W 2011 roku MuseumsQuartier (MQ)[1] w Wiedniu – największa inwestycja kulturalna Austrii – obchodzi swoje dziesięciolecie. Stanowi newralgiczny punkt miasta – jest nie tylko turystyczną atrakcją, ale także miejscem spędzania wolnego czasu przez wiedeńczyków. Mimo uniwersalnej optyki można w programie poszczególnych instytucji dostrzec silne zakorzenienie w koncepcji Europy Środkowej. O projekcie Mitteleuropy u progu drugiej dekady XXI wieku widzianej z perspektywy MQ rozmawiam z doktorem Erhardem Buskiem. Tłem rozmowy jest Café Griensteidl przy Michaelerplatz, kontynuująca tradycje jednej z najstarszych wiedeńskich kawiarni.

Katarzyna Jagodzińska: W latach osiemdziesiątych XX wieku zaczęła się moda na Europę Środkową. W 1984 roku Milan Kundera opublikował swój manifest Europy Środkowej – Zachód porwany albo tragedia Europy Środkowej, o tej części naszego kontynentu pisali György Konrád, Václav Havel i wielu innych. Poza żelazną kurtyną tylko Wiedeń nieustannie wspierał tę ideę; wspomnę chociażby książkę Projekt Mitteleuropa, którą w 1986 roku opublikował pan z doktorem Emilem Brixem.

Erhard Busek: Wydaje mi się, że tak pojętą koncepcję Mitteleuropy trzeba łączyć z postacią młodego Claudia Magrisa. W swojej pracy doktorskiej zatytułowanej Il mito asburgico nella letteratura austriaca moderna (Mit habsburski we współczesnej literaturze austriackiej) bardzo mocno podkreślał wspólne doświadczenie narodów pod panowaniem monarchii habsburskiej na polu kultury. To on zaczął w pewnym sensie przezwyciężać żelazną kurtynę, podobnie jak wymienieni przez panią intelektualiści, co też znalazło się u podstaw tej koncepcji. Moim zdaniem mieliśmy wtedy sytuację swojego rodzaju „meta-Europy” –byliśmy co prawda podzieleni, ale mieliśmy z sobą wiele wspólnego. Do tej pory zostało to przepracowane przez pisarzy, filozofów czy artystów. W moim odczuciu to właśnie najlepsza droga do opisania Mitteleuropy, gdyż stanowi ona kulturową mieszankę, w dużej mierze skoncentrowaną wzdłuż brzegów Dunaju i tworzącą pewnego rodzaju kulturalny spektakl. Nie jest to zatem koncepcja polityczna. Tutaj, w Austrii, zawsze oskarżano mnie, że usiłuję wskrzesić monarchię habsburską. To czysty nonsens, niemniej wypływające z tego wspólne doświadczenie – czy określimy je mianem Habsburgów, czy jakkolwiek inaczej – odgrywało bardzo istotną rolę.

K.J.: W jakim stopniu koncepcja Mitteleuropy wynikała z pana przekonań jako intelektualisty, a w jakim z pozycji burmistrza Wiednia?

E.B.: Nie da się zrozumieć Wiednia, nie znając jego historii około roku 1900. To wtedy po raz ostatni Wiedeń zamieszkiwało – jakbyśmy to dziś określili – społeczeństwo wielokulturowe, które mogło się poszczycić niewiarygodnie wspaniałymi osiągnięciami na polu malarstwa, sztuk stosowanych, muzyki, literatury i tak dalej. Dzisiaj cały czas bazujemy na tej przeszłości, jest ona również tłem dla doświadczeń naszych sąsiadów, chociaż czasami paradoksalnie lepiej jest widoczna w sąsiednich państwach niż w Wiedniu.

K.J.: Wiedeń około 1900 roku został silnie zaznaczony w MuseumsQuartier – od niego rozpoczyna się narracja artystyczna w Muzeum Leopoldów i architektoniczna w Architekturzentrum.

E.B.: Bo na tym właśnie okresie zasadza się tożsamość Wiednia. Czasami może się to wydawać problematyczne, ale bywa też bardzo pomocne na przykład w kontekście imigrantów, gdyż uczy – a był to czas niezwykle kreatywny – w jaki sposób razem żyć.

