Muzeum Grodna

Miasto i muzeum

Muzeum Grodno. Miasto jako artefakt

Publikacja: 17 sierpnia 2021

NR 3 2011

TAGI DO ARTYKUŁU

DO LISTY ARTYKUŁÓW

Jako materialna i wyobrażona przestrzeń Grodno dawało współczesnej białoruskiej społeczności pomysł na utożsamianie się z miastem. Wiązał się on nie tylko z jego dziedzictwem, ale stwarzał również możliwość odkrywania przeszłości litewskiej, polskiej, a nawet żydowskiej, jak w palimpseście – po latach mozolnie odszyfrowywanej.

Radzieckie Grodno było nowym miastem – na skutek drugiej wojny światowej większość jego dawnych mieszkańców została wymordowana lub wypędzona. Pozostała w nim mniej niż jedna trzecia przedwojennej ludności, która w wyniku radzieckiej industrializacji bardzo szybko stała się zanikającą mniejszością w tym mieście nad Niemnem. Po 1944 roku stała ekspozycja w muzeum miejskim w tak znikomym stopniu informowała o przeszłości miasta, że zwiedzający – radzieccy uczniowie i pracownicze kolektywy – coraz częściej skarżyli się: chcemy więcej historii.

W próbach jej poszukiwania przez tutejszych mieszkańców funkcję tę z czasem przejęła sama przestrzeń miejska. Historycy-hobbiści już od dawna zbierali wszystko, co było dostępne i związane z przeszłością Grodna. Za dawne uważano wszystko, co wydarzyło się przed 1944 rokiem; magiczna granica sięgała nawet dalej – do roku 1939. Minione czasy wzbudzały ciekawość kolekcjonerów, którzy z czasem wyspecjalizowali się w poszczególnych dziedzinach.

W 1983 roku Aliaksandr Gostiew opublikował w „Chimiku” – czasopiśmie kombinatu chemicznego AZOT – artykuł o monetach z Grodna. Na przykładzie pozornie mało istotnych znalezisk poruszył aspekty lokalnej historii, która do tej pory stanowiła temat tabu lub z przyczyn politycznych uległa znacznemu zniekształceniu. W swoim tekście autor wyjaśniał pracownikom kombinatu, skąd w Grodnie znalazły się litewskie monety z polskimi napisami i z wizerunkiem saskiego elektora; mimochodem też przypomniał historię wojen północnych[1]. Nie zapuszczał się przy tym na obszary ideologicznie niebezpieczne. Tak więc, z własnej inicjatywy, z dala od zawodowych radzieckich historyków, uniwersytetu i Akademii Nauk w Mińsku zaczął od nowa tworzyć białoruską historię miasta (oprócz niewielkiej publikacji na temat historii architektury Grodna wydanej w Moskwie w 1960 roku istniała jedynie niewielka książeczka Kudriaszowa o historii miasta[2]. Dopiero w roku 1989 pojawił się leksykon Szamiakina z szerszym zarysem historycznym[3]. Zarówno artykuł Gostiewa, jak i pozycja Kudriaszowa oraz leksykon zostały opublikowane w języku rosyjskim). Gostiew stanowi doskonały przykład tego, jak fascynacja historią i miejscem swojego zamieszkania może się stać siłą napędową aktywności obywatelskiej, a z czasem odkryciem własnej tożsamości. Ten urodzony w Kaliningradzie syn radzieckiego oficera Armii Czerwonej, któremu nadano imię Aliaksandr, nie czuł się w żadnym stopniu związany z Grodnem i jego okolicą. Po przeprowadzce, najpierw jako uczeń, później już jako fizyk pracujący w Oddziale Rozwoju AZOT-ów i w innych radzieckich instytucjach, zaczął interesować się miejscową tradycją. Wpływ na to miała również jego małżonka Liuda, urodzona w Grodnie wkrótce po wojnie, w prawosławnej rodzinie, której członkowie czuli się Białorusinami. Pasja Gostiewa z czasem coraz bardziej koncentrowała się na wszystkim, co choćby w najmniejszym stopniu przypominało coś dawnego: na średniowiecznych cegłach z runicznymi inskrypcjami, skorupach z rozebranych domów, kaflach z pieców, które już nie grzały, szklanych naczyniach z nieistniejących aptek, książkach, sztychach, widokówkach i gazetach. Najważniejsze, aby dana rzecz wyglądała na oryginał i staroć. Z tej fascynacji powstało jednak coś więcej niż tylko prywatny gabinet osobliwości. Wnikliwe studia nad historią miasta zaowocowały przygotowaniem kroniki, która w 1993 roku ukazała się pod tytułem Kronon[4].

