Okładka książki Kapo autorstwa Aleksandra Tišmy na jasnoszarym tle; centralnie abstrakcyjna twarz złożona z gęsto zapisanych cyfr i znaków w kolorach niebieskim i czarnym; u góry imię i nazwisko autora oraz tytuł, na dole informacja o tłumaczeniu Magdaleny Petryńskiej.

MAMY NA OKU

Recenzje

„Kapo”. Aleksandar Tišma

Powieść „Kapo” Aleksandra Tišmy, przełożoną niedawno na polski przez Magdalenę Petryńską, można – bez najmniejszej przesady – uznać za arcydzieło literatury o Zagładzie i postawić obok książek Leviego, Sebalda czy Kertésza. Tišma (1923-2004), serbski prozaik o żydowskich korzeniach, stworzył w swoim dziele postać chorwackiego Żyda Vilko Lamiana, by opowiedzieć, jak ów przeżył Auschwitz dzięki pragnieniu zachowania życia za wszelką cenę. Żeby jednak ocaleć, musiał się stać trybikiem w hitlerowskiej maszynerii zbrodni, czyli „więźniem funkcyjnym”, jak określa to uprzywilejowanie Primo Levi. Przy okazji z premedytacją wykorzystywał swoją pozycję, by posiąść kobiety skazane na eksterminację. One zaś, wygłodniałe i poniżone, oddawały mu swoje ciała – za kawałek chleba, za szklankę ciepłego mleka, za dodatkowe kilka godzin życia. Sceny opisujące ten proceder są niewyobrażalnie okrutne, a czytelnik zapomina, iż Lamian też jest ofiarą Holokaustu. Znalazł się on bowiem w „szarej strefie”, która jednocześnie dzieli i łączy, jak pisał Levi, „grupę panów” i „zbiorowisko sług”. Lamian przeżywa obóz, ale przeżywa go również jedna z jego ofiar, więźniarka Helena Lifka, ponieważ pomógł jej ocaleć, by móc korzystać z jej usług.

Helena to jego powojenny koszmar. Lamian z jednej strony boi się, że go zdemaskuje i zadenuncjuje, ale jednocześnie – by stawić czoła swojemu strachowi i wstydowi (?) – wyrusza na jej poszukiwanie. To podróż przez powojenną Jugosławię, a zarazem w głąb rozchwianej jaźni i własnego sumienia, co wyrażają powikłane monologi wewnętrzne. Sumienie jest jego nieodwołalnym trybunałem. Ostatnie fragmenty książki, w których bohater znajduje się w zagrzebskim domu nieżyjącej już Heleny (zmarła kilka miesięcy przed jego przybyciem), ujawniają z całą wyrazistością dramat jego życia. Ocalał, ale cena za to zdaje się gorsza niż śmierć. Czytelnik widzi cierpienie Lamiana, nawet mu w pewnych momentach współczuje, choć nie wie, czy to szczere katharsis.

Napięcie wewnętrzne doprowadza go do szaleństwa, więc przestaje odróżniać świat teraźniejszy od przeszłego, rzeczywistość od fantazji. Wszystkie trzy plany fabularne (przed wojną, w jej czasie i po jej zakończeniu) są dla niego rozproszoną teraźniejszością. I dla czytelnika – również. Tišma eksperymentuje z językiem, np. w technice nakładania planów czasowych czy łączenia rzeczywistości z fantazją. Na styku takiej brawurowej gry retrospekcji i introspekcji powstaje znakomity literacko, ale ponury i przerażający obraz Zagłady. W tej sugestywnej prozie zmieniają się obrazy, jakby wyrwane z chronologicznej opowieści kadry. Dzięki takiemu zabiegowi, nazwijmy go wyostrzaniem obiektywu, autor przybliża bohatera do czytelnika tak blisko, że ten ostatni ma wrażenie, iż rozumie stan tego pierwszego, może nawet czuje litość. On przecież też był ofiarą. Bo rzeczy w obozie wyglądają zupełnie inaczej niż w normalnym świecie. Ale dla Lamiana nie ma normalnego życia, bo obóz to jego „wieczne piętno”.

Czytając tę powieść, miałem nieodparte wrażenie, że Tišma musiał znać książkę Leviego „Pogrążeni i ocaleni”, w której jest esej „Szara strefa”, i że Levi zostawił mu ślady, po których on podążył. Ale „Kapo” wyszedł tylko rok później niż książka Leviego (1986), więc znajomości nie można wykluczyć, ale nie jest pewna. Może to po prostu równoległość myśli.

By zrozumieć mechanizm upadku swojego bohatera, autor wyobraża jego przeszłość i wyławia z niej te wątki, które mogą rzucić światło na jego motywacje. To z jednej strony płochliwa osobowość (a więc skłonna do kompromisów), z drugiej zaś wstyd przed pochodzeniem. Ten wątek zresztą pojawia się również w innej jego powieści „Księga Blama” (polski przekład – 1978). Wyparcie pochodzenia żydowskiego, tego „znamienia obcości”, jest podszyte lękiem przed wykluczeniem i dojmującym przeczuciem Zagłady. Lamian – podobnie jak Blam – pragnie być niewidzialny, pragnie zniknąć w tłumie, rozpłynąć się w masie. Zakłada więc coraz to nowe maski. Dzięki temu może ocaleć. Ale ostatecznie okazuje się, że ani chrzest, ani zbliżenie do chorwackich faszystów nie gwarantują zmiany kwalifikacji – jest i będzie Żydem.

Aleksandar Tišma eksploruje psychologię upadku Lamiana, poszukując źródeł pochodzenia zła. I mówi: to lęk jednostki przed masą. I nawet jeśli Lamian jest zmyślony, bo jest, to Kapo jest książką mówiącą prawdę o Zagładzie. Jest przetworzonym przez wyobraźnię pisarską świadectwem tego, czego autor nie przeżył, ale co odczuwał każdą cząstką swej egzystencji, gdy studiował w czasie wojny w Budapeszcie, i kiedy może bał się, że ktoś rozpozna w nim Żyda. Dramat Lamiana jest dziedzictwem i odpowiedzialnością, które zostawił nam w spadku Tišma.

Maciej Czerwiński

Copyright © Herito 2020