Naprawianie historii

Miasto i muzeum

Naprawianie historii

Publikacja: 17 sierpnia 2021

NR 3 2011

TAGI DO ARTYKUŁU

DO LISTY ARTYKUŁÓW

Chęć symbolicznego poprawiania historii, wynikająca ze świadomości bycia jej ofiarą, łączy się w sposób szczególnie wyraźny z potrzebą wzmocnienia tożsamości narodowej poprzez architektoniczną wizualizację własnej przeszłości. Istnieje jednak wiele innych przyczyn, tłumaczących, dlaczego rekonstrukcja historycznych budowli cieszy się taką popularnością w Europie Wschodniej.

Rekonstruowanie, mniej lub bardziej zgodne z oryginałem, zniszczonych budowli stanowi już od wieków jeden z nurtów architektonicznych. W czasach romantyzmu i historyzmu częste było idealizujące i dość dowolne odbudowywanie pełnych symboliki zabytków. Natomiast w XX wieku zniszczenia dwóch wojen światowych wywołały fale rekonstrukcji, niekiedy ogarniających całe centra miast historycznych. Od lat osiemdziesiątych XX wieku ponownie obserwujemy w różnych częściach Europy wzrost znaczenia praktyki odbudowywania zrujnowanych obiektów. Duży mają w tym udział liczne projekty rozpoczęte w krajach powstałych w 1991 roku po upadku Związku Radzieckiego. Szczególną rolę odgrywa w nich chęć podkreślenia świetlanej przeszłości kraju oraz poczucia tożsamości narodowej.

Wzorcowym przykładem może być Katedralna Cerkiew Chrystusa Zbawiciela w Moskwie – miejsce pamięci naznaczone ładunkiem ogromnego ciężaru politycznego Rosji. Historia powstania cerkwi, zniszczenia i odbudowy skupia jak w soczewce symboliczno-polityczne założenia następujących po sobie reżimów. Po długich przygotowaniach zbudowano ją w drugiej połowie XIX wieku jako symbol zwycięstwa nad Napoleonem. Stała się centralnym miejscem kultu prawosławia, a zarazem jedną z najbardziej reprezentacyjnych budowli carskiej potęgi, łączącej w sobie władzę sakralną i świecką. Świątynia powstała w stylu rosyjsko-bizantyńskiego eklektyzmu i była największą budowlą w Moskwie. Wysadzono ją w powietrze na rozkaz Stalina w 1931 roku, aby ustąpić miejsca „katedrze komunizmu” – Pałacowi Rad. Wznoszenie obiektu, zaplanowanego jako największy budynek świata, skończyło się na etapie fundamentów. W czasie odwilży Chruszczowa na jego miejscu wyrósł inny budynek w kategorii „najlepsze” – przypuszczalnie największy kryty basen świata o nazwie „Moskwa”.

Zdawało się, że cerkiew Zbawiciela była skazana na zapomnienie. Zabroniono nawet publikowania jej fotografii. Jednak już w okresie Gorbaczowowskiej pierestrojki zaczęły odzywać się pierwsze głosy nawołujące do odbudowy świątyni. Pochodziły głównie od wierzących intelektualistów, którzy w rekonstrukcji cerkwi widzieli swoistą formę duchowego oczyszczenia Rosji i akt pokuty za zbrodnie bolszewickie. Projekt jednak bardzo szybko zatracił swój dysydencki i obywatelsko-społeczny charakter, a głos jego inicjatorów przestał się liczyć. Po rozpadzie Związku Radzieckiego prezydent Rosji Borys Jelcyn wyniósł zamysł odbudowy cerkwi do rangi wydarzenia o charakterze narodowym. Przedsięwzięcie awansowało do jednego z najważniejszych zadań polityki historycznej byłego funkcjonariusza Związku Radzieckiego, który – na ironię losu – kilkanaście lat wcześniej osobiście odpowiadał za zniszczenie innego obiektu o wartości historycznej. Jako miejscowy sekretarz partii Jelcyn nakazał w 1977 roku zburzenie willi Ipatiewa w Jekatierynburgu, w której w 1918 roku wymordowano członków rodziny ostatniego cara.