Osobiste zainteresowanie Gostiewa miejscową historią służyło również odkrywaniu jej różnorodnych białoruskich aspektów. Aliaksandr i jego żona w swojej pasji „zbieractwa” stanowili wyjątek, gdyż niewielu było „szaleńców”, którzy tak jak oni, z przymrużeniem oka, rozmawialiby z nagromadzonymi cegłami, starymi papierami i okruchami porcelany. W tym wyjątku tkwi jednak coś bardziej uniwersalnego. Jako materialna i wyobrażona przestrzeń Grodno dawało współczesnej białoruskiej społeczności pomysł na utożsamianie się z miastem. Wiązał się on nie tylko z jego dziedzictwem, ale stwarzał również możliwość odkrywania przeszłości litewskiej, polskiej, a nawet żydowskiej, jak w palimpseście – po latach mozolnie odszyfrowywanej. Odnalezione całkiem przypadkowo ślady pozornie obcej przeszłości miasta Gostiew i jemu podobni entuzjaści zaczęli z czasem traktować nie jako odosobnione przypadki, lecz wydobywali je i zabezpieczali jako integralną część otaczającego ich środowiska.

O tym, że Gostiew nie działał sam, a palimpsest Grodno zaczęto postrzegać już nie jako symbol, lecz konkretną przestrzeń miejską, świadczą mniejsze lub większe inicjatywy poszczególnych osób pojawiające się wraz z procesem urbanistycznej modernizacji miasta. Borys Klein opisuje w swoich wspomnieniach, jak wspólnie z Aliaksiejem Karpiukiem już w 1966 roku starali się zapobiec wyburzeniu ciągu drewnianych budynków z późnobarokowymi kamiennymi fasadami. Powstały one pod koniec XVIII wieku dla rzemieślników budujących nowe osiedle miejskie Horodnica, wzdłuż dzisiejszej ulicy Elizy Orzeszkowej, niedaleko domu pisarki[5]. Zespół budynków (dwa rzędy po trzy domy) miał z jednej strony ustąpić miejsca nowo zagospodarowywanemu placowi przed dworcem kolejowym, z drugiej zaś – dla zasady – po prostu zniknąć. Klein opisuje, jak Karpiuk najpierw nawymyślał kierownikowi budowy, aby ten wstrzymał rozpoczęte już wyburzanie domów. Gdy kierownik odmówił, Karpiuk zwrócił się bezpośrednio do sekretariatu Komunistycznej Partii Białorusi. Udało mu się ocalić tylko jeden dom, który później odrestaurowano i zamieniono na Muzeum Nowego Miasta.

