „Aleksander Newski”, za Iwana IV Groźnego zaś „trzecie wcielenie” – „święty Aleksander”. Wyniesienia na ołtarze dokonano w 1547 roku i było ono bezpośrednio związane ze sporządzeniem w kręgu metropolity Makarija Księgi pokoleniowej (Stiepnaja kniga). Była to historia ziem ruskich przedstawiona według pokoleń (stiepieni) dynastów rodu Ruryka – pocztu poprzedników pierwszego koronowanego cara Rosji. O prawdę historyczną przy tym nie dbano, gdyż pracy tej przyświecał zupełnie inny cel główny: niezaprzeczalne udokumentowanie świętości największych poprzedników Najjaśniejszego Pana Wszechrosji.

Co mogło stanowić uzasadnienie świętości Aleksandra Jarosławicza – protoplasty dynastów moskiewskich?

Krwawe czyny w obronie systemu mongolskiego wobec chrześcijan, którzy przeciwko temu systemowi masowo powstawali? Okrucieństwa wobec chrześcijan nieposłusznych jego rozkazom? Zaświadczona przez latopisarzy opinia, że „nie po bożemu” rządzi ten książę na Rusi chrześcijańskiej?

Jako jedyne logiczne uzasadnienie pozostaje fakt starć z ówczesnymi przeciwnikami Iwana Groźnego oraz – co z tym się wiąże – nieprzejednany antyokcydentalizm Aleksandra zarówno w sferze polityki (realizowanej w przeszłości według wytycznych Ordy), jak i w stosunku do papieskiego Rzymu. Rzecz znamienna: w tym samym czasie zwolennicy walki z Ordą, stawiając sobie za główny cel odzyskanie suwerenności (co było równoznaczne uwolnieniu się spod władzy cywilizacyjnie obcej dla chrześcijaństwa), nawiązywali kontakty z Cesarstwem i kurią papieską oraz prowadzili bezpośrednie pertraktacje z zachodnimi sąsiadami. Natomiast Aleksander Jarosławicz (którego postawę polityczną oficjalna historiografia ocenia jako jedynie słuszną w ówczesnych warunkach), uznając bezwarunkowo zwierzchnictwo swojego cara (jak wówczas na Rusi nazywano wielkiego chana), posłusznie realizował jego wolę. Serwilizm wielkiego księcia uzyskał wymiary absolutnej służalczości zarówno osobistej (poniżające godność chrześcijanina poddanie się chańskim – pogańskim – ceremoniałom i obyczajom dworskim), jak i politycznej (bezwzględne i okrutne tłumienie licznych powstań ruskich, zaświadczone przez latopisarzy bestialstwo wobec niepokornych, twarde utrzymywanie Rusi w karbach systemu narzuconego przez Ordę).

Nastroje niepodległościowe i powiązane z nimi pokładanie nadziei na wsparcie Zachodu cechowały nie tylko część elit, ale również patrycjat miejski. Szczególnie wpływowe i silne prozachodnie ugrupowania działały w republikach Nowogrodu i Pskowa. W takiej to sytuacji przybyło do wielkiego księcia poselstwo papieża Innocentego IV. Propozycje nawiązania kontaktów i zawarcia układu przeciwko Ordzie spotkały się z ostrą ripostą chrześcijańskiego wykonawcy woli chańskiej.

Wbrew narastającym na Rusi chrześcijańskiej nastrojom antymongolskim Aleksander konsekwentnie przestrzegał poddańczej, narzuconej przez Ordę – antyokcydentalnej – opcji orientalnej. Pokutujące do dzisiaj w historiografii oficjalnej traktowanie tego księcia jako obrońcy Rusi przed niemieckim i papieskim zagrożeniem nie opiera się na źródłach; jest odzwierciedleniem kolejnych aktualnych potrzeb ideologii i wymagań propagandy.

Zakony rycerskie nie miały (a ze względu na swoje możliwości, choćby nawet i chciały – nie mogły mieć) żadnych planów zagarnięcia Rusi, żadnej wizji „Drang nach Osten” i „katolizacji Rusi” (jak to się utrzymuje w niedawno wydanej przez Instytut Historii Rosyjskiej Akademii Nauk Historii Rosji[6]). Chodziło wyłącznie o ziemie ludów bałtyckich i pskowsko-nowogrodzkie sąsiedztwo. A więc był to konflikt zakonów rycerskich nie z całą Rusią księstw dzielnicowych, lecz z republikami Pskowa i Nowogrodu. Dlatego Aleksander Jarosławicz – naówczas książę nowogrodzki – nie bronił bynajmniej „całej Rusi” (która akurat wtedy przeżywała nie rzekome „zagrożenie niemieckie”, lecz realny najazd mongolski), ale granic zachodnich Nowogrodu i Pskowa oraz ich strefy wpływów na wschodnim wybrzeżu Bałtyku. I nie zaistniało tu za sprawą młodego księcia nic zasadniczo nowego: on tylko kontynuował politykę, która już była przed nim i będzie dalej istniała po nim.