Odbudowa cerkwi Zbawiciela miała być zadośćuczynieniem za barbarzyński akt jej zniszczenia, unaocznieniem przezwyciężenia sowieckiej władzy, symbolicznym odrodzeniem przedrewolucyjnego związku państwa z Kościołem prawosławnym. Cerkiew jako antynapoleoński symbol zwycięstwa miała również podkreślić chwilowo zagrożone wielkopaństwowe dążenia Rosji. Projekt odbudowy czynnie poparł wieloletni nadburmistrz Moskwy Jurij Łużkow. Okazując wielkie zainteresowanie przedsięwzięciem, dążył do realizacji osobistych celów. Jego aktywne zaangażowanie w projekt miało, według historyków sztuki Konstantina Akinszy i Grigorija Kozłowa, wzmocnić pozycję Łużkowa jako potencjalnego kandydata na prezydenta. Użył zatem wszelkich środków, by przyspieszyć prace budowlane. Podczas gdy oryginalna dziewiętnastowieczna świątynia powstawała przez czterdzieści lat, jej kopię – której budowę rozpoczęto w 1994 roku – wzniesiono w ciągu trzech lat. Do 1999 roku zakończono strojną dekorację wnętrza cerkwi. Z uwagi na mordercze tempo prac budowlanych wierność oryginałowi pozostała sprawą marginalną; nawet nie była zamierzona. W miejsce pierwotnych murów wylano żelazobeton, elementy z brązu po części zastąpiono plastikowymi imitacjami, pozłacane kopuły wykonano z zawartością ledwie ułamka dawnej ilości złota, wnętrze pomalowano współczesnymi farbami akrylowymi. Za to teraz łatwiej do świątyni dotrzeć – wznosi się bowiem ponad gigantycznym garażem podziemnym.

Łużkow promował odbudowę zabytku, wspieraną multimedialną kampanią reklamową, jako „jednoczący symbol odrodzenia narodu”. Częścią tego wykreowanego spektaklu jedności narodowej była iluzja, że nowa cerkiew Zbawiciela jest dziełem mas ludowych. Nie omieszkano nieustannie podkreślać, iż jej odbudowę nie finansuje państwo, lecz datki niezliczonych rosyjskich wiernych oraz patriotów z kraju i zagranicy. O wiele bardziej znaczące niż datki dobrotliwego ludu były jednak milionowe darowizny rosyjskich biznesmenów, którzy chcieli kupić przychylność Łużkowa i zarządu miasta. Nowa cerkiew, podobnie jak dawna, jest miejscem pompatycznych państwowo-religijnych obrzędów, podczas których przedstawiciele świeckiej władzy demonstrują swój związek z Kościołem prawosławnym. W 2007 roku odbyło się tu również nabożeństwo żałobne ku czci Borysa Jelcyna. Zwodniczy przepych świątyni z żelazobetonu, a przede wszystkim jej wykorzystywanie do celów nacjonalistycznej propagandy oraz prywatnych interesów nowych elit politycznych i ekonomicznych spotkały się, zwłaszcza w liberalnym środowisku intelektualnym, z ostrą krytyką. „Inteligencja pragnęła wiary. Dostała cerkiew Chrystusa Zbawiciela” – szydził jeden z komentatorów. A jednak wszyscy aktorzy jej odbudowy mogą odnotować na swoim koncie olbrzymi sukces. Wbrew krytyce świątynia – wykorzystując masowe gusta – stała się magnesem przyciągającym szerokie rzesze.

Nic dziwnego zatem, że w Moskwie oraz w innych częściach Rosji jej odbudowa znalazła licznych naśladowców. Stała się symbolem przemian, inspirującym nie tylko rekonstrukcje zniszczonych cerkwi, monasterów i innych zabytków z okresu carskiej Rosji, lecz także pseudohistoryczne projekty budowlane w służbie symulowania tradycji. Na przykład w Kaliningradzie, dawnym niemieckim Königsbergu (polskim Królewcu), powstała niewielka uproszczona replika cerkwi Zbawiciela, która ma sugerować rosyjsko-prawosławną tradycję miasta.