W przeciwieństwie do tego nieoficjalnego protestu redakcja głównego czasopisma o sztuce Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej – „Mastactwa i Litieratura”, w 1965 roku oficjalnie wystąpiła przeciwko przebudowie Grodna, która również w innych częściach miasta zagrażała jego historycznej tkance[6]. Tak więc ukazanie znaczenia i wartości zespołu urbanistycznego nad brzegami Niemna zaaprobowane zostało nie tylko przez miejscowych entuzjastów, lecz także przez profesjonalnych historyków, etnologów i archeologów. Podobnie ich koledzy z Mińska, pracujący w różnych instytucjach naukowych, stopniowo gromadzili szczegółową wiedzę o przeszłości tych terenów ówczesnej Białoruskiej Republiki Radzieckiej. Grodno postrzegano w stolicy nie tylko jako kwintesencję europejskiego miasta (za przykład niech posłużą jego wąskie uliczki w przeciwieństwie do szerokich prospektów białoruskiej metropolii). Będąc miejscem dawnych królewskich zamków i siedzibą wielkich książąt, miasto legitymizowało umiejscowienie białoruskiej historii w kontekście europejskim, a konkretnie litewskim. Wiktar Gowar, redaktor pisma o architekturze, wszelkimi dostępnymi sobie środkami walczył o to, aby zaniechano niszczenia historycznej tkanki miasta i udostępniono środki potrzebne do odrestaurowania jego zabytkowych obiektów. W 1965 roku dzięki komentarzom i wypowiedziom specjalistów możliwe stało się uświadomienie opinii publicznej stanu zagrożenia, w jakim się znajdowały. Artykuł Gowara pozwolił także zwrócić uwagę na skutki gwałtownego wzrostu budownictwa mieszkaniowego na nowych terenach. Pochłaniało ono wszelkie dostępne środki finansowe, a zapotrzebowaniem na nowe mieszkania tłumaczono brak pieniędzy na odnowę starego centrum miasta. Redaktor nie tylko domagał się ostrożnego traktowania zabytkowej struktury w centrum miasta, lecz upatrywał w architektonicznym dziedzictwie Grodna punktu zaczepienia dla nowych radzieckich idei: „Takie zasady wyznawali w dawnych wiekach mistrzowie z obcych krajów. Jeśli poświęca się czas wnikliwym studiom nad rodzimą tradycją architektoniczną, można odkryć wiele ciekawych rzeczy. Gdy się je twórczo wykorzysta, umożliwią one miastu odnalezienie jego własnej koncepcji projektowania nowoczesnych wnętrz, fasad, budynków i małych form architektonicznych. W ten sposób miasto zyskuje swoje indywidualne oblicze”[7]. Komentarz ten miał co prawda wskazać przede wszystkim na pewien system budowania, który w czasach centralnego planowania i masowej produkcji przemysłowej sprawiał, że mieszkalny mikroregion w Grodnie był niemal identyczny jak jego odpowiednik w Irkucku czy Taszkiencie. Niemniej artykuł postulował również stworzenie nowego, własnego stylu urbanistycznego w architekturze Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Mimo że Gowar za wzór uznał cerkiew na Kołoży, będącą ruską częścią dziedzictwa kulturowego, z kontekstu publikacji wynika, że posłużył się nim jako przykładem, który należało szeroko rozumieć.