K.J.: Zatrzymajmy się na chwilę przy projekcie dzielnicy muzeów, gdyż jest to inwestycja, która w dużej mierze łączy wątek miasta i Europy Środkowej, jak w soczewce skupia takie pojęcia jak kreatywność i współistnienie. Jest to jeden z największych kompleksów kultury na świecie, z jednej strony stanowiący swojego rodzaju „wyspę muzeów”, gdyż jest kompleksem zamkniętym w obrębie historycznych murów cesarskich stajni, z drugiej zaś wpisuje się on w szerszy kontekst znajdujących się w bezpośrednim sąsiedztwie wielkich instytucji kultury. Kiedy rodziła się MuseumsQuartier, był pan burmistrzem Wiednia, a następnie ministrem, któremu podlegały największe muzea. Proszę powiedzieć, jak doszło do tego, że projekt ten w ogóle został podjęty?

E.B.: Naszym głównym wyzwaniem był brak dobrego muzeum sztuki nowoczesnej – musieliśmy je po prostu zbudować – oraz brak przestrzeni do działań kulturalnych, różnego rodzaju prezentacji i wydarzeń. Wcześniej na tym terenie organizowane były wiedeńskie targi i wydawało się, że będzie to dobra lokalizacja dla kultury. Nieopodal znajduje się Hofburg – dziedziniec okala tylko jedno skrzydło, drugie nie powstało, gdyż upadła monarchia – a następnie plac Marii Teresy z Muzeum Historii Sztuki i Muzeum Historii Naturalnej. Z urbanistycznego punktu widzenia chodziło o to, aby ze sztuką nowoczesną i współczesną pójść dalej, właśnie do dawnych cesarskich stajni. W ten sposób powstała kulturalna oś stolicy.

K.J.: Mimo wszystko na początku lat osiemdziesiątych miasto planowało przekształcić ten teren w centrum handlowe i kompleks hotelowy. Jakie czynniki zadecydowały o tym, że zdecydowano się postawić na kulturę?

E.B.: Ja i jeszcze kilka innych osób mieliśmy silny argument. Z powodu trudności ekonomicznych i politycznych niepokojów Pierwsza Republika Austrii nie zdołała w okresie między dwiema wojnami światowymi wznieść żadnego reprezentacyjnego gmachu. Tak właściwie na polu kultury nic nie kojarzy się z Pierwszą Republiką. Podobnie po drugiej wojnie nie powstało nic o tak doniosłym znaczeniu. W Austrii lubimy powtarzać, że mieszkamy w Kulturlandzie – kraju kultury, gdzie jednak jest ona widoczna? To było poważne pytanie. Chociaż był to trudny czas, kiedy wszyscy nastawieni byli przede wszystkim na zarobek, udało nam się doprowadzić do realizacji kulturalnej dzielnicy.

W zakresie architektury projekt zmienił się w stosunku do pierwotnych założeń – w obrębie kompleksu miała powstać wieża, zlokalizowana nie pośrodku, ale z boku. Miała ona stanowić wizualny sygnał, że w tym miejscu mamy do czynienia z czymś innym. Musieliśmy stawić czoła silnej opozycji, podsycanej zwłaszcza przez populistyczne media. Przeciwna była ciesząca się dużą popularnością „Kronen Zeitung”. Dziś natomiast w gazecie pojawiają się artykuły podkreślające istotne znaczenie tej inwestycji.

K.J.: Dlaczego pana zdaniem wieża, tak zwana wieża mediów i czytelnictwa, okazała się tak problematyczna?

E.B.: Społeczność Wiednia jest bardzo konserwatywna, zbyt zapatrzona w przeszłość, dlatego tak trudno wytyczać nowe drogi. Mowa była na przykład o tym, aby historyczne stajnie przeznaczyć dla koni – ale dla jakich? Przecież żadnych koni nie mamy. Podobnie było z tak zwanym Domem Loosa znajdującym się dokładnie obok nas, który dzisiaj stanowi symbol modernizmu początku XX wieku. Cesarz Franciszek Józef, przy całej sympatii, jaką dla niego żywię, twierdził, że w oknach kawiarni, w której siedzimy, powinny zawisnąć zasłony, aby nie musiał patrzyć na ten budynek. Tak właśnie sprawa się ma ze społecznym nastrojem.