Rekonstrukcja moskiewskiej świątyni posłużyła również jako wzór dla jednej z najważniejszych rekonstrukcji na Ukrainie – odbudowy Monasteru Świętego Michała Archanioła o Złotych Kopułach w Kijowie. Historia zniszczenia i odbudowy obu tych zabytków pełna jest wyraźnych podobieństw. Jednak podczas gdy pierwszy oddaje cześć idealizowanej przeszłości rosyjskiego państwa i narodu, drugi symbolizuje narodowe wyzwolenie i przezwyciężenie rosyjskiej hegemonii. Powstały w XII wieku kijowski monaster, później rozbudowany w stylu tak zwanego kozacko-ukraińskiego baroku, któremu przypisuje się nadrzędne znaczenie w tradycji religijnej i państwowej Ukrainy, został na rozkaz władzy stalinowskiej wysadzony w powietrze w latach trzydziestych minionego stulecia. Narodowa świątynia Ukrainy musiała ustąpić miejsca ambitnemu projektowi budowy centrum rządowego, który podobnie jak moskiewski Pałac Rad nigdy nie został zrealizowany. Zburzenie cerkwi było częścią kampanii „oczyszczania nowej stolicy z kontrrewolucyjnych i antyradzieckich elementów”. Stanowiło upokarzający znak sowieckiej władzy nad krajem, który po pierwszej wojnie światowej żywił nadzieję na trwałą niepodległość. W świadomości Ukraińców zniszczenie tego zabytku funkcjonowało jako symbol zniewolenia kultury narodowej oraz masowych mordów, dokonywanych na społeczeństwie w czasach stalinowskich.

Zrealizowana w latach 1997–2000 rekonstrukcja monasteru Świętego Michała, podobnie jak moskiewska cerkiew Zbawiciela, była zdecydowanie bardziej nastawiona na blichtr niż na wierność oryginałowi. Nawiązując do przeszłości ukraińskiego narodu sprzed radzieckiej okupacji, stanowi ona znak przezwyciężenia dziesięcioleci jarzma sowieckiego. Równocześnie jednak kampania odbudowy monasteru, zainicjowana przez ówczesnego prezydenta Leonida Kuczmę i władze Kijowa, służyła promocji starej-nowej ukraińskiej nomenklatury. Według analizy Wilfrieda Jilgego, badacza polityki historycznej postkomunistycznej Ukrainy, dawni radzieccy funkcjonariusze przez osobisty wkład w odbudowę zabytkowego obiektu chcieli odciąć się od swojej przeszłości i uprawomocnić swoją obecność w nowym narodowym przywództwie.

Równocześnie z idealizacją epoki carskiej oraz odradzaniem się chrześcijaństwa w dzisiejszej Rosji dokonuje się częściowa rehabilitacja przeszłości Związku Radzieckiego, która, według Isabelli de Keghel, rozpoczęła się już w ostatnich latach prezydentury Borysa Jelcyna i zyskała na znaczeniu w czasie rządów jego następcy Władimira Putina. Zamiast jednoznacznego zdystansowania do czasów dyktatury komunistycznej widoczne są próby powiązania tradycji przedrewolucyjnych z dziedzictwem Związku Radzieckiego. Ten szpagat polityki historycznej pozwala na zaskakująco oczywistą kohabitację takich miejsc kultu jak cerkiew Zbawiciela i Mauzoleum Lenina. Po zwycięstwie Wiktora Janukowycza w wyborach prezydenckich na Ukrainie w 2010 roku również w tym kraju można zaobserwować proces narzucanego przez państwo dowartościowywania minionych czasów Związku Radzieckiego.