Kolejny aspekt nadal żywotnego mitu „wrogiego Zachodu” to Cesarstwo i papiestwo.

Otóż zarówno jedno, jak i drugie były zainteresowane wspólną z Rusią walką przeciwko zagrożeniu ze strony obcej dla całej Europy cywilizacji – wojowniczej i zaborczej. Tak było za czasów mongolskich, tak będzie za czasów potęgi tureckiej. O tym mówią zachowane dokumenty minionych czasów. Natomiast – oprócz domniemanych przypuszczeń i wysuwanych na ich podstawie nie znoszących sprzeciwu sądów arbitralnych – nie ma żadnych świadectw źródłowych o rzekomych pokusach czy wręcz złowieszczych planach ówczesnego Rzymu względem ruskiej Cerkwi prawosławnej, tak samo jak nie ma żadnych świadectw o działaniach Aleksandra na rzecz prawosławia.

Historyczny paradoks uznania za świętego i szerzenie kultu wodza, który zalał krwią Ruś chrześcijańską, co to nie chciała być Rusią mongolską, trwał nadal po czasach również krwawego Iwana Groźnego. Aktualizowany zgodnie z kolejnymi potrzebami ideologii, był on wykorzystywany przez system, który upaństwowił Cerkiew. Zapatrzony w Zachód Piotr I rozkazał (1724) przenieść prochy Aleksandra do nowej stolicy Imperium. Czczenie zaprzysięgłego antyokcydentalisty przez zdeklarowanego (i zawziętego) okcydentalistę tłumaczy potrzeba umotywowania (a poprzez to utrwalenia w umysłach) „historycznego prawa” posiadania ziem nadbałtyckich świeżo zdobytych na Szwecji. Dlatego dzień zawarcia pokoju ze zwyciężonym sąsiadem (30 VIII 1721) pierwszy imperator Rosji ogłasza dniem czczenia Aleksandra Newskiego. Stąd bierze początek jego kult już jako orędownika ruskiej ziemi, rozpowszechniany i utrwalany w świadomości powszechnej przez „politykę historyczną” państwa i upaństwowionej Cerkwi. Tak powstaje czwarte wcielenie Aleksandra Jarosławicza. W tym to nurcie kolejnej rozbudowy mitu powstaje w Petersburgu Ławra Aleksandra Newskiego – jeden z czterech największych klasztorów w Imperium. Tuż po śmierci Piotra I (1725) wdowa po nim, cesarzowa Katarzyna I (z domu Marta Skowrońska), ustanawia order świętego Aleksandra Newskiego jako najwyższe odznaczenie za zasługi wojenne. Córka Piotra, cesarzowa Elżbieta, w 1753 roku podjęła decyzję o zrobieniu srebrnego relikwiarza, w którym złożono doczesne szczątki księcia, i o wprowadzeniu w obrządek cerkiewny corocznej procesji z Katedry Kazańskiej do Ławry św. Aleksandra Newskiego. Na początku XX wieku imię świętego księcia otrzymały ulica i zaułek pierwszej stolicy Rosji.