K.J.: Mogę się więc tylko domyślać, jaka była reakcja wiedeńczyków, kiedy zapadła decyzja o przeznaczeniu tego terenu na cele kulturalne. A wcześniej wydawało mi się, że taki projekt musi być witany entuzjastycznie.

E.B.: Entuzjazmu nigdy nie było. To był projekt mniejszości, ale udało się go skutecznie przeprowadzić. Pomogła w tym idea utworzenia Muzeum Leopoldów. To zastanawiające, że w naszych muzeach, niezależnie od tego, jak bogate mają zbiory, tak właściwie wszystko kończy się w czasach monarchii. Jest historycyzm, a po nim już nic. Tak więc jako minister działałem bardzo aktywnie, aby pozyskać kolekcję Rudolfa i Elżbiety Leopoldów z pracami Gustava Klimta, Egona Schielego i wielu innych mistrzów. Umożliwiła ona wypełnienie tej luki. Czasami mam wrażenie, że Schiele jest młodym współczesnym artystą, gdyby nie to, że od niemal stu lat nie żyje. Potwierdza to tylko, że tutaj akceptacja wszystkiego jest spóźniona. Od dziesięciu lat przeżywamy ogromny renesans Gustava Mahlera, a wcześniej przez długi czas był on w ogóle nieobecny w programach operowych.

K.J.: W przypadku MuseumsQuartier wiele początkowych pomysłów nie zostało zrealizowanych: wspomniana już wieża, system podziemnego transportu, który w całości miał uwolnić dziedziniec od ruchu samochodowego, wysokość dwóch nowych gmachów muzealnych musiała zostać zmniejszona. Zmienił się również wskazany na początku zestaw instytucji i wystaw. Jak w perspektywie planów jeszcze z lat osiemdziesiątych ocenia pan całą inwestycję?

E.B.: W kontekście MuseumsQuartier powstało wiele naprawdę dobrych pomysłów. A musi pani wiedzieć, że dobre pomysły charakteryzuje wysoka umieralność. Te, którym udaje się przetrwać, muszą być naprawdę mocne. Zawsze chciałem zorganizować muzeum złych pomysłów – takich, które w zetknięciu z rzeczywistością, nie zostały zrealizowane. Byłoby to zwierciadło każdej generacji – tego, co w danym czasie było możliwe, ale nie zostało wcielone w życie. Dwa muzea (Muzeum Leopoldów i MUMOK – Museum Moderner Kunst Stiftung Ludwig Wien [Muzeum Sztuki Nowoczesnej Fundacji Ludwiga w Wiedniu]) rzeczywiście nie są zbyt wysokie – to wynik działalności pewnego lobbysty, właściciela dużego przedsiębiorstwa Kika prowadzącego sprzedaż mebli w środkowej i wschodniej Europie, który mieszka w Wiedniu tuż za MuseumsQuartier. We współpracy z właścicielem „Kronen Zeitung” walczył o obniżenie wysokości budynków, aby te nie zasłoniły mu widoku z okna. Tak więc muzea musiały schodzić coraz niżej, pod powierzchnię ziemi. Zapewne bardziej racjonalnym argumentem było to, że nowe gmachy nie powinny przewyższać historycznych budynków Fischera von Erlacha. Taka też była opinia architektów reprezentujących biuro ochrony zabytków. Dla mnie osobiście wieża ożywiłaby to miejsce.

K.J.: Jak się pan zapatruje na samą architekturę?

E.B.: Nie przemawiały do mnie argumenty biura ochrony zabytków, że trzeba zachować fasadę – jest to co prawda historyczna, dziewiętnastowieczna architektura, ale nie wybitna. To pierwszy błąd. A drugi jest taki, że z punktu widzenia architektury Muzeum Leopoldów reprezentuje wyższy poziom niż MUMOK. Spoglądając na MuseumsQuartier całościowo, widzimy, że wciąż jest to jedyny silny akcent urbanistyczny Wiednia wokół Ringstrasse, w tym wypadku wzdłuż drugiego ringu.

K.J.: A biorąc od uwagę dobór instytucji?