W krajach nadbałtyckich podobny zwrot polityki historycznej byłby nie do pomyślenia. Tam radziecka przeszłość postrzegana jest nie tylko jako epoka dyktatury komunistycznej, ale przede wszystkim jako czas obcego panowania Rosji. W opinii wielu historyków trzech nadbałtyckich republik to nic innego, jak okupacja porównywalna w swej brutalności do agresji nazistowskich Niemiec. Rzekomo niezłomna walka narodowa z rosyjsko-radzieckim jarzmem jest mitem, na którym oparto odrodzenie się dzisiejszych państw nadbałtyckich. Odrestaurowane zabytki z przedradzieckich czasów cechuje zatem mniej lub bardziej jednoznaczna antyrosyjska symbolika. Przykładem tego jest Dom pod Czarnymi Głowami na placu Ratuszowym w Rydze, historyczne miejsce spotkań zamożnych kupców. Ta wystawna budowla, wzniesiona od XIV do XVII wieku, uchodząca za świadectwo dumy niegdysiejszych mieszczan, została wskutek ostrzeliwania przez Wehrmacht w czasie drugiej wojny światowej dotkliwie uszkodzona, a potem doszczętnie zniszczona w czasach stalinowskich. Jej odbudowa w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia przebiegała pod hasłem zrywu narodowego i ponownego oswajania się z dziejami własnej kultury, wypartymi pod rządami Związku Radzieckiego. Antyrosyjska symbolika zrekonstruowanego budynku nie jest wprawdzie wyraźnie zaznaczona, ale podkreśla ją pełne wymowy sąsiedztwo. W odległości kilku metrów znajduje się bowiem Muzeum Okupacji poświęcone cierpieniom narodu łotewskiego pod panowaniem sowieckim.

W krajach, które pozbawiono ciągłości dziejów własnego państwa, sięganie do odległej historii poprzez odbudowywanie zabytków służy historycznej legitymizacji politycznej suwerenności. Wyraźnie widoczne jest to zwłaszcza na przykładzie Zamku Wielkich Książąt w stolicy Litwy, Wilnie. Obiekt średniowieczny, rozbudowany w czasach renesansu, stanowił od XVI wieku centrum władzy Litwy, która w unii z silniejszą Polską stworzyła państwo o ogromnym terytorium. Początek upadku wileńskiej rezydencji datuje się od momentu jej splądrowania przez wojska moskiewskie w połowie XVII wieku. W 1795 roku, wkrótce po trzecim rozbiorze Polski, wskutek którego Wilno przypadło Rosji, miejscowy kupiec – na polecenie nowej rosyjskiej administracji – przeprowadził rozbiórkę podupadłego zamku i sprzedał cegły na materiał budowlany. Odpowiedzialność za zniszczenie tego zabytkowego obiektu ponosiła więc carska Rosja, imperialistyczny poprzednik Związku Radzieckiego. Nie trzeba dodawać, że ta okoliczność ma szczególne znaczenie dla dzisiejszej symboliki Zamku Wielkich Książąt Litewskich. Można przypuszczać, że była ona nawet jednym z głównych powodów podjęcia przez parlament litewski w 2000 roku uchwały o odbudowie tego pomnika historii z kasy państwowej. Pomimo, że po dwustu latach nieistnienia jego dokumentacja jest zaledwie szczątkowa.

Czy zrównanie z ziemią zamku wileńskiego było działaniem, którym kierowały motywy polityczne, jak w przypadku wysadzenia moskiewskiej cerkwi Zbawiciela, monasteru Świętego Michała w Kijowie czy pałacu w Berlinie? Litewscy badacze odpowiadają na to pytanie zdecydowanym „tak”. Vydas Dolisnkas widzi w zrujnowaniu zamku świadomą politykę niszczenia pomników litewskiej państwowości, realizowaną przez władzę okupacyjną. Temu poglądowi może przeczyć fakt, iż usuwanie popadłych w ruinę i bezużytecznych, nawet bardzo znaczących, zabytków było powszechnie stosowaną praktyką jeszcze do późnego XIX wieku. Jednak twierdzenie, że zburzeniem zamku kierowały motywy polityczne, jest konieczne, aby podkreślić symboliczne znaczenie jego odbudowy. Zwolennicy wychwalają rekonstrukcję zabytku, nazywając go odzyskanym symbolem narodowym i „zadośćuczynieniem za straty historii”. Mowa tu o stratach, które Litwa poniosła najpierw wskutek carskiej, a następnie radzieckiej władzy. Powtórne narodziny zamku postrzega się jako triumf litewskiego Dawida nad rosyjskim Goliatem.