Po przewrocie bolszewickim (1917) panteon standardowych postaci z czasów caratu, zamieniony na poczet bohaterów rewolucyjnych, zaczyna (od lat trzydziestych) powracać do łask reżimu totalitarnego w związku z ideologicznymi potrzebami realizacji stalinowskiej koncepcji wielkomocarstwowej. Na fali zamiany internacjonalistycznych haseł rewolucji światowej na patriotyczne hasła narodowo-imperialnego socjalizmu „klasowo obcy” książę znów zostaje postawiony na piedestale jako mąż opatrznościowy, bohaterski obrońca kraju i pogromca „niemieckich psich rycerzy” (psy rycari)[7]. W 1938 roku Siergiej Eisenstein nakręcił głośny w świecie film Aleksander Newski. Jego scenariusz (o pierwotnym tytule Ruś) zgodnie z wymogami odnowionej przez Stalina ideologii lat trzydziestych przedstawiał tradycyjną wersję historii oficjalnej, a w jej świetle tradycyjny wizerunek głównego bohatera i tradycyjną wersję jego zasług. Wybitny historyk Michaił N. Tichomirow określił fabułę filmową jako „szyderstwo z historii”[8]. Wstrzymany w związku z nagłym zbliżeniem towarzysza Stalina i parteigenosse Hitlera, film wszedł na ekrany w 1941 roku po napaści Niemiec nazistowskich na ZSRR i został odznaczony Nagrodą Stalinowską. W 1942 roku ustanowiono Order Aleksandra Newskiego jako jedno z najwyższych odznaczeń wojskowych. Następnie z ofiar zebranych przez Rosyjską Cerkiew Prawosławną wyprodukowano samoloty eskadry lotniczej imienia księcia. W czasach powojennych odsłonięto kilka jego pomników, a ulicom różnych miast nadano jego imię.

Oficjalny kult Aleksandra Newskiego egzystuje po dziś dzień. Utrwalany w świadomości zbiorowej przez podręczniki, kontynuowany przez stereotypy historiografii oficjalnej, rozpowszechniany przez ideologię państwowotwórczą nadal kształtuje pamięć społeczną i ukierunkowuje świadomość narodową. Natomiast jako przykład przejawu pozaoficjalnej, niezależnej i swobodnej myśli historycznej, narodowej i obywatelskiej można przytoczyć następujący sąd: „Hańbą rosyjskiej świadomości historycznej, rosyjskiej historycznej pamięci jest to, że Aleksandr Newski stał się niepodważalnym pojęciem dumy narodowej, stał się fetyszem, stał się sztandarem nie sekty, nie partii, lecz tego samego narodu, którego los historyczny tak okrutnie zniekształcił […] Aleksandr Newski bez cienia wątpliwości był zdrajcą narodowym”[9].

Logikę tego ostrego i jednoznacznego w swej ocenie sądu można zrozumieć, jeżeli uprzytomnimy sobie, że właśnie w owym okresie (tuż po najeździe mongolskim) wytypowany przez Ordę ruski namiestnik, dławiąc polityczną opozycję i liczne żywioły powstańcze, dokonał zdecydowanego wyboru między Wschodem i Zachodem na rzecz tego pierwszego, czyli historycznie, politycznie, konfesyjnie, kulturowo i obyczajowo obcej cywilizacji. Tym samym została definitywnie przerwana, świadomie i okrutnie zniszczona tradycja Rusi Kijowsko-Nowogrodzkiej – jej dzieje, kultura (w tym kultura polityczna), sama świadomość bytu suwerennego oraz istota odczuwania własnej tożsamości. W rezultacie radykalnej zmianie uległ sam wektor rozwojowy całej Europy Wschodniej. Nieuchronnie prowadziło to ku kształtowaniu się zmongolizowanej despotii moskiewskiej, która uzyskała swój kształt doskonały za rządów Iwana Groźnego. Tak Ruś – według aforystycznego ujęcia współczesnego myśliciela Gieorgija Gaczewa – stała się ofiarą Rosji.

Mongolskie oblicze władzy moskiewskiej

Dzieje mitologizacji postaci i spraw Aleksandra Jarosławicza (i bynajmniej nie tylko jego) odzwierciedlają zarówno historię, jak i samą istotę sytemu władzy rosyjskiej[10]. Gwałtowna, oderwana w swej samoistności od własnego, narodu tworzyła dlań fałszywych idoli, aby składając im hołdy tym sam czcił ją samą, ślepo podporządkował się jej autorytetom, posłusznie wyznając wiarę w jej zasady jako wartości najwyższe. Wskutek takiego zabiegu przemoc władzy miała być uzmysławiana jako troska patriarchy o własne dzieci[11], jej gwałty – jako surowe, ale sprawiedliwe karcenie ojcowskie, jej okrucieństwa – jako konieczny warunek istnienia i prawidłowego funkcjonowania rodziny[12], a więc i patrymonialnego państwa[13]. Tak państwowość moskiewska od zarania swych dziejów motywowała i legitymizowała właściwy swojej zmongolizowanej istocie samodzierżawnej sposób sprawowania władzy, maskując prawdziwą tożsamość, poprzez wykreowanie w świadomości poddanych (również za pomocą coraz bardziej zniewalanej Cerkwi) swój wirtualny obraz[14].