E.B.: Muzeum Leopoldów, MUMOK i Kunsthalle są stałymi elementami dzielnicy. Wokół nich działa wiele bardziej efemerycznych instytucji, których istnienie cały czas konfrontują nowe wyzwania. Dyrektor kompleksu, Wolfgang Waldner, jest osobą elastyczną i nie brak mu inspiracji.

K.J.: Biuro Ortner&Ortner, które wygrało konkurs architektoniczny na MuseumsQuartier, dużą wagę przywiązuje do zagadnienia demokracji w architekturze. Czy widzi pan tę demokrację w dzielnicy muzeów?

E.B.: W moim osobistym odczuciu architektura nie ma nic wspólnego z demokracją. Jestem demokratą, ale wydaje mi się, że w sztuce nie ma miejsca na demokrację, sztuka bowiem związana jest z gustem. Architekci Ortner&Ortner musieli zmagać się z licznymi wyzwaniami, jakie pojawiały się ze wszystkich stron. Jury, w którym zasiadali nie politycy, lecz architekci i historycy sztuki, wybrało ich projekt do realizacji, jednak później żaden z członków go nie popierał. To była szalona sytuacja.

K.J.: We wstępie do książki poświęconej MuseumsQuartier, która ukazała się w związku z otwarciem kompleksu w 2001 roku, możemy przeczytać: „Poprzez swój krytyczny ładunek MuseumsQuartier koncentruje ogromne pokłady energii na działalności kulturalnej, dzięki czemu Wiedeń może swobodnie konkurować z europejskimi miastami takimi jak Londyn, Paryż, Madryt czy Berlin”. Czy pana zdaniem te słowa są prawdziwe również dzisiaj, dziesięć lat po otwarciu MuseumsQuartier?

E.B.: To nie jest kwestia architektury, lecz działalności. Wydaje mi się, że częściowo jest to słuszne stwierdzenie, chociaż zawsze może być jeszcze lepiej. Nie zapominajmy, że Austria jest małym krajem z ograniczonymi możliwościami. Jeśli spyta mnie pani o kontekst międzynarodowy, Wiedeń ma mocną pozycję na polu muzyki. Sądzę, że sztuka jest na drugim miejscu – dużo w nią inwestujemy, ale powinniśmy inwestować jeszcze więcej.

K.J.: Nie ulega wątpliwości, że MuseumsQuartier jest marką Wiednia. Jak ocenia pan jej siłę?

E.B.: Bardzo dobrą pozycję ma wśród młodego pokolenia, zarówno w Austrii, jak i poza nią. Często spotykam za granicą osoby, które wspominają o MuseumsQuartier. Moim zdaniem po prostu MUMOK powinien prowadzić bardziej ożywioną działalność. Pojawiły się plany stworzenia jego filii nad brzegiem Dunaju, ale jak na razie z powodu kryzysu finansowego zostały wstrzymane. Otwarcie drugiej takiej placówki byłoby w pełni uzasadnione, gdyż cały czas jesteśmy w Austrii spóźnieni, jeśli chodzi o sztukę współczesną.

K.J.: MuseumsQuartier jest miejscem, gdzie krzyżują się i przenikają pomysły, idee, koncepcje. Jest miejscem opartym na otwartym dostępie rozumianym na wielu różnych poziomach. Czy jest tutaj miejsce na Mitteleuropę?

E.B.: Jak najbardziej, ale jest to uzależnione od osób, które przygotowują program. Moim zdaniem w tę koncepcję bardzo dobrze wpisuje się Muzeum Leopoldów. W 2009 roku w MUMOK otwarta została wystawa Gender check. Feminity and masculinity in the Eastern European art – odnosząca się do sztuki przed i po przełomie 1989 roku – a następnie pokazano ją w Warszawie. Tak właśnie powinna wyglądać realizacja tej koncepcji.

K.J.: Ale czy tendencja nie przesuwa się bardziej w kierunku standaryzacji i globalizacji, odchodząc tym samym od koncepcji Mitteleuropy?

E.B.: Rzeczywiście przesuwa się to w stronę globalizacji.

K.J.: A więc za dziesięć czy dwadzieścia lat ta tendencja może już przestać być widoczna?