Jeszcze ważniejsza wydaje się jego symboliczna rola przypominania o sięgającej średniowiecza historii państwa litewskiego i legitymizowania tym samym własnej niepodległości. Wymowny był w związku z tym planowany termin otwarcia nowego zamku w roku 2009, z okazji milenium pierwszej wzmianki o Litwie w historycznych tekstach źródłowych. Zamiary te pokrzyżował jednak kryzys finansowy, który mocno dotknął państwo. Budowlę wzniesioną z żelazobetonu, z wnętrzami, których wyglądu – z braku historycznej dokumentacji – możemy się jedynie domyślać, udało się jednak doprowadzić do stanu umożliwiającego tymczasowe odsłonięcie. Nastąpiło ono 6 czerwca 2009 roku, w dniu święta narodowego upamiętniającego koronację jedynego litewskiego króla.

Chęć symbolicznego poprawiania historii, wynikająca ze świadomości bycia jej ofiarą, łączy się tutaj w sposób szczególnie wyraźny z potrzebą wzmocnienia tożsamości narodowej poprzez architektoniczną wizualizację własnej przeszłości. Istnieje jednak wiele innych przyczyn, tłumaczących, dlaczego rekonstrukcja historycznych budowli cieszy się taką popularnością w Europie Wschodniej. Jedną z nich jest społeczny niepokój związany ze zmianą systemu. Charakterystyczny dla okresu transformacji niedostatek i lęk przed przyszłością w połączeniu z gwałtownymi przeobrażeniami przestrzeni miejskiej spotęgowały istniejącą od zawsze tęsknotę za „starymi, dobrymi czasami”. Zrekonstruowane wspaniałe zabytki z czasów uznawanych za okres prosperity zdają się obiecywać stabilność i wytyczać kierunek rozwoju.

Należy również wspomnieć o budzącym się od lat osiemdziesiątych poczuciu regionalnej tożsamości, w dobie komunizmu kompletnie marginalizowanej lub wręcz uważanej za temat tabu. Widać na przykład, jak miasta położone na byłych niemieckich obszarach północnej i zachodniej Polski zaczynają na nowo odkrywać swoją od dawna negowaną przeszłość. Na porządku dziennym jest teraz rekonstruowanie lub swobodne naśladowanie spuścizny architektonicznej, niecieszącej się wcześniejszą sympatią ze względów politycznych. Również w rosyjskiej części dawnych Prus Wschodnich następuje oswajanie z przeszłością regionu. W Kaliningradzie pojawiają się od czasu do czasu mniej lub bardziej poważne pomysły odbudowania zamku zburzonego w latach sześćdziesiątych XX wieku i przyległej do niego dzielnicy dawnego Königsbergu.

Kolejnym, a czasami głównym, bodźcem wspierania architektonicznych rekonstrukcji jest nadzieja na rozwój turystyki i zysk ekonomiczny. Politycy, podobnie jak inwestorzy, wiedzą, że atmosfera przeszłości – nawet, gdy to tylko historyczny kostium – przyciąga więcej zwiedzających niż nowoczesne przestrzenie miejskie. Podobnie jak turyści reagują mieszkańcy. W krajach postsocjalistycznych szczególnie wyraźna zdaje się udręka zamieszkiwania w monotonnych i nieprzyjaznych współczesnych miastach, zdegradowanych zarówno ponurymi blokowiskami, jak i w większości kiepską architekturą z okresu po 1989 roku. Jednak nie tylko we wschodniej części Europy niezadowolenie z jakości współczesnej przestrzeni miejskiej jest jedną z głównych przyczyn zapału do rekonstrukcji budynków historycznych.

Z niemieckiego przełożyła Anna Śliwa

O autorach

Arnold Bartetzky

Doktor historii sztuki, wykładowca, krytyk architektury. Studiował historię sztuki, filologię niemiecką, historię oraz filozofię na Uniwersytecie we Fryburgu Bryzgowijskim, Tybindze i Krakowie. Zajmuje się architekturą, urbanistyką oraz kulturą wizualną Europy Środkowej i Wschodniej od renesansu do współczesności. Od 1995 roku pracuje w Centrum Historii i Kultury Europy Środkowo-Wschodniej na Uniwersytecie w Lipsku (Geisteswissenschaftliches Zentrum Geschichte und Kultur Ostmitteleuropas). Obecnie związany z projektem Imaginations of urbanity in the 20th century.

INNE ARTYKUŁY TEGO AUTORA

Copyright © Herito 2020