Okrucieństwo Ordy przekładało się na okrucieństwa jej wasali moskiewskich i ich bezwzględność wobec niepokornej ludności chrześcijańskiej Rusi. Dla niej Orda była wroga i obca, natomiast dla nich – sojusznicza i swoja[15].

Do naszych dni przetrwała Opowieść o niewidocznym mieście Kitieżu: na wieść o zbliżaniu się Mongołów mieszkańcy wznieśli modły do nieba, prosząc o ratunek od gwałtów i poniżenia. Pan Bóg ich wysłuchał: na oczach zdumionych najeźdźców przy dźwiękach dzwonów i śpiewów cerkiewnych miasto ukryły wody jeziora. Według legendy nad tym do dziś istniejącym jeziorem czasami słychać modlitewne śpiewy i bicie dzwonów donoszące się z głębin.

Otóż istniał przekaz, że w pierwotnej wersji nadeszła nie Orda, lecz wojsko moskiewskie. Później państwo ocenzurowało ten wątek.

Legenda ta jest obecna do dzisiaj w świadomości rosyjskiej i kulturze ludowej. Znany reżyser niemiecki Werner Herzog w swym dokumencie Dzwony z głębi. Wiara i przesądy w Rosji (1993) sfilmował pełzających po lodzie ludzi, wierzących, że przez tafle zobaczą ukryte w głębinie miasto.

Paradoks bogoojczyźnianej mitologii: zwycięzca Ordy w cieniu pacyfikatora Rusi

Postrach ruskich chrześcijan, Aleksander Jarosławicz, osamotniony we własnej rodzinie (w opozycji znaleźli się jego bracia: Andriej, który znalazł schronienie w Szwecji, i Jarosław, oraz syn Wasyl), stanowił pierwsze doskonałe wcielenie absolutnej ugody z najeźdźcą. Ten wybitny sprawca mongolizacji kultury politycznej Rusi, rygorystyczny wykonawca nakazów chana, których realizacja skutkowała wyobcowaniem ruskiej władzy z ruskiej ludności, za sprawą państwowej i cerkiewnej ideologii Moskwy usunął w cień pierwszego zwycięzcę Ordy wielkiego księcia Dymitra (1359–1389). Ten prawdziwy bohater walki o godność Rusi, dowódca, który zszedł z konia i walczył jak zwykły woj, własnym przykładem zagrzewając do walki i dodając wiary w zwycięstwo nad dotychczas niezwyciężonym wrogiem, uzyskał przydomek „Doński” po wielkiej bitwie na polu Kulikowym nad Donem (1380).

Dymitr Doński został kanonizowany dopiero w 1988 roku. Dlaczego Cerkiew, tak szybko obdarzając swymi względami krwawego pacyfikatora Rusi chrześcijańskiej, tak długo ociągała się z uznaniem zasług walecznego księcia, który uzyskał błogosławieństwo samego Sergiusza z Radoneża (chyba największej postaci w staroruskim poczcie świętych) i powszechne uznanie współczesnych oraz potomnych? Najprawdopodobniej przyczyną był ostry zatarg wielkiego księcia z ruską hierarchią cerkiewną, wywołany jego decyzją osadzenia na stolcu metropolitalnym Michaiła – Mitiaja – swojego spowiednika, a zarazem wysokiego dygnitarza (stróż pieczęci wielkoksiążęcej, stanowisko odpowiadające godności kanclerskiej na Zachodzie). W stosunkach z Cerkwią ten władca wyprzedzał więc swój czas historyczny: dopiero po ukształtowaniu się i umocnieniu państwowości już rosyjskiej – czyli po upływie prawie półtora stulecia – Cerkiew rosyjska zaczęła ulegać państwu rosyjskiemu, którego uosobieniem był car samodzierżca.

Konkluzja

Wykorzystywanie historii przez czynniki wobec niej zewnętrzne oznacza pozbawienie jej istoty jako nauki, ponieważ tworzy z niej surogat, przemienia w rodzaj umiejętności stosowanej, czyli rzemiosła, a nie dyscypliny poznawczej. Każda nauka dąży do poznania obiektywnego, natomiast historia (jak zresztą każda nauka humanistyczna w ogóle), podporządkowana jakiejkolwiek presji czy w jakikolwiek sposób związana z czynnikiem wobec niej zewnętrznym, wytwarza nie wiedzę obiektywną, lecz świadomość wobec niej fałszywą, gdyż uzależnioną od czynników sensu stricte pozanaukowych i im służącą. Dobitną ilustracją tego są podręczniki historii powstałe w różnych okresach albo nawet w tym samym czasie, tyle że reprezentujące różne opcje światopoglądowe i partyjno-polityczne.

Taka historia zreinterpretowana czy wręcz zmanipulowana przestaje być nauką, gdyż nauka jest tożsama samej sobie. Taka jej tożsamość jest stała i niezmienna wobec zmienności czasów państwowo-społecznych czy partyjno-politycznych. Natomiast każda historia zmanipulizowana, służąc wyznaczonym jej przez czynniki zewnętrzne celom, zmienia swoją tożsamość tylekroć, ilekroć zmienia się powołująca ją do życia opcja światopoglądowa i polityczna. Stąd pytanie: czy taka historia na dłuższą metę służy nadanym jej celom, nawet jeżeli są one formułowane jako etycznie szlachetne i narodowo słuszne?

Podporządkowanie historii celom (których treść zmienia się wraz ze zmianami na górze) prowadzi ku uszlachetnieniu i uwzniośleniu jednych („właściwych” – z punktu widzenia dysponentów władzy duchowej czy politycznej) i zaciemnianiu, deprecjonowaniu czy wręcz potępianiu innych („niewłaściwych”). Ale te „właściwe” i „niewłaściwe” mogą nawzajem się wymieniać w zależności od zmian ideologii panującej. Taka ciągle zniekształcana wizja własnej przeszłości nie może kształtować społeczeństwa obywatelskiego i osobowości spełnionej. Obywatelskości nie można wymagać, sankcjonując to prawnie lub utrzymując restrykcyjnie. Może natomiast do niej wychowywać właśnie historia uzmysławiana pozaideologicznie, czyli właśnie poprzez jej własne lekcje – nie zaś poprzez lekcje ideologicznie zreinterpretowanej i politycznie wyprostowanej wizji dziejów kraju i narodu. Stąd pytanie zupełnie retoryczne: A może sama historia jako nauka ma kształtować wizje światopoglądowe, programy rządowe, doktryny partyjno-politycznej w XXI wieku po bolesnych doświadczeniach dawnej i całkiem niedawnej przeszłości?

„Historia nie jest nauczycielką, lecz nadzorczynią życia – stwierdził jeszcze wiek temu nasz wybitny historyk Wasilij O. Kluczewski – ona niczego nie uczy, lecz tylko karze za nieznajomość lekcji”[16], która stanowi „środek samonaprawy”[17].

Od pradawnych czasów tkwi w pamięci zbiorowej owe historia est magistra vitae. Ale ciągła praktyka naginania historii do własnych potrzeb tej czy innej racji stanu, systemu rządów, propagandy partyjnej nadal prowadzi ku temu, że władza, która panuje nad ludźmi, i ludzie, którzy ślepo i posłusznie przejmują jej wskazówki, nadal następują na te same grabie. Staje się tak, ponieważ wytwarzana na podstawie historii zmanipulowanej fałszywa świadomość jest pozbawiona krytycznego myślenia, które kształtuje historia naukowa. Sęk w tym, że realna historia zreinterpretowana według kolejnych potrzeb bieżących traci nie tylko swój wymiar realny, ale i właściwą mu wielką (i dlatego pouczającą) perspektywę, którą zamienia perspektywa kurza. Z samej swojej istoty i swoich ograniczeń poznawczych wytwarza ona myślenie ahistoryczne, które prowadzi ku wizji ograniczonej przez narosłe w dawnej i niedawnej przeszłości stereotypy i uprzedzenia. A to już nie tylko definitywnie odcina od nowoczesności XXI wieku, ale z powrotem prowadzi w ślepy zaułek dawnych zaszłości, błędów i zapaści.

W taki starodawny sposób współczesna „polityka historyczna” wyklucza wysnuwanie lekcji z historii, która według mądrości antycznych protoplastów dzisiejszego europeizmu ma być magistra vitae.

***

[1] Kupię jej ten kwiatek, Lech Wałęsa w rozmowie z Janiną Paradowską, „Polityka” 2012, nr 14, s. 15.

[2] Oczerki istorii SSSR. Pieriod fieodalizma IX–XV ww. W 2-ch czastiach, Moskwa 1953, cz. 1, s. 854.

[3] Ibidem, s. 848, 851, 852.

[4] Istorija Rossii. S driewniejszych wriemien do końca XVII wieka, Moskwa 2000, s. 251.

[5] Nowgorodskaja pierwaja letopis´ starszego i mładszego izwodow, w: Połnoje sobranije russkich letopisiej, Moskwa 2000, t. 3, s. 78.

[6] Istorija Rossii. S driewniejszych wriemien do końca XVII wieka, Moskwa 2000, s. 251.

[7] Notabene jest to kolejny wymysł „polityki historycznej”, która w odpowiednich momentach używała straszaka niemieckiego. W żadnym źródle dawnej Rusi nie da się znaleźć tej zbitki językowej, która za sprawą bogoojczyźnianej ideologii i państwowotwórczej mitologii stała się obiegowa.

[8] Michaił N. Tichonow, Driewnaja Rus´, Moskwa 1975, s. 375.

[9] Michai M. Sokolski, Niewiernaja pamiat´. Gieroi i antigieroi Rossii. Istoriko-polemiczeskoje essie, Moskwa 1990, s. 193.

[10] Jednocześnie wyczerpująco charakteryzuje to obsługujący władzę nurt historiografii rosyjskiej określany jako „szkoła państwowa” (gosudarstwiennaja szkoła).

[11] Stąd ludowe określenie samowładcy „car ojczulek” (car´ batjuszka).

[12] Wszystkim niegodziwościom winni są obcy – ci spoza rodziny –„bojarowie”. Car ojczulek o tym nie wie, ale jak się dowie, to winnych ukarze i przywróci sprawiedliwość.

[13] Stąd owe ludowe określenie – „Ruś matula” (Matuszka Rus´). Od zarania swych dziejów do dzisiaj system rosyjski skutecznie: przez nauczanie, propagandę, naukę oficjalną, utożsamia w świadomości społecznej ziemię ojczystą i władzę państwową, ojczyznę i system polityczny, kraj i rząd, patriotyzm i uwielbianie głowy państwa.

[14] To historyczne doświadczenie w sferze manipulacji świadomością społeczną przyjęli i dzięki gigantycznemu aparatowi propagandowemu mistrzowsko rozwinęli bolszewicy, stosując to samo słownictwo patrymonialno-rodzinne: „dziadek Lenin”, „nasz ojciec, nauczyciel i przyjaciel Stalin”, KPZR – „nasza rodzinna partia”, ZSRR – „rodzina narodów” albo Kraj Rad – „Ojczyzna Matka”.

[15] Był to typowy przejaw ówczesnego myślenia politycznego ruskiej elity władzy, odbicie ówczesnych wyobrażeń o wspólnocie interesów lokalnych i ponadlokalnej racji stanu. Przykładem analogicznych zapatrywań na ówczesnym Zachodzie (przy różnicach cywilizacyjno-kulturowych) był stosunek lenników do seniora, dzielnic wasalnych do dzielnicy senioralnej. Przy tym istotna i zasadnicza różnica polegała na tym, że na Zachodzie były to prawno-polityczne układy przedstawicieli wspólnej cywilizacji, natomiast na Rusi mongolskiej było to bezwzględne podporządkowanie się podbitych przedstawicieli jednej cywilizacji żądaniom, interesom i woli swoich cywilizacyjnie obcych zdobywców, ze wszystkimi wynikającymi stąd konsekwencjami w zakresie polityki, sfery ekonomiczno-gospodarczej, kultury i samej tożsamości narodowej.

[16] Aleksandr Janow, Zagadka nikołajewskoj Rossii 1825–1855, Moskwa 2007, s. 11.

[17] Wasilij O. Kluczewski, Soczinienija, Moskwa 1958, t. 3, s. 296.

O autorach

Aleksandr Lipatow

Polonista, slawista, pracownik naukowy Instytutu Słowianoznawstwa Rosyjskiej Akademii Nauk, profesor Rosyjskiego Państwowego Uniwersytetu Humanistycznego. Autor wielu publikacji na temat historii literatury i kultury polskiej, cywilizacji europejskiej i Słowiańszczyzny, powiązań kultury rosyjskiej z kulturą i sztuką zachodnią, teorii i metodologii badań historyczno-kulturowych, sytuacji społeczno-politycznej i kulturowej Rosji poradzieckiej, między innymi Słowiańszczyzna – Polska – Rosja. Studia o literaturze i kulturze (Warszawa, 1999), Rosja i Polska. Konfrontacja i grawitacja (Toruń, 2003) oraz Rosja dzisiejsza. Między przeszłością a teraźniejszością (Toruń, 2007).

INNE ARTYKUŁY TEGO AUTORA

Copyright © Herito 2020