E.B.: To zależy. Wydaje się, że teraz w Europie każdy kraj spogląda przede wszystkim na siebie. To czas egoizmu i samoobrony, będący wynikiem finansowego i ekonomicznego kryzysu. Do tej pory projekty ponadgraniczne okazywały się nieskuteczne. Obecnie w Komisji Europejskiej trwają prace nad unijną Strategią Regionu Dunaju (EU Strategy for the Danube Region) – jej celem jest zbliżenie krajów, przez które przepływa Dunaj. A przecież to nic innego jak właśnie Mitteleuropa. Taka inicjatywa jest potrzebna, zwłaszcza jeśli spojrzy się na napięcie między Węgrami i Słowakami czy też na Bułgarię i Rumunię, gdzie na odcinku o długości 470 kilometrów znajduje się zaledwie jeden most. Komisja jasno określiła, że zbliżenie musi nastąpić w zakresie kultury. To się już dzieje na polu muzyki – w tym roku na przykład trwają obchody dwustulecia urodzin Franza Liszta, czy też Liszta Ferenca, postaci w pełni środkowoeuropejskiej. Trzeba jednak zauważyć, że w muzyce może się to odbyć łatwiej, gdyż nie jest potrzebne tłumaczenie.

K.J.: Podobnie jak w sztukach plastycznych.

E.B.: To prawda. Ale już inaczej jest w wypadku literatury.

K.J.: A jak by Pan widział możliwość wykorzystania muzeum do promocji środkowoeuropejskiego dziedzictwa?

E.B.: Jestem sceptyczny, rodzi się bowiem pytanie, w którym miejscu należałoby zacząć i w którym skończyć. A istotą Europy Środkowej czy Mitteleuropy jest przemieszanie, przenikanie się. Tutaj musielibyśmy wytyczać granice, co jest niezwykle problematyczne.

K.J.: A czy jakieś muzeum tego próbowało?

E.B.: Nie. W programie jednego z poprzednich rządów pojawiły się plany stworzenia muzeum historii Austrii XX wieku, istotne zwłaszcza z punktu widzenia wojny domowej i przezwyciężenia monarchii na rzecz republiki, jednak moim zdaniem ta koncepcja ma wiele ograniczeń. Szkoda wielka, że nie spoglądamy bardziej w kierunku naszych sąsiadów. Pytając dzisiaj tutaj kogokolwiek o pochodzenie Franciszka Liszta, usłyszy pani odpowiedź, że urodził się we wschodniej Austrii. Bo w Austrii on jest „nasz”. Węgrzy będą natomiast przekonani, że Liszt był Węgrem, mimo że nigdy po węgiersku nie mówił. Został pochowany w Bayreuth, ale przecież nie był też Niemcem. Podobnie w wypadku Franza Kafki – pisał po niemiecku, jego rodzice wywodzili się z żydowskiej mniejszości w Pradze. Do kogo zatem należy Kafka? Do nikogo, ponieważ był prawdziwym Środkowoeuropejczykiem. Ten rodzaj Europy Środkowej już nie istnieje.

K.J.: Zmieńmy na chwilę optykę i przejdźmy od Europy Środkowej do nieco szerszej perspektywy. Był pan architektem późnego wstąpienia Austrii do Unii Europejskiej. Dlaczego dokonało się ono tak późno? W jakim stopniu zaważyła na tym austriacka predylekcja do neutralności?

E.B.: Późna akcesja jest wynikiem podziału Europy na Wschód i Zachód i drogi, jaką obrała Austria, aby przetrwać ten trudny okres. Przed 1989 rokiem byliśmy jedynym krajem, z którego Sowieci wyszli. Miało to ogromne znaczenie i byliśmy przygotowani, żeby zapłacić za nie wysoką cenę. Moskwa była krytycznie nastawiona do naszej ewentualnej akcesji, w związku z czym musieliśmy podjąć ogromny wysiłek, aby przełamać powszechne przekonanie o konieczności utrzymania porozumienia z Rosjanami. Ale krok po kroku posuwaliśmy się we właściwym kierunku. Początkowo wierzyliśmy w powodzenie EFTA (Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu), niemniej gdy większość krajów z niego wystąpiła, odebraliśmy ważną lekcję. Moim zdaniem bardzo dobrze się stało, że zaczęliśmy podążać w tym kierunku, ponieważ mogliśmy dzięki temu poprzeć starania naszych sąsiadów o członkostwo w Unii Europejskiej. To nasz sukces, zwłaszcza ekonomiczny, chociaż nie jestem pewien, czy Austriacy zdają sobie z tego sprawę. Rzeczywiście jesteśmy bardzo przywiązani do neutralności, co ma swoje źródła w doświadczeniach historycznych. Po prostu nie lubimy się angażować.