W latach osiemdziesiątych XX wieku niektórzy mieszkańcy sami ponownie zaczęli domagać się uratowania poszczególnych obiektów Grodna – nawet za cenę represji w życiu zawodowym. Jedna z nielicznych historii zakończonych – z punktu widzenia jej inicjatorów – happy endem wzięła początek z potrzeby znalezienia odpowiedniego placu defilad na coroczne wielkie manifestacje organizowane przez miejscowe kierownictwo partii. Plac Wolności – reprezentacyjny, centralny punkt Nowego Miasta, w okresie międzywojennym oczyszczony z wszelkich śladów rosyjskiego panowania, którego Statuę Wolności zburzyła radziecka administracja w 1939 roku – po drugiej wojnie światowej zmienił nazwę na plac Lenina. Pomnik wodza rewolucji wznosił się tam przed wiecznie płonącym zniczem ku czci poległych bohaterów wielkiej wojny ojczyźnianej, obok teatru, w miejscu, gdzie do pierwszej wojny światowej stał pałac Antoniego Tyzenhauza. Na placu Lenina jeszcze do 1955 roku odbywały się defilady z okazji ważnych uroczystości Związku Radzieckiego. Rok później ta wielofunkcyjna przestrzeń została ponownie przekształcona w historyczny rynek. Miejsce lokalizacji dawnego ratusza zostało w międzyczasie tak doszczętnie zrównane z ziemią, że będąc częścią placu Sowieckiego, mogło pomieścić wzrastającą z roku na rok liczbę uczestników majowych i listopadowych uroczystości (w 1961 roku wysadzono w powietrze znajdującą się również na placu Sowieckim farę Witoldową – najważniejszą świątynię katolicką Grodna). Jedyną reprezentacyjną budowlą radziecką w tym miejscu pozostał Pałac Kultury pracowników przemysłu odzieżowego. Ten neoklasycystyczny budynek otoczony kolumnadą, przed którym rokrocznie wnoszono trybunę dla regionalnego kierownictwa partii, pełnił więc funkcję naczelnej budowli miasta. Niemniej partyjnemu kolektywowi, poszukującemu pomieszczeń biurowych dla zarządu miejskiego komitetu wykonawczego, pałac nie wystarczał – zgłoszono zatem projekt zasypania części dawnego parku miejskiego Dolina Szwajcarska w korycie rzeki Gorodniczanka. W ten sposób miał powstać jeszcze większy, bardziej reprezentacyjny plac, który stworzyłby odpowiednią oprawę dla nowej siedziby Komitetu Wykonawczego Partii. Tak zagospodarowana przestrzeń miała nazywać się placem Lenina. Zamiar ten nie odpowiadał jednak Oddziałowi Centralnego Archiwum BSRR, którego siedziba stanowiła część zespołu architektonicznego i znajdowała się dokładnie w centralnym punkcie planowanej przebudowy. Przeciwko decyzji jej wyburzenia gwałtownie zaprotestowała część miejscowej inteligencji wspólnie z pracownikami radzieckich instytucji, którzy narażali się na poważne konsekwencje. Nigdy dotąd nie było tak napiętego konfliktu o wręcz symbolicznym znaczeniu. Z jednej strony dominowały potrzeby partii, która w celu zyskania bardziej reprezentacyjnej siedziby zdecydowała się zniszczyć oficjalnie uznany zespół architektoniczny o historycznym dla całej republiki znaczeniu. Z drugiej zaś istniało głębokie przekonanie ludzi takich jak Karpiuk, Gostiew i inni, że jest to zamach na ich miasto, ich kulturę, a nawet na nich samych[8]. Podczas gdy niektórzy pisali listy do wyższych instancji, Aliaksej Karpiuk osobiście poszedł do kierownictwa partii i jej sekretarzowi zrobił szokującą scenę, jakby chodziło o honorowe przestępstwo. Zagroził okupowaniem budynku, gdyby doszło do jego wyburzania. Nawet jeśli nie sposób potwierdzić tej anegdoty, to efekty wielorakich interwencji widoczne są do dzisiaj – budowla pozostała na swoim miejscu. Archiwum uzyskało w międzyczasie status Archiwum Narodowego i nadal przechowywane są w nim wszystkie historyczne dokumenty regionu do 1917 roku. Ten symboliczny konflikt nie został zresztą zupełnie załagodzony – większy plac Lenina, na który przeniesiono pomnik rewolucjonisty, do dziś rywalizuje z owalnym placem Tyzenhauza. Stworzony w ten sposób „schizofreniczny” układ podwójnego placu, przedzielonego pośrodku jedynie dwukondygnacyjnym budynkiem, symbolicznie wyraża dwa odmienne stanowiska władzy radzieckiej w stosunku do wykorzystania historycznej przestrzeni miejskiej.

Do kolejnego konfliktu doszło w 1986 roku podczas budowy nowego dworca kolejowego. Oczekiwano, że obiekt ten będzie spełniał wymogi rozrastającego się miasta oraz znajdującego się tu międzynarodowego przejścia granicznego – historyczna linia kolejowa z Warszawy przez Wilno do Leningradu nadal prowadziła przez Grodno. Od samego początku projekty budowlane zakładały wyburzenie dworca o późnoklasycystycznym kształcie z 1867 roku. W ocenie miejskich urbanistów obiekt nie spełniał już koniecznych warunków i miał ustąpić miejsca budowli o znacznie większych gabarytach. Aby nie wstrzymywać ruchu kolejowego, nowy budynek z betonu i ze szkła wyrastał tak blisko starego, że nieomal go dotykał. W 1989 roku, zaraz po otwarciu nowego dworca, rozpoczęto wyburzanie starego. Spotkało się to z ogromną dezaprobatą wielu mieszkańców miasta, lecz tym razem na nic się zdały wszelkie petycje, listy i protesty. Pracownicy uniwersyteccy, administracja i muzealnicy poczuwający się do odpowiedzialności za dziedzictwo kultury Grodna nic w tym przypadku nie wskórali. W tym samym czasie grupa historyków sztuki, mieszkańców wspierających ochronę zabytków oraz urbanistów miejskich zastanawiała się, jak zachować zabytkową tkankę starego miasta. Nie miała to być kolejna wspólna akcja oporu, czy też „ofiary” indywidualnych obywateli, lecz kolejny krok zmierzający do urbanistycznego zagospodarowania centrum miasta. Na podstawie podobnych projektów w miastach krajów nadbałtyckich w 1989 roku powstał plan rewitalizacji historycznego centrum, znacznie różniący się od dotychczas przyjętych reguł obowiązujących miejską przestrzeń. Gdyby realizacja projektu przebiegała pomyślnie, mogłoby to stworzyć podstawy do wpisania centrum Grodna na Listę światowego dziedzictwa UNESCO. Historyk sztuki Oleg Trusow i jego koledzy uznali, że całej historycznej przestrzeni miejskiej Grodna należy nadać status muzeum. Miała ona zostać zachowana w takim stanie, w jakim znajdowała się w końcu lat osiemdziesiątych. Miałoby to zapobiec dalszemu niszczeniu zabytków, a całości nadać odpowiednią rangę. Kiedy miasto uzyskuje status muzeum, wówczas wszystkie jego obiekty stają się artefaktami. To, co powinno podlegać ochronie, mówi samo za siebie, jednak nie odnosi się do każdego istniejącego detalu, lecz tylko do elementów uznawanych za dawne. Nie zaliczano do nich na przykład radzieckich znaków hańby. Ponieważ muzeum należy postrzegać jako miejsce kultury inspirujące poczucie własnej tożsamości, wspomniany powyżej projekt dowodzi, iż miasto samo w sobie stało się impulsem, który dał początek nowej białoruskiej tradycji miejskiej. Tak jak w wypadku palimpsestu w odczytywaniu tej przestrzeni zasadnicze znaczenie miało odtworzenie nałożonych na siebie historycznych warstw i różnorodne próby ich odkrywania. W ten sposób pozornie ukryte pokłady zostały na nowo odsłonięte i wreszcie ujrzały światło dzienne.

Również dzisiaj nie brakuje mieszkańców, którzy usilnie troszczą się o wydobywanie i ochronę ledwie rozpoznawalnych śladów przeszłości, jakie zostały odkryte przed 1991 rokiem. Mają oni nadzieję, że wszechobecna radziecka „powłoka” będzie stopniowo zanikać, względnie zastąpi ją nowa, „postradziecka”. Pomimo polityki zastraszania i represji istnieje niewielkie grono skupiające studentów, wykładowców, nauczycieli i rencistów, którzy w stopniu przewyższającym to, co tolerują władze państwa, gotowi są angażować się w zachowanie dawnego starego miasta. Powodem tego są dalekosiężne „zabiegi rekonstrukcyjne”, uszkadzające zabytkową tkankę w centrum miasta. Obiekty wymagające renowacji, jak na przykład budynek gospodarczy położony wzdłuż linii kolejowej czy kamienica w dawnej żydowskiej części miasta, są wyburzane, a po wykonaniu nowych rzutów i zastosowaniu nowoczesnych materiałów ponownie „składane”, tak że ich fasady sprawiają wrażenie zabytkowych. Z dwupiętrowej historycznej budowli w oka mgnieniu powstaje nowa, trójkondygnacyjna. Domy mieszkalne położone za ratuszem, wzniesione pod koniec XIX wieku, są usuwane z centrum Grodna, gdyż ich wygląd może stwarzać wrażenie biednego, ciasno zabudowanego miasta, a obraz ten koliduje z planami lokalnej administracji. W rezultacie prac związanych z budową linii tramwajowej badania archeologiczne są utrudniane i przeprowadza się je tak powierzchownie, iż na zawsze giną cenne informacje o przeszłości miasta. Dlatego też w 2006 roku doszło do akcji protestacyjnej przeciwko budowie podziemnego przejścia na historycznym rynku, która spowodowała uszkodzenie fundamentów ratusza, zburzonego w roku 1944. Gdy chodzi o ratowanie śladów przeszłości, nagromadzonych w ziemi przez minione stulecia, przed zniwelowaniem przez ciężki sprzęt, pojecie palimpsestu staje się czymś więcej niż tylko metaforą.

Kolejnym sprawdzianem dla działaczy zebranych wokół portalu internetowego harodnia.com są zagrożone rozbiórką osiedla dzielnicy Nowy Świat pochodzące z dwudziestolecia międzywojennego. W powstałych tutaj drewnianych willach o europejskim charakterze widać wyraźnie polskie wpływy. Połączenie regionalnego stylu z formami charakterystycznymi dla modernizmu poprzez swą liczebność i jakość jest unikatem w tej części Europy. Wyraźne elementy formalizmu popularnego w Polsce w latach trzydziestych w połączeniu z elementami lokalnego stylu wskazują na to, iż zachodnia część dzisiejszej Białorusi – rozpięta pomiędzy wpływami z Moskwy, Warszawy i Dessau – stanowiła część środkowoeuropejskiego modernizmu.

W oczach przybysza z zagranicy te ciągi ulic tym bardziej zasługują na szczególną ochronę. Tymczasem tam, gdzie powstały, w większości przypadków uważane są za stary i zbędny balast zajmujący cenne działki budowlane. Budynki są w złym stanie technicznym i tylko wahania na rynku kapitałowym oraz niewielki wzrost gospodarczy regionu chwilowo udaremniają szybkie przeobrażenie tej dzielnicy. Nieliczni świadomi tego mieszkańcy, jak na przykład Andriej Waszkiewicz, ostrzegają przed niebezpieczeństwem i przy pomocy warsztatów, publikacji i pracy społecznej na rzecz miasta starają się zapobiec dalszym zniszczeniom. Stają oni jednak w obliczu współmieszkańców, którzy nie rozumieją i nie cenią wartości ani pojedynczych budynków, ani ich zespołów. Zarząd miasta wykazuje niewiele zrozumienia dla opisanych powyżej działań i określa je mianem opozycyjnych.

O tym, żeby budynki z lat dwudziestych bądź trzydziestych zostały wpisane na listę zabytków, nawet nie warto marzyć, mimo iż wymagają one natychmiastowych działań bez względu na to, czy dotyczą polskiej, żydowskiej, białoruskiej czy radzieckiej historii Grodna. Waszkiewicz i inni mieszkańcy nazywają działania władz zamachem na ich miasto i przejawem braku zrozumienia historycznych wartości. Ale właśnie ze względu na iskrzący spór o dalszą modernizację Grodna również w przyszłości jego przestrzeń miejska stanowić będzie część palimpsestu. Miejsce, gdzie historię można zrozumieć przestrzennie, funkcjonujące jako punkt odniesienia, a z pomocą nauki ukazujące różnorodne pokłady swojej przeszłości. Miasto Grodno dla swoich mieszkańców – lecz nie tylko dla nich – pozostanie ważnym punktem odniesienia świadczącym o ich tożsamości i zakorzenieniu w rodzimej tradycji.

Z niemieckiego przełożyła Anna Śliwa

***

[1] „Химик”, 3 czerwca 1983, s. 4.

[2] В. Кудряшёв, Гродно, Минск 1960.

[3] И. Шамякин, Гродно, Минск 1989.

[4] А. Гостев, В. Швед, Кронон, Гродно 1991.

[5] Jurij Gordziejew, Próby przekształceń miejskich w Grodnie w epoce Oświecenia, „Rocznik Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie” 2001, s. 227–257.

[6] В. Говар, Архiтектурная старонка, „Мастацва i Лiтература”, 30 lipca 1965, s. 11–12.

[7] Горад двух вымяренняў, w: С. В.Марцэлеў, Збор помikaў гисторыи и культуры Беларуси. Гродзенскае вобласць, Минск 1986, s. 3.

[8] Rozmowa z M.A. Kaczowem, „Химик”, 21 kwietnia 1989, s. 2.

O autorach

Felix Ackermann

Ur. 1978 w Berlinie, założyciel Instytutu Historii Stosowanej przy Europejskim Uniwersytecie Viadrina, w którym obecnie kieruje programem Geschichtswerkstatt Europa (Warsztat historyczny Europa). Ukończył studia magisterskie na London School of Economics and Political Science. W 2008 roku na Europejskim Uniwersytecie Viadrina obronił doktorat o stosunkach etnicznych w Grodnie w XX wieku. Trzecią klasę liceum spędził we Wronkach. W latach 2004–2007 mieszkał w Grodnie, pisał wówczas po polsku felietony do gazety „Głos znad Niemna” oraz prowadził blog ewropa.blox.pl.

INNE ARTYKUŁY TEGO AUTORA

Copyright © Herito 2020