K.J.: W jakim stopniu, pana zdaniem, członkostwo w Unii Europejskiej znalazło się w kolizji z przywiązaniem do Mitteleuropy?

E.B.: Nie znalazło się – a wręcz przeciwnie. Walczyliśmy o wejście naszych sąsiadów do struktur unijnych i to właśnie stanowiło realizację koncepcji Mitteleuropy. Nie udało nam się natomiast zbudować regionalnej współpracy tych państw w ramach Unii. Zawsze zależało mi na tym, aby Austria została członkiem Grupy Wyszegradzkiej. Ostatecznie powstała V+, czyli Grupa powiększona o Austrię i Słowenię, jednak to nie to samo. Minister spraw zagranicznych w latach 2000–2004, Benita Ferrero-Waldner, głosiła hasło „strategicznego partnerstwa”, które zostało źle zrozumiane przez naszych sąsiadów – mianowicie jako chęć powrotu do monarchii habsburskiej. Odnoszę wrażenie, że pamięć o monarchii Habsburgów jest bardziej żywa w krajach ościennych niż w samej Austrii.

K.J.: W referendum akcesyjnym w 1994 roku Austriacy entuzjastycznie opowiedzieli się za wstąpieniem do Unii – 66 procent głosujących było na „tak”. Był to bardzo dobry wynik w porównaniu z Finlandią i ze Szwecją, które rok później razem z Austrią wstąpiły do Unii. Jak pan ocenia ten czas dzisiaj?

E.B.: Mamy bardzo dobre wyniki, niemniej nastroje społeczne wynikają z takiego, a nie innego zachowania polityków – każdy polityk obwinia Unię za wszystko, co złe. Biorą udział w dyskusjach w Brukseli, a gdy wracają, skarżą się na złe decyzje. Co ciekawe, w każdym naszym głosowaniu znajduje się pytanie: „Czy powinniśmy wystąpić z Unii Europejskiej?”, i wciąż dwie trzecie głosujących jest za pozostaniem w strukturach unijnych. Ogólnie rzecz biorąc, Austriacy mają świadomość doniosłości naszego członkostwa, lecz nie ma entuzjazmu. Jesteśmy krajem sceptyków.

K.J.: Na zakończenie powinnam zadać prowokacyjne pytanie. Mam wrażenie, że co jakiś czas w dyskursie intelektualnym lub publicznym powraca kwestia tego, czy Europa Środkowa wciąż istnieje. Niektórzy twierdzą, że – przynajmniej na niektórych polach, jak w wypadku twórczości artystycznej – to pojęcie już się wyczerpało. Jaki jest pana pogląd?

E.B.: To zależy od rozumienia Mitteleuropy. Nigdy nie uważałem Europy Środkowej za podmiot polityczny, popierałem natomiast wymianę między poszczególnymi krajami, odbywającą się na różnych poziomach, na przykład na poziomie ekonomicznym. Tym sposobem, podróżując po krajach Europy Środkowej, wszędzie widzimy te same banki, towarzystwa ubezpieczeniowe, loga tych samych przedsiębiorstw. Zjednoczenie pod względem politycznym nie jest możliwe, zwłaszcza że teraz stajemy wobec nowych wyzwań, jak znaczenie Unii Europejskiej na gruncie globalnym. Niewątpliwie natomiast obserwujemy zjednoczenie na polu kultury. W ten sposób łatwiej nam się wzajemnie zrozumieć, podzielamy podobny krytycyzm i sceptycyzm. To na przykład odróżnia Austriaków od Niemców.

K.J.: Europa Wschodnia, podobnie jak Zachodnia, odchodzi do przeszłości. Wszyscy pracujemy teraz na rzecz jednej wspólnej Europy. Czy potrzebujemy jeszcze Mitteleuropy?

E.B.: Potrzebujemy jej, aby przezwyciężyć problem imigracji. Główną grupą imigrantów w Austrii są Turcy przybywający z terenu Europy Środkowej. Błędem, powielanym przez media, jest wskazywanie, że przybywają oni z „Europy Wschodniej”. A przecież Wschód to Rosja. Nie udało nam się niestety wypracować w Unii dobrej polityki sąsiedztwa, a powinniśmy w końcu wyraźnie postawić pytanie: „W stosunku do kogo Europejczycy czują się sąsiadami?”.

K.J.: W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych wielokrotnie przyjeżdżał pan do Polski, do Krakowa, oferując swoją pomoc. Dzisiaj spotykamy się w Wiedniu. Jak pan postrzega wyzwania, jakie stoją przed tymi dwoma miastami na gruncie wzajemnych relacji?

E.B.: Przede wszystkim powinniśmy skupić się na wspólnych kulturowych korzeniach i starać się je udokumentować. Łączy nas również pewne duchowe doświadczenie, niezwykle potrzebne w Europie. Palącą kwestią naszego kontynentu nie jest tak bardzo konieczność przezwyciężenia problemów ekonomicznych, ale jej treściowa zawartość. Jacques Delors pytał kiedyś: „Jak tchnąć duszę w Europę?”. Moim zdaniem na linii Kraków–Wiedeń–Praga–Bratysława–Budapeszt istnieje wspólne zrozumienie, jednak cały czas zbyt mało się w tym kierunku dzieje.

***

[1] MuseumsQuartier to jeden z największych kompleksów kulturalno-artystycznych na świecie. Zbudowana z wykorzystaniem dawnych stajni cesarskich dzielnica wraz z usytuowanymi nieopodal Hofburgiem, Muzeum Historii Sztuki i Muzeum Historii Naturalnej tworzy kulturalną oś Wiednia. W obrębie MQ znajdują się słynne muzea i galerie sztuki – między innymi Muzeum Leopoldów, Muzeum Sztuki Nowoczesnej (MUMOK), KunsthalleWien – oraz liczne instytucje kulturalne, takie jak Architekturzentrum (Centrum Architektury) czy Tanzquartier (Centrum Tańca Nowoczesnego). MQ oferuje również przestrzeń i wsparcie infrastrukturalne dla mniejszych i niezależnych inicjatyw kulturalnych (w ramach quartier21 działa ich około 60). Na licznie odwiedzających tę „oazę kultury i rekreacji” turystów i mieszkańców Wiednia czekają też kawiarnie, restauracje oraz doskonale zaprojektowana przestrzeń rekreacyjna. www.mqw.at

O autorach

Erhard Busek

(1941–2022) Polityk i prawnik (doktorat na Uniwersytecie Wiedeńskim). Minister nauki i badań naukowych w latach 1989–1994; minister edukacji do maja 1995 roku. W latach 1991–1995 wicekanclerz Austrii. Od 1996 roku pełni funkcję koordynatora Inicjatywy Współpracy Państw Europy Południowo‑Wschodniej (SECI) oraz prezesa Institut für den Donauraum und Mitteleuropa w Wiedniu. Doktor honoris causa wielu uniwersytetów, między innymi w Krakowie, Bratysławie, Libercu i Czerniowcach. Autor licznych publikacji z zakresu integracji europejskiej, politologii oraz książek na temat Europy Środkowej i Południowo‑Wschodniej. MCK opublikowało w 2019 napisaną przez Buska we współpracy dr. Emilem Brixem książkę „Nowe spojrzenie na Europę Środkową. Czy od niej zależy przyszłość Europy?”.

INNE ARTYKUŁY TEGO AUTORA

Katarzyna Jagodzińska

Absolwentka historii sztuki oraz dziennikarstwa i komunikacji społecznej, studia doktoranckie odbyła z zakresu europeistyki, wykłada public relations. Adiunkt w Instytucie Europeistyki UJ. Jej praca naukowa dotyczy muzeologii Europy Środkowej. Regularnie publikuje teksty naukowe i publicystyczne w czasopismach z zakresu kultury i sztuki. Redaktorka czasopisma „Architektura i biznes”. Przez lata związana z Międzynarodowym Centrum Kultury.

INNE ARTYKUŁY TEGO AUTORA

Copyright © Herito